środa, 19 czerwca 2013

XXXII

- Czy ty właśnie… - powiedziałam patrząc wściekła na podłogę.
- Boże.. – jęknął. – Przepraszam, ja..
- Wyjdź stąd. – warknęłam.
- Nic ci nie jest? – spytał nie zwracając uwagi na to co mówię.
- WYJDŹ STĄD ZANIM CIĘ ROZSTRZELAM! – krzyknęłam podnosząc wzrok.
Cały czas czułam ciepło na policzku.
- Ale…
- Wyjdź.
- Nie chciałem. Przysięgam. – powiedział.
- UGHHHH! – krzyknęłam i ruszyłam do lusterka w łazience.
Na mojej twarzy znajdował się perfekcyjny odcisk dłoni. Byłam wściekła (delikatnie mówiąc). Dlaczego, gdy zaczęło być dobrze, wszystko się zjebało? Co ja zrobiłam? Czy nie zasługuję na trochę spokoju. Co chwilę coś się dzieje. To zaczyna być męczące. Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi.
- Po prostu mnie zostaw! – krzyknęłam.
- Nie. – usłyszałam.
Nienawidziłam go w tamtym momencie. Chciałam żeby odszedł i nie wracał.
- Czego ode mnie chcesz? – spytałam przez drzwi.
- Wybaczenia.
- Nie jestem ani Jezusem ani Maryją. – warknęłam.
- Ale jednak katoliczką.
- TY TEŻ. I UWIERZ TO CO ZROBIŁEŚ TY ZŁAMAŁO DODATKOWO 3 KODEKSY!
- Wiem… Ale to się stało tak szybko… Nie zdążyłem się opanować. – Otworzył drzwi i wszedł.- Jak mogłaś w ogóle zadać mi takie pytanie? Co to miało być? Masz mnie za męską dziwkę?
- Mam cię za damskiego boksera. Nad dziwką się jeszcze zastanawiam, chyba nie miałam okazji zobaczyć wszystkiego.
Nie byłam w nastroju do rozmowy.
- Przestań tak mówić. – warknął.
- Bo co? Uderzysz mnie? – miałam w dupie to, że zachowywałam się jak dziecko.
- Za każdym razem będziesz używała tego argumentu?! – krzyknął.
- TAK. Żeby za każdym razem podkreślić jak bardzo boli mnie to co robisz!
- Gdybyś ty nie próbowała mnie za wszelką cenę wkurwić, nie byłoby takich akcji!
- Ciekawe… to może sobie idź, do tej, która będzie miała wszystko w dupie! Do tej, która będzie bała się powiedzieć co myśli! NIKT CIĘ TU NIE TRZYMA!
- NIKT? Jesteś nikim?
- NAJWIDOCZNIEJ TAK. Ja sobie dam radę. Jeśli ci coś nie pasuje, droga wolna. „You’ve got a green light”
- Chcesz użyć całej piosenki, czy tylko tego cytatu?
- CALUTKIEJ.
- Nie wiedziałem, że masz o sobie takie wysokie mniemanie. – warknął.
- SUPRISE! Nauczyłam się od mistrza!
- Jesteś NIEZNOŚNA.
- Mówiłam ci już, że droga wolna.
- Dobra. – warknął. – Mam dosyć!
- Leć do Samanthy na imprezę, może jeszcze zdążysz! – krzyknęłam i usłyszałam głośny trzask drzwi.
CO JA DO CHOLERY ZROBIŁAM? Dlaczego to wszystko się stało? Co poszło nie tak. Dlaczego nie potrafiłam ugryźć się w język? Dlaczego on mnie uderzył? Dlaczego kazałam mu wyjść? DLACZEGO? Na to tylko Bóg znał odpowiedź. Będę silna. Niech sobie nie myśli, że mnie złamie. Potrzebuję gorącej kąpieli i snu.


***

- Woow, jak ślicznie wyglądasz. – powiedziała Em, gdy podeszłam do niej.
- Serio? – spytałam zaskoczona. – Normalnie. – wzruszyłam ramionami.
- Jakieś spotkanie po zajęciach? – spytała dwuznacznie.
- Może… ale nie z tym, kim myślisz.
- Co? – spytała zaskoczona.
- Krótko mówiąc, wczoraj ostro się pocięliśmy. Nie wiem co on myśli teraz, ale kazałam mu się wczoraj wynosić nucąc „Green Light”.
Patrzyła na mnie zdziwiona.
- Cóóóóż… mam nadzieję, że nie będziesz żałować i tęsknić.
Nie przypominaj mi.
- Mam nadzieję, że nie, bo on chyba niezbyt się przejął. – powiedziała patrząc w bok.
Spojrzałam w tym samym kierunku. FLIRTOWAŁ Z SAMANTHĄ!
- Tak się bawimy? – szepnęłam.
Robił to specjalnie. Jeszcze SPECJALNIE żebym to widziała. I to niby ja jestem nieznośna? Przecież to zagrywka z podstawówki.
- Hej Nikki. – podszedł do nas James i mocno mnie przytulił dając buziaka w policzek.
- Hej. – odpowiedziałam.
- Hej Emily. – zrobił to samo.
-Cześć.- odpowiedziała.
- Co jest? – spytałam.
- Mam już dość Grethy. Odkąd dowiedziała się, że mam łaskotki, nie daje mi spokoju… - powiedział zmęczonym głosem.
- Masz łaskotki? – spytała Emily zdziwiona.
- Mhm. – mruknął w odpowiedzi.
- Współczuję, ja nie mam. – powiedziałam.
- Na pewno gdzieś masz. – powiedział. – Musisz. Każdy je ma.
- Jestem wyjątkiem. – zaśmiałam się.
Podszedł i próbował mnie łaskotać wszędzie. Budziło to we mnie śmiech. Jednak nie przez łaskotki.
- Ciągle się śmiejesz. – zauważył. – NA PEWNO ŁASKOTKI.
- Przykro mi kochanie, naprawdę nie mam. – śmiałam się dalej.

***

- Muszę do łazienki. Zaraz wrócę. – powiedziałam do Emily i poszłam w stronę łazienek.
Już chciałam skręcać, gdy czyjeś ciało przytwierdziło mnie do ściany. Znam ten zapach.
- Cześć piękna, tęskniłaś? – powiedział Kuba uśmiechając się w tylko jego sposób.
- Nie. – warknęłam.
- Widzę, że obmacywanie z rana nie daje dobrego humoru. – powiedział. – Nie ładnie robić takie rzeczy, gdy twój chłopak patrzy.
-To my jesteśmy razem? – spytałam. – Myślałam, że już na serio zajmiesz się tą szmatą.
- Szmatą mówisz… nie przypominam sobie… Myślisz, że po kłótni sobie możesz robić co chcesz? Ładnie wyglądać, zarywać do facetów? Nadal tu jestem skarbie i nie podoba mi się to co robisz.
- Pierdol się. – warknęłam.
Przycisnął mnie mocniej do ściany i pocałował. Długo i trochę agresywnie. Nie mogłam się mu oprzeć. Kochałam go. Byłam spragniona go, tak dawno nie mieliśmy bliższego kontaktu. Nie licząc wczoraj, ale to był tylko jeden raz od dawna i nie zaspokoił mnie za bardzo. Odwzajemniłam pocałunek.
- Bądź spakowany o 16. – powiedziałam.
- Dobra. Przyjdziesz do nas?
- Nie mam wyjścia. – powiedziałam.
Jeszcze raz mnie pocałował i puścił wolno. Poszłam tam, gdzie miałam pójść.
- To jest chodzenie do toalety? – spytała rozśmieszona Em.
Wybuchłam śmiechem.


***

- Chyba nie boisz się latać. – zaśmiał się Kuba, gdy samolot wjechał na pas.
- Latać nie… gorzej z wznoszeniem się i lądowaniem.
- Córka pilota? – spytał nadal rozbawiony.
- TAK. Skończ już te głupie pytania. – westchnęłam.
- Dobra, dobra. – powiedział.
Samolot nabierał prędkości. Cholera, cholera, cholera. Za chwilę… Złapałam Kubę za rękę. Boże, on się wzbija w powietrze, Boże ja chcę żyć. Mocniej ścisnęłam jego rękę. Starał się ukryć rozbawienie, ale nie obchodziło mnie to za bardzo w tamtym momencie. Gdy w końcu pilot wyrównał lot, rozluźniłam uścisk i zrelaksowałam się.
- Nie wiedziałem, że się boisz takich rzeczy.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- No.. zazwyczaj jesteś dzielna, niczego się nie boisz i w ogóle…
- No niektóre rzeczy nie są straszne, niektóre są.
- Rozumiem…
- Wiecie jakie jest hasło do wi-fi? – przerwał nam Bartek.
- Nie. – powiedział Kuba. – Skąd miałbym to wiedzieć?
- Nie wiem.. – powiedział Bartek.
- A co, Patrycja? – spytałam.
- Tak. – odpowiedział i poszedł w stronę stewardessy.
- Ale go wciągnęło. – mruknął Kuba.
- To źle? – spytałam.
- Nie. Wręcz przeciwnie. – uśmiechnął się.
Uśmiechnęłam się. Za jakieś 3 godziny będę w domu. Tak dawno ich nie widziałam. O Boże, już wyobrażam sobie ich reakcję. Szczególnie Karoliny… albo Zuzy.. nie wiem, która będzie bardziej irytująca. Ciekawe co palną… ale się będę głupio czuła, gdy wszyscy będą go oblegać. Kuba mocniej ścisnął moją rękę. Spojrzałam na niego pytająco.
- O czym ty tak rozmyślasz? – spytał.
- O wszystkim i o niczym. – powiedziałam. – Jestem zmęczona.
Oparłam się o jego ramię.
- Zawsze możesz iść spać.
- Nie opłaca mi się.
- Czyli  wolisz zamulać? – spytał.
- Jeśli pójdę teraz spać, to będę zamulać do końca dnia.
- Twój wybór. –powiedział i pocałował mnie w policzek.


***


- Jesteśmy! – krzyknęłam wchodząc do domu.

Usłyszałam zbieganie po schodach, ale ku mojemu zdziwieniu nikt nie wpadł do środka.

niedziela, 16 czerwca 2013

XXXI

dzisiejszy rozdział będzie dłuższy, ale to przez ilość dialogów (czyli enterów. : D )
Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Patrycję. Wkurzoną Patrycję.
- Co się stało? – spytałam.
-UGGGHHH! – krzyknęła w odpowiedzi.
- CO JEST?!  - powtórzyłam głośniej.
- Chyba ten debil mi się podoba. A on wyjeżdża za kilka dni.
- Mieszka w Manchesterze. To nie tak daleko jak Polska. – powiedziałam.
- Ale jednak daleko.
- Jak bardzo ci się podoba? – spytałam.
- Bardzo, BARDZO. – podkreśliła. – Za szybko żeby stwierdzić czy to miłość, ale jednak zależy mi na nim bardziej niż na innych.
- Wiesz co chodź do salonu, bo rozmawiam z Wiktorią przez skype’ a.
- Ok. – powiedziała i poszła za mną.


***

- Pa. – pocałowałam ją w policzek i zamknęłam za nią drzwi.
Spojrzałam na zegarek : 23.40. Not that bad. Szybko poszłam do łazienki, zmyłam makijaż, umyłam się, przebrałam w pidżamę i wwlekłam się na łóżko. Nie chciało mi się za bardzo spać. Jednak jutro będę musiała się zmierzyć z zajęciami. Muszę spać.


***


- To o której? Może być 17? – spytałam Emily wychodząc z uczelni.
- Tak. Spotkamy się na miejscu?
- Tak będzie najlepiej. – odpowiedziałam.
- Ok, to do zobaczenia. – powiedziała i przytuliłyśmy się na pożegnanie.
- Do zobaczenia. – odpowiedziałam i udałam się do domu.
Dzisiejszy dzień minął szybko. Nie widziałam nawet Samanthy.. nowość. Bardzo przyjemna zresztą. Dzisiaj mam krótką zmianę w pracy, tylko 3 godzinki. Dzisiejszy dzień jest ogólnie przyjemny. Krótkie zajęcia, krótka praca, brak Samanthy, zero stresu i jeszcze wypad z Emily. Tak, dzisiejszy dzień jest bardzo dobry. Weszłam do domu i spojrzałam w lustro. Jest dobrze. Delikatnie się przypudrowałam, rozczesałam włosy i wyszłam do pracy.

***

Wybuchłam śmiechem.
- Więc mówisz Harry, że jesteś bardzo twórczy? – spytałam, a Nick nadal się śmiał.
- Tak. Wymyśliłem sporo tekstów… Potrafię być naprawdę oryginalny. – odpowiedział Harry.
- I potwierdzeniem tego jest nazwanie chomika „chomik”? – znowu wybuchłam śmiechem.
- Ty się Niks nie śmiej, ciekawe co ty byś wymyśliła.
- Ja jestem bardzo twórcza. – powiedziałam udając urażoną.
- Oo tak, słyszałem. – powiedział Nick.
- Widzisz? – zaśmiałam się do Harrego.
- No widzę, widzę.. – zaśmiał się Harry. – Niedługo usłyszę efekty.
- ZA DWIE MINUTY WCHODZICIE! – przerwał nam Josh.


***


Przejrzałam się w lustrze. Wyglądam normalnie, ale całkiem ładnie. Włosy w koczku, koszula obsadzona w pumpy, balerinki i skórzana kurtka. Czas na pizzę. Wyszłam z domu i po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Piękne jest to, że od tej godziny Londyn zaczyna tętnić życiem. Wszędzie ludzie, niezależnie od wieku od płci, religii, orientacji seksualnej wychodzą, żeby spędzić dobrze czas.
- Już zamówiłam nasze ulubione. – powiedziała Em, gdy usiadłam naprzeciw niej.
- Super.
- Jak tam minął dzień? Słyszałam twój wywiad.
- Dobrze. I jak się podobał? – spytałam zaciekawiona.
- Mi się spodobał. Był taki lekki, nie było słychać udawania, sztywności. Chce się słuchać takich wywiadów, coraz więcej teraz suchych pytań, a nie wywiadów.
- Tu masz rację i to chcę zmienić. Wywiad powinien zawierać jakieś uczucia, odczucia. To jest też forma sztuki.
- O tak. Wcale nie trzeba być muzykiem czy kimś sławnym, żeby tworzyć sztukę.
- A jak tam Peter? – spytałam.
-Pokłóciliśmy się… ale to nieważne, tak się zdarza. A jak się czuje Kuba?
- Nie wiem. Nie widzieliśmy się.
- Coś się stało? – spytała zmartwiona.
- Nic wielkiego.. po prostu ukrywał całkiem istotny element swojej przeszłości.
- Nie ma dziecka? – spytała z grobową miną.
- Nie.. – roześmiałam się. – Przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
- Tyle dobrego. – Emi też wybuchła śmiechem.

***

Weszłam do domu i położyłam się na kanapie. Fajnie jest tak leżeć i nie myśleć o niczym. Po prostu leżysz. Leżysz i tyle. Masz wszystko w twojej dużej dupie. Nie wiem ile czasu tak leżałam, ale rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, więc ku mojemu niezadowoleniu musiałam wstać i otworzyć. Pewnie Emily coś mi dała do torebki i zapomniała zabrać. Ile razy już tak było? Całkiem sporo. Otworzyłam drzwi.
- Hej. – i znowu ku mojemu nieszczęściu nie stała tam Em.
- Słucham? Mogę w czymś pomóc? – spytałam.
- Właściwie to tak. – odpowiedział Kuba.
- W jaki sposób?
- Wystarczy, że porozmawiamy.
Otworzyłam szerzej drzwi.
- Wchodź.- powiedziałam.
- Jesteś na mnie zła? – powiedział stając naprzeciwko mnie.
- Sama nie wiem. – odpowiedziałam kierując się do salonu na kanapę, by położyć się w ten sam sposób. Usiadł obok.
- A konkretnie to za co? – spytał podążając za mną.
- Hmm.. chyba o to, że mi nie powiedziałeś. Mam niechęć do narkotyków. Brzydzę się nimi.
- Czyli nie jesteś zła za to, że je brałem?
- Jestem. Ale z drugiej strony to twoja sprawa i jak chcesz je brać to je bierz. Powoli zaczynam mieć to gdzieś, wiesz? Fajnie jest tak usiąść i mieć wszystko gdzieś. Z chęcią tak zrobię.
Patrzył na mnie zdziwiony.
- Nic cie nie obchodzi. Nic nie czujesz. Po prostu odpoczywasz. – kontynuowałam. – Tak jest fajnie. Na nikim ci nie zależy. Na niczym ci nie zależy. Po prostu leżysz. Nie obchodzi cię, czy komuś coś się stanie. Nie obchodzi cię czy umrze. Nie obchodzi cię czy cię skrzywdzi. Nie skrzywdzi cię. Bo nic nie czujesz. Spokój. Harmonia.
Nadal mi się przyglądał.
- Jest tylko jeden problem. – powiedziałam podnosząc się. – Ja tak kurwa nie umiem. Myślisz, że lubię się martwić? Lubię się wszystkim przejmować? Myśleć za innych? Powiem ci, że nie za bardzo. Jeszcze później słyszę, że powinnam „wyluzować”. Najwyżej umrę. I tak to kiedyś nastąpi. Kiedyś wszyscy umrzemy. Więc dlaczego ja mam się martwić, a ktoś inny nie? To trochę niesprawiedliwe. Mam dość martwienia się za innych.
- Nie robię już tego. Nie masz się o co martwić.
- Słyszałam Kamila..
- Oj, on się tylko sra. Jak zwykle zresztą. Bał się to zostawić, jego problem. Ja dałem sobie spokój i koniec. Nie mam z tym żadnej styczności.
- Nie licząc chwil, gdy jest przy tobie Kamil.
- No w taki sposób często mam styczność, dużo osób bierze prochy.
- Dlaczego Kamil mówił, że..
- Nie mam pojęcia. Chyba się boi. Jeśli z tym kończysz jest wszystko w porządku. Obiecujesz, że nie wydasz dilera, bo wtedy cię zabiją. Tylko tyle. Ale cały czas obowiązuje cię nie  wydanie dilera. To logiczne.
- Skąd będą wiedzieli, że go wydałeś?
- Mają swoich ludzi.
- A co to oznacza? – spytałam.
- Oznacza to, że jeśli ktoś ich wyda, będzie człowiek, który się dowie, kto ich wydał.
Ucieszyłam się, że nie chodzą za nim krok w krok.
- Posłuchaj, sporo w mojej przeszłości z chęcią bym zmienił. Serio… ale jest już za późno. To co mogłem odkręcić – odkręciłem. Niestety, wszystkiego nie da się naprawić, nie mam maszyny czasu. Zresztą znasz efekt motyla? Jeśli cokolwiek zrobiłbym inaczej, możliwe, że nie byłoby mnie tutaj. A cieszę się że tu jestem i chcę tu być. Nic bym teraz nie zmienił. Więc już skończ to pierdolenie, już się stało, nie odstanie się. Wiem, że masz idealne życie, idealnych znajomych, idealną rodzinę, cała jesteś idealna. Ja taki nie jestem. – powiedział. -  I w końcu to z siebie wyrzuciłem. – odetchnął.
Stałam i nic nie mówiłam. Nie dałam żadnego znaku życia.
- Za szczerość się chyba nie obrazisz? – spytał.
- Ja jestem idealna? JA?! Najpierw na mnie spójrz, porządnie się zastanów, a dopiero potem mów. Moi przyjaciele są idealni dla mnie. Tak samo moja rodzina. Ale tylko dla mnie. Wszyscy mają wady i zalety. Twoi znajomi są idealni dla ciebie. Ja mam wiele wad. Nikt nie kazał ci się na nie godzić.
- No dobrze, ale wady można starać się poprawić.
- Tak sądzę. Przestanę się martwić.
- Jejku, nie o to chodzi. Ale nie musisz tak przeżywać.
- Ok. – odpowiedziałam krótko.
- Ok? – spytał zdziwiony.
- Mhm.
- Co z weselem? – spytał.
- Ty mi powiedz.
- Czuję się dobrze, jeśli o to ci chodzi. Wydaje mi się, że będę w stanie tam polecieć.
- Ok.
-Chodź do mnie.
- Po co?
Stanął wryty.
- Co ci jest?
- Nic.
- Jesteś zła?
- Nie.
- No więc..?
- Nie rusza mnie nic.
- Serio? – spytał zmęczony.
- Serio.
- Przestań.
- Nie.
- Nie zachowuj się jak dziecko.
- Ok.
- Już?
- No tak.
- Więc chodź do mnie.
- No ale po co? To tylko kontakt fizyczny, tak naprawdę…
- Chodź tu powiedziałem. – warknął i przyciągnął mnie do siebie.
- Ok.
Leżałam mu na kolanach, oparta o jego tors. Starałam odsunąć od siebie myśl, że go to boli. Mam się nie przejmować, mam się nie przejmować, mam się nie przejmować, mam się nie przejmować, mam się nie przejmować – powtarzałam w głowie. Powoli się udawało. W pewnym momencie poczułam, że Kuba rozpuszcza mi włosy. Zaczął się nimi bawić. Zaczął coś sobie nucić po nosem. Znałam tą melodię. James Blunt.
- You’re beautiful, you’re beautiful, you’re beautiful, it’s true.
- Przestań. – powiedziałam.
- Ale co? – spytał.
- Dobrze wiesz.
- Nie wiem.
- Nie jestem piękna.
- Rozmawialiśmy już o tym. – powiedział.
- Tak, owszem. Myśl jak chcesz myśleć.
- I wcale nie uważasz się za atrakcyjną?
- Nie wiem.. nie rozmawiajmy na ten temat.
- Już się przejmujesz? – spytał zdziwiony.
- Chyba tak. Nie potrafię być zbyt długo zimną suką.
- Stęskniłem się. – powiedział.
- Tak?
- Tak.
- To głupie. To był jeden dzień.
- Co nie? To dziwne. Ale wyobraź sobie mój humor, gdy wreszcie cię widzę.
- Hmm.. pewnie jest dobry.
- Jest więcej niż dobry.
- To się cieszę. – uśmiechnęłam się. – Jak tam ciało?
- Bardzo dobrze, jak zawsze, a coś mam w nim poprawić? – spytał zdziwiony.
Wybuchłam śmiechem.
- Chodziło mi o obrażenia! – krzyknęłam przez śmiech.
- Uhmm… ok. Ponoć szybko się goi.
- Słyszałam zanim wyszłam. Wszyscy byli pod wrażeniem.
- Jak to słyszałaś?
- No lekarz mnie zatrzymał.
- Ale to było PO twoim wyjściu. – podkreślił słowo „po”.
- No to wnioskując, zatrzymał mnie PO moim wyjściu, chcąc… powiedział mi, że wykryli w twojej krwi coś więcej niż alkohol.
- Że niby co? – spytał zaskoczony.
Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Że niby..
- Tak. – przerwałam mu.
- CO?! – krzyknął strasznie głośno.
Aż się podniosłam i spojrzałam na niego zdziwiona.
- A czego się spodziewałeś? – spytałam.
- Mówiłem ci, że nic nie brałem. – warknął. – Nie uwierzyłaś mi?
- Zapomniałam, że to mówiłeś.
- Mam nadzieję, że nie powiedziałaś im, że Kamil…
- No chyba nie jestem taka! – tym razem ja się wkurzyłam.
- Musiał ten idiota… - warknął. – No przecież ja mu coś zrobię..
- Kamil?
- Raczej. Co za idiota.. ciekawe co ten pojeb jeszcze zrobił. – warknął. – Przecież ja go zabiję.
- Uspokój się.
- Nie. Jak mu mówię, że nie chcę, to nie chcę.
- Oj to nic wielkiego..
- Nie? Ciekawe, czy jakby tobie coś wsypał, a potem wykryliby to w szpitalu, to „nie byłoby nic wielkiego”.
- Nie zrobiłby tego.
- Nie?
- Nie. – odpowiedziałam.
- Dlaczego?
- Bałby się.
- Czego?
- Kogo. – poprawiłam. – Mnie… ale najbardziej to ciebie. – zachichotałam.
Uśmiechnął się.
- Jestem straszny?
- Bardzo. Jak ja w ogóle z tobą wytrzymuję…
- Nie wiem, ale całkiem dobrze sobie radzisz.  – zaśmiał się.
Przysunął się  bliżej i mnie objął od tyłu.
- Możesz się oprzeć, to mnie nie boli… aż tak.
Delikatnie oparłam się plecami o jego klatkę piersiową. Od razu zrobiło mi się ciepło.
- Jezu, jesteś gorący. – powiedziałam.
- Dzięki, ty też.- powiedział.
Wybuchłam śmiechem.
- Idiota. – powiedziałam.
- Dzięki, też cię kocham. – zaśmiał się.
-Serio, grzejesz jak kaloryfer.
- To dobrze?
- Zależy… jeżeli jest gorąco, nie jest mi potrzebny kaloryfer.
- A teraz?
- Teraz jest dobrze. – odpowiedziałam.
Zabrał mi włosy z ramion i położył na ich miejscu swoją głowę. Jego włosy delikatnie łaskotały moją szyję. Uwielbiałam, gdy jego silne ramiona mnie oplatały. Czułam się bezpiecznie. Czułam się kochana. A to jest najpiękniejsze uczucie.
- Będziesz dziś wracał do siebie? – spytałam.
- A chcesz żebym to zrobił?
- Nie. – opowiedziałam natychmiast.
- To zostanę. – uśmiechnął się.
Takie proste. Poczułam jego usta na moich włosach.
- Kocham cię. – powiedział.
Uśmiechnęłam się. I nagle zdałam sobie sprawę, że rzadko mówiłam mu, że go kocham. Ile razy to ode mnie usłyszał? Trzy? I jeszcze nigdy mi tego nie wypomniał.
- Ja ciebie też. – szepnęłam i odwróciłam się przodem do niego. Wpatrywał się we mnie, jakby trawił to co powiedziałam. – Wiem, że rzadko to mówię. Ale tak jest, niezależnie czy to mówię czy nie.
Nadal się we mnie wpatrywał. Nie lubię, gdy ludzie to robią. Czuję się wtedy, jakby widzieli wszystkie moje niedoskonałości, wady. Czułam się niezręcznie.
- No nie patrz się tak na mnie. – jęknęłam.
-Dlaczego?
- Ile razy będę ci to mówić? Czuję się niezręcznie.
- I tego właśnie nie rozumiem. Dlaczego czujesz się niezręcznie?
- Nie możemy zostawić w końcu tego tematu?
- Nie. Chcę cię zrozumieć.
- Bo wtedy czuję, że widzisz wszystkie moje wady. Im dłużej patrzysz, tym bardziej są widoczne.
Chwilę się zastanowił.
- Ty chyba nie rozumiesz. – powiedział. – U mnie jest zupełnie na odwrót. Im dłużej patrzę, tym bardziej piękna i idealna jesteś.
Poczułam ciepło na policzkach.
-Przestań…
Uśmiechnął się w jego najlepszy sposób. Cieszył się idiota z tego, że mnie speszył. Pochylił się i mnie pocałował. Odchyliłam się do tyłu. Jego głowa podążyła za mną. Odchylałam się coraz bardziej, aż w końcu leżałam, a on wisiał nade mną. Jak zwykle objęłam go nogami, mimo tego, że bałam się, że to będzie go bolało. To było przyzwyczajenie. Zdałam sobie sprawę, że szykuje się coś więcej.
Położyłam rękę na jego klatce piersiowej. Delikatnie oczywiście.
- Nie jestem co do tego pewna… - powiedziałam.
- Dlaczego? Mówiłaś, że mnie kochasz.
- To nie ma za bardzo nic wspólnego z tym czy cię kocham czy nie.
- Wydaje mi się, że właśnie ma. Jeżeli mnie kochasz i ufasz, to się nie boisz.
- Tak? To kochałeś te wszystkie dziewczyny, które…
- Nie. – przerwał mi. – To nie ma nic wspólnego.
- Ma. To jest nadal ta sama rzecz.
- Nie chcesz tego?
- Nie o to chodzi.. Jasne, że chcę. Ale chcę to z jednym, jedynym. Dlatego obiecałam sobie, że poczekam, z seksem, aż będę miała narzeczonego.
- I co niby ci to da? Równie dobrze może zerwać zaręczyny.
- Może. Ale wtedy nie będę miała wyrzutów sumienia, że to moja wina. Zresztą, raczej nie oświadcza się byle komu. Oświadczasz się wtedy, gdy wiesz, że chcesz spędzić z tą osobą resztę życia.
- Czyli mam ci się teraz oświadczyć? – spytał.
- To nie jest temat do żartów. – powiedziałam.
- Nie żartuję. Chcę być z tobą do końca życia.
Serce stanęło mi w miejscu.
- Zawsze ma się takie wrażenie, jeśli jest się w związku. Trzeba zdecydowanie dłużej ze sobą wytrzymać, żeby być tego pewnym. – powiedziałam, próbując wytłumaczyć za niego, to co powiedział.
- Czyli nie chcesz?
- Nie teraz. Za wcześnie. – odpowiedziałam. – Teraz sobie pójdziesz lub zerwiesz ze mną?
- Masz mnie za takiego?
- Raczej nie.
- Bo jeśli chcesz, to zawsze mogę wyjść.
- Nie powiedziałam, że tego chcę. – warknęłam.
- Ale pomyślałaś.
- NIE! – krzyknęłam. – Nie pomyślałam, tylko się ciebie spytałam! Dużo chłopaków tak robi, w ten sposób udowadniają, że zależy im tylko na jednym. Upewniam się tylko, czy ty byłbyś zdolny do czegoś takiego.
- Nie, nie byłbym zdolny do czegoś takiego. Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć?
- Bo wcześniej byłeś…
- PRZESTAŃ WRACAĆ DO TEJ PIEPRZONEJ PRZESZŁOŚCI! Już tak NIE JEST! Zrozum to!
Byłam zaskoczona jego wybuchem.
- Jakbyś jeszcze nie wiedział, ludzie są zdolni do robienia tego co kiedyś. Mają nawet taki zwyczaj. Takie błędne koło. Zaczniesz raz, nie potrafisz się oprzeć.
- Zmieniłem się. Dla ciebie. Dlaczego nie umiesz tego docenić i dać sobie spokój z tym co było?!
- Nie wiem. Po prostu nie wiem. To wraca do mnie jak bumerang. Nie chce wylecieć mi z głowy.
- To bardziej się postaraj. – warknął.
Przypomniało mi się pytanie Emily.
- Masz jakieś dziecko?
Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Za kogo ty mnie masz? Oczywiście, że nie!
- A może po prostu o tym nie wiesz.
Zanim zdążyłam się zorientować co się dzieję poczułam jego rękę na moim policzku. Zaraz po tym ciepło, a później szczypanie. Uderzył mnie.

piątek, 14 czerwca 2013

XXX

- Niemożliwe. – jęknęłam.
- Możliwe, najwidoczniej. Nie wygląda to najlepiej. Jego koledzy też zachowywali się dziwnie. To mi wygląda..
- Na podrzucenie? – spytałam.
- Jak to? – spytał.
Czas zacząć grę.
- Kuba mi mówił, że czuł się jakoś inaczej. Czuli się jakoś inaczej. Wtedy nasunęła mi się myśl „ktoś musiał im wrzucić coś do drinka”. To była otwarta impreza, bez żadnej listy, każdy mógł to zrobić. A ostatnio głośno o takich sprawach. Przed tym wszystkim przyrzekał mi, że nigdy nie brał i nie będzie brał tego świństwa. Preferuje tylko alkohol. Jestem pewna, że świadomie nie zażył żadnych dopalaczy.
- Dlaczego nam pani nic nie powiedziała?
- Szok… To dobry facet, nie zrobiłby czegoś takiego.
- Chyba ma pani rację.. Uczeń UCL i narkotyki? To niemożliwe, jedna z najlepszych uczelni. Jeszcze jeśli pani mówi.. tak. Na pewno ktoś to dosypał.
Ogarnęła mnie ulga. Ktoś zapukał. Do środka weszła pielęgniarka.
- Panie doktorze.. musi pan to zobaczyć. To niemożliwe.. – powiedziała.
- Co się stało? – spytał zdziwiony.
- Jego stan… jest o niebo lepszy.. Jakby tylko go drasnęło. Ja nie wiem jak to jest możliwe..
- Widocznie ma bardzo wytrzymałe i odporne ciało. Za ile będzie mógł wyjść? – spytał spokojnie doktor.
- Chodzi o to, że będzie mógł wyjść już jutro.
- Słucham?! – krzyknął lekko doktor. – Niemożliwe…
- A jednak. – powiedziała. – Wszystko goi się w błyskawicznym tempie.. Nigdy czegoś takiego nie widziałam.
- Muszę to zobaczyć.. – doktor wstał.
Też to zrobiłam. Wyszliśmy z gabinetu. Już skręcałam do wyjścia, ale doktor się spytał:
- A pani nie idzie z nami?
- Nie. – odpowiedziałam. – Muszę iść do domu.
- Rozumiem. Dowidzenia. – powiedział.
- Dowidzenia. – odpowiedziałam i wyszłam.
Spojrzałam na telefon. Emily dzwoniła. Oddzwoniłam.
- Halo? – odebrała.
- No hej, co chciałaś? – spytałam.
- A jestem ciekawa, dlaczego cię nie było.
- Kuba miał mały wypadek.. i musiałam z nim trochę posiedzieć.
- Ohh.. nic mu nie jest, mam nadzieję?
- Raczej nie. Szybko się regeneruje. Aż się lekarze zdziwili, haha. – zaśmiałam się.
- To dobrze. Boże.. – jęknęła.
- Co jest?
- Samantha. Przechodzi się koło tej Sali już 10 raz. Rzygam jej widokiem.
- Powiedz jej, że mnie i Kuby nie ma, to przestanie tak łazić.
- Ej Samantha! – Emily odsunęła telefon dalej i krzyknęła.
- Co? – usłyszałam głos Sam.
- Nie ma ani Kuby ani Moniki nie znajdziesz ich.
Usłyszałam śmiech.
- Wreszcie poszła. – powiedziała już do mnie.
Zaśmiałam się.
- Widzisz. Może nie wróci?
- Mam nadzieję.
- Ale z niej idiotka.. Boże. –jęknęłam.
- Oj każdy wie to od zawsze. Co dzisiaj robisz?
- Wiesz, idę do pracy za godzinę, a później pomagam Bey w pracy nad albumem.
- To super! Wyszłybyśmy kiedyś na pizzę czy coś. Tak dawno nie byłyśmy.
- Jasne. Ale to lepiej jutro. A ty co dziś robisz?
- Peter. – zaśmiała się.
- Mogłam się domyślić.- zawtórowałam.
- Mogłaś.
- Dobra, ja już kończę. – powiedziałam otwierając drzwi do domu.
- Okok, paa. – powiedziała.
- Pa. – odpowiedziałam i otworzyłam drzwi.
Odłożyłam to co miałam na fotel i poszłam od razu na górę. Przebrałam się po szybkim prysznicu. Czarne rurki, jeansowa koszula z kołnierzykiem, czarna marynarka, złoty naszyjnik, falowane włosy, czerwona szminka i eyeliner. Jest dobrze. Bardzo dobrze. Odkąd z nim jestem coraz bardziej się sobie podobam. Patrzę w lustro.. i wydaje mi się, że jestem ładna. To jest całkiem fajne uczucie. Wzięłam torebkę, założyłam buty i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i po 30 minutach byłam pod studiem. Wchodząc pokazałam przepustkę i poszłam do pokoju dla dziennikarzy. Akurat Nick był w środku.
- O hej Niks, świetnie wyglądasz. – powiedział i cmoknął mnie w policzek.
- Dziękuję, Ty też. Mam coś konkretnego do roboty? – powiedziałam odkładając torebkę.
- Styles dzisiaj dzwoni do radia. Chcesz z nim przeprowadzić wywiad? – spytał.
- Nie wiem, wiesz… ty od tego jesteś. Mogę go przeprowadzić razem z tobą.
- Ok. To za godzinę bądź już w nagraniowej.
- Chcesz kawy? – spytałam. – Bo idę zrobić.
- Jasne, latte poproszę.
- Już się robi. – uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni.

***

- Dobry wieczór. – powiedziałam do Beyonce.
- Chyba nie jestem aż tak stara. Możesz mówić do mnie normalnie :cześć. – zaśmiała się.  Super, że już jesteś. Mamy trochę pracy. Ale mam wenę, więc jeśli też ją masz, zrobimy wszystko szybko. –
- Wiesz co.. mam wenę.
- Super. Mam już trochę tekstów, ale czuję, że czegoś tu brakuje. Usiądź. – powiedziała wskazując miejsce obok siebie, gdy usiadłam podała mi kartkę. – Patrz. Wydaje mi się, że tu czegoś brakuje.
- Hmm.. – popatrzyłam na tekst. – Jest świetny. Coś konkretnie ci się w nim nie podoba, czy po prostu czujesz, że mogłaby być lepsza?
- Właśnie ogólnie. Nie wiem co jest źle, ale coś jest.
- Ok. – przeanalizowałam piosenkę jeszcze raz. – A gdyby to przenieść tu, a tu powtórzyć jeszcze raz? I tu zmienić szyk zdania, a to zaśpiewać szybciej?
Zaczęła patrzyć na kartkę i przetwarzać wszystko co powiedziałam.
- To jest dobre. Wypróbujmy to i najwyżej w trakcie śpiewania pozmieniamy.
-Dobry pomysł.
Usiadła przy mikrofonie, założyła słuchawki i zaczęłyśmy zmieniać piosenkę.


***


Wzięłam laptopa i położyłam sobie na kolana. Stwierdziłam, że pogadam sobie z ludźmi, dawno tego nie robiłam. Rozmawiałam z Wiktorią przez skype, gdy ktoś zapukał i bez pytania wszedł.
- Kuba? – spytała Wiki.

- Niemożliwe, jest w szpitalu. – odpowiedziałam zdziwiona. – Zobaczę kto to. Trzymaj telefon w pogotowiu. – zaśmiałam się.

środa, 12 czerwca 2013

XXIX

- To jest jakiś żart? – spytałam.
- Niestety, nie. Nie mamy czasu chodzić i robić żartów. Niech się pani ubierze, zabierzemy panią do szpitala, gdzie obecnie przebywa pan Koron.
Szybko pobiegłam na górę, ubrałam się w byle co, byle jak związałam włosy i zbiegłam na dół.
- Szybko. – powiedziałam.
Wszystko działo się tak szybko. Tak jak chciałam. Wsiedliśmy do auta, ruszyliśmy, dojechaliśmy pod szpital. Szybko wyszliśmy, zaprowadzili mnie pod salę. Na krzesełkach siedzieli już chłopcy. Wszyscy byli poobijani. Stanęłam jak wryta. Zakryłam ręką usta i łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Chłopcy patrzeli się na mnie ze smutkiem. Podeszłam do nich.
- Macie mi powiedzieć co się stało. – zażądałam.
Odpowiedziała mi cisza.
- JUŻ! – warknęłam.
- My.. my po prostu się najebaliśmy. Zobaczyliśmy taki zajebisty motor…- zaczął Bartek. – Chcieliśmy się na nim przejechać… Ale Kuba zaprotestował.
- Chciałem mu pokazać… że nic się nie stanie.. – powiedział Kamil. – Wsiadłem na to cudo i zacząłem jechać w jego stronę… miałem zamiar wyhamować. Wydawało mi się, że to zrobię… ale... ale… ale światło błysnęło mi przed oczami. Przez to docisnąłem gazu zamiast zwolnić.. on nie zdążył odskoczyć. No i stało się… - Kamilowi załamał się głos.
- Ale dlaczego wy jesteście poobijani?
- Ja spadłem. – powiedział Kamil.- Oni dostali wpierdol za rozwalenie motoru… on nie był nasz przecież.
Próbowałam się opanować. Nie wybuchnąć. Ale.. nie mogłam.
- CZY WY JESTEŚCIE POWAŻNI?! I NA CO WY LICZYCIE?! JEŻELI COŚ MU SIĘ STANIE.. JEŚLI ON.. UGH! – krzyknęłam i uderzyłam pięścią w ścianę.
 Zaczęłam bić ścianę z wściekłości. Bartek podszedł do mnie i złapał za ręce. Krzyknęłam jeszcze raz, po czym oparłam się o jego tors i zaczęłam płakać. Przytulił mnie, a łzy nie chciały przestać lecieć.
- Co z nim teraz? – wydusiłam.
- Operują go. To bydle sporo ważyło, ale i tak nie jest najgorzej.

Jęknęłam. Boże, oszczędź go dla mnie. W tym momencie wyszedł lekarz. Od razu spojrzał na mnie. To ten, który się zajmował moją głową.
- Pani Moniko, nie jest źle, ale mogło by być lepiej. Alkohol w tym nie pomógł. Stracił trochę krwi, ale jak mówiłem, nie jest najgorzej. Trochę tu poleży. Obudzi się może za godzinę, może za dwie. To znaczy, może być tak, że wcale się nie obudzi… ale to tylko w najgorszym przypadku. Radzę pani iść się wyspać i wrócić tu rano.
- Nie. Zostanę tu. Chcę, żeby ktoś przy nim był, gdy się obudzi. Mogę tam wejść?
- Oczywiście. Proszę. – powiedział.
Weszłam. Kuba tak spokojnie leżał. Wyglądał okropnie. Cały posiniaczony. Łzy znowu zaczęły spływać po moich policzkach. Wzięłam krzesło i podsunęłam zaraz pod jego łóżko.
- Dlaczego tam stanąłeś, idioto? Dlaczego ja z wami nie poszłam? Może to moja wina… Powiedziałam, że możesz robić to co chcesz.. że nie pójdę. A gdybym poszła.. To wszystko byłoby dobrze. A teraz co? Leżysz nieprzytomny.. Tyle dobrego, że nie czujesz bólu. To jest ważne. Powiem ci, że dzisiejszy dzień byłby super, gdyby nie to. Przeprowadziłam wywiad z You Me At Six, napisałam sporo fajnych piosenek. Jutro spotykam się z Beyonce. Chyba, że się nie obudzisz. Wtedy nie pójdę… ale powinieneś się obudzić za jakąś godzinę. Na pewno tak będzie. Może ci pośpiewam? Młodsza siostra zawsze lubiła, gdy jej śpiewałam.
Zaczęłam cicho nucić jakieś smuty. W końcu przypomniała mi się idealna piosenka.
-„i’m a puzzle, yes indeed, ever complex in every way.. and all the pieces ain’t even In the box.. and yet, you see the picture clear as day, i don’t know why you love me and that’s why i love you,  catch me when i fall, set me flaws and all.. and that’s why i love you..” – śpiewałam przez łzy.- „ but In your eyes i’m a queen..” – łzy płynęły coraz szybciej. – „i don’t know why you love me… and that’s why i love you.” Chcę żeby wiedział jak się czuję. Jeśli się nie obudzi.. a teraz mnie słyszy?
Łza kapnęła na jego policzek. Obudź się, błagam. W pewnym momencie delikatnie uchylił powieki.
- Faktycznie ładnie śpiewasz, nie dziwię się, że lubiła, gdy to robiłaś. To daje takie pocieszenie.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, a łzy nie chciały przestać płynąć.
- Nie płacz… no nie płacz. – te słowa sprawiały, że płakałam jeszcze bardziej.
- Jak można być takim idiotą? – syknęłam. – Stanąć tak, żeby motor jechał prosto na ciebie..
- Nie bądź zła. Nie wiedziałem, że się nie zatrzyma. Robił tak już nie raz.
- Pod wpływem alkoholu?
- No nie.
- Kurwa, Kuba, leżysz w szpitalu!
Rozejrzał się.
- Tak mi się wydaje.
- Ty idioto. Wiesz jak się martwiłam? To nie jest dobry znak, gdy policja przychodzi do ciebie w środku nocy. Tym bardziej, gdy słyszysz, że twój chłopak jest najbardziej poszkodowany. PRZEZ TAKĄ GŁUPOTĘ! Nawet mój młodszy brat wie, że takich rzeczy się nie robi!
- Zrozum, że nie byłem trzeźwy. Nie myślałem trzeźwo. Nie sądziłem, że tak się to skończy. Nawet nie przemknęło mi to przez myśl. Co za idiota, ja go zabiję.
Oho, wraca Kuba.
- No bo kurwa, mówiłem mu, żeby odstawił ten jebany motor. Nie, po co? Lepiej wjechać nim prosto na mnie. Co za idiota, no ja pierdolę. Jeszcze się śmiał, że się boję. Kuźwa, ciekawe kto się teraz boi. No przecież ja mu coś zrobię jak wyjdę.
- Nie zrobisz, bo nie wyjdziesz, przynajmniej na razie.
- CO?!
- Ty jesteś świadomy co ci się stało, czy jeszcze do ciebie nie dotarło?
- Tak nie za bardzo. Nic nie czuję.
Pewnie znieczulenie nadal działało. Położyłam mu rękę na brzuchu, na co skrzywił się z bólu.
- Cholera. – powiedział.
- Super. Po prostu świetnie! – zdenerwowałam się. – Ciekawe co powiem mamie… „Wiesz, nie przyjedziemy, bo Kuba tak się zabawił, że wylądował w szpitalu.”
- Kuźwa, zapomniałem.
- Tak? Nie wpadłam jeszcze na to.
- Zagoi się. Spokojnie, będziemy na tym weselu.
- Ja już to widzę. Moimi oczyma wyobraźni. Przecież dziewczyny mnie zabiją.
- Spokojnie, obiecuję, że pójdziemy.
- Pójdziemy. Ja cię Kuźwa tak przypilnuję, że za dwa dni będziesz już tańczył i skakał.
- Powątpie..
- Nie, nie powątpiewasz. Tak będzie. Wpakowałeś się kochanie, ufałam ci, a teraz czuję się jak twoja matka. Nie chcę ciągle cię pilnować, bo jeszcze sobie coś zrobisz. – przerwałam mu.
- Wiesz, że to pierwsza taka sytuacja?
- Mam przynajmniej taką nadzieję.
- I raczej ostatnia.
- To na pewno. – syknęłam.
- Jesteś na mnie zła?
- Nie, jestem z ciebie dumna. –odpowiedziałam z sarkazmem.
- Przecież to on na mnie wjechał!
- Wiesz, że wystarczyło się odsunąć, gdy tylko wsiadł na ten złom?
- Wiem, ale zrozum, że nie pomyślałem o tym. Ty byś pomyślała?
- Podejrzewam, że tak.
- Chcesz się teraz kłócić? O to ci chodzi?
- Ugh, nie.- jęknęłam. – Ale postaw się na moim miejscu. Byłbyś o wiele bardziej zdenerwowany.
- Pewnie tak. – odpowiedział po chwili namysłu.
- No właśnie.
Spróbował się podnieść i o dziwo mu się to udało. Teraz siedział.
- Co ty robisz? – spytałam zdziwiona.
Pochylił się i mnie pocałował. Potem objął i w miarę możliwości przytulił. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie jaka jestem śpiąca. Ziewnęłam.
- Co? Spać się chce? – spytał.
- Nie, skąd. – uśmiechnęłam się.
- To idź do domu.
- Nie chcę cię zostawiać. – powiedziałam.
Zrobiło mi się głupio, że byłam na niego wściekła.  W końcu to nie była jego wina.
- Nie musisz. Ja i tak pewnie pójdę spać.
- Ty byś pewnie przy mnie siedział. Zostanę tu.
- To bez sensu, idź do siebie, wyśpisz się i tu wrócisz. Nie jestem małym dzie..
- Chcę tu zostać, więc zostanę. – przerwałam mu. – Koniec, kropka. To takie proste. Nie muszę spać. Spanie jest dla słabych. - uśmiechnęłam się.
- Ugh, jesteś niemożliwa. – jęknął.
- Aww, też cię kocham. Doceniam to, że jesteś wdzięczny, za to, że zostaję.
- Przepraszam. Jestem bardzo wdzięczny za to, że zostajesz.
- No i teraz jest lepiej. – uśmiechnęłam się.
- Opowiedz o tym co dzisiaj robiłaś.
Zdziwiłam się. Nigdy nie pytał się mnie o takie rzeczy. Nie sądziłam, że go to interesuje.
- No więc, w pracy Nick kazał mi przeprowadzić wywiad z YMAS. Byłam strasznie zdenerwowana, wiesz, uwielbiam ich. Chciałam  dobrze wypaść. Oni są świetni. Tacy zabawni, mają do siebie dystans. Wywiad chyba się udał, ciągle się śmialiśmy. Nawet zaczęli mnie obserwować na twisterze. Tego się nie spodziewałam. Trochę ze sobą pisaliśmy. Później pracowałam z Labrinthem. Jest naprawdę dobry w tym co robi. Szczery, prawdziwy. Mało jest takich artystów teraz. Napisaliśmy z 6 piosenek, ułożyliśmy do nich melodie. Wstawił ze mną zdjęcie idiota. Oczywiście musiałam się zmierzyć z telefonami od znajomych, dlaczego nic nie mówiłam, itp. Dzień był inny niż zawsze. Jutro.. to znaczy dzisiaj muszę się spotkać z Bey i napiszemy też pewnie sporo. Ona jest w tym świetna, więc pewnie zrobimy to całkiem szybko. Nie mam pojęcia kiedy wyjdziesz. Mam nadzieję, że szybko.
- Też mam taką nadzieję. – odpowiedział. – Całkiem ciekawy dzień. Szkoda, że go zepsuliśmy.
- Nie jest tak źle, odrobina adrenaliny nigdy nie zaszkodzi.
- Przestań. – jęknął. – Mogliśmy pomyśleć. A teraz co? Musisz tu siedzieć.
- Nic mi nie będzie. Posiedzimy sobie. Tak o. Jakbyśmy byli w domu.
- Dobra. A w ogóle, gdzie chłopaki? Nic im nie jest?
- Hmm.. Kamil jest poobijany, bo spadł z motoru, reszcie nic wielkiego się nie stało. Pewnie poszli do ciebie. Tylko mi pozwolili tu wejść.
- Czyli tu byli? – spytał.
- No to raczej oczywiste jest.
- Niby tak.
Znowu ziewnęłam. Cholera, jestem śpiąca.
- Może jednak idź spać? – spytał.
- Tak zrobię. – powiedziałam i położyłam głowę na łóżku. – Normalnie jak w szkole.
- Co ty robisz? – spytał zaskoczony.
- Zasypiam?
- Pojebało cię do końca? Nie będziesz tak spać!
- Dlaczego nie?
- Bo to jest niewygodne! Chodź, możesz się położyć obok mnie.
- Kuba, to szpital, tu nie można…
- Nie bądź sztywna. – powiedział i zrobił mi miejsce.
- Ale to dla twojego bezpieczeństwa..
- Lepiej mi, gdy śpię z tobą. Więc chrzanić zasady, nie wiedzą co dla mnie dobre.
- Ale..
- Kładź się. – przerwał mi.
- Ku..
- JUŻ. – znowu mi przerwał.
- No dobra.. – westchnęłam i położyłam się naprzeciwko niego.
- Widzisz? Zmieściłaś się i nic mi nie jest.
Odepchnęłam kołdrę i podniosłam mu koszulkę. Zaśmiał się. Chciałam sprawdzić jakie ma obrażenia. Całkiem spore. Cały brzuch siny, nogi też. Ręce już mniej. Najwięcej obrażeń jest wewnętrznych. Jezu, motor waży tak dużo.. Ogromnie dużo. To musiało okropnie boleć. Dotknęłam jego brzucha. Delikatnie się skrzywił, ale nic nie powiedział. Przejechałam palcem na nogę. Wstrzymał oddech. Musiało go boleć. Bolało mnie to. Bo dlaczego jemu musiało się to przydarzyć? Położyłam rękę na jego twarzy. Uśmiechnął się.
- Nienawidzę cię, idioto. – powiedziałam.
Roześmiał się.
- Ja ciebie też. – przytulił mnie.
Poczułam, że się delikatnie spina. To go boli, a on mnie przytula, idiota.
- Kuba.. – chciałam go delikatnie odepchnąć, ale nie mogłam, bo wszystko było posiniaczone.
- Nie.
- Ale to ciebie boli.
- Co z tego? Bardziej mnie boli gdy cię nie przytulam.
Nie jestem przyzwyczajona do słyszenia takich rzeczy. Nigdy nie byłam. Przytuliłam go mocniej. Kocham go. Bardzo go kocham. Zamknęłam oczy, wtulona w jego tors. To jest moje najulubieńsze miejsce do zasypiania. Pewnie dlatego, po sekundzie odpłynęłam.


***

- Śniadanie.. – obudził mnie głos pielęgniarki. – A co tu pani robi?
- Niech pani odpuści. – usłyszałam Kubę.
- Ale.. – chciała zaprotestować.
- Proszę. – jęknął Kuba.
- Ugh.. nie było mnie tu i nic nie widziałam. – powiedziała finalnie.
Usłyszałam odgłos zamykanych drzwi. Kuba się nie ruszał. Cały czas miałam zamknięte oczy, nie powinien wiedzieć, że się obudziłam. Czułam na sobie jego oddech. Czyli albo spał albo mi się przyglądał. Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi.
- Dobra stary, tu mam szczoteczkę, szampon i żel, ręcznik, jakieś ciuchy.. – usłyszałam Kamila. – A co ona tu robi? -  spytał zaskoczony.
- Śpi. – odpowiedział Kuba. – Nie widać?
- Jezu, myśleliśmy, że pojechała do domu…
- Nie chciała jechać do domu.
- Słuchaj, nawet nie wiesz, jak mi głupio…
- Nie zaczynaj. Jestem strasznie wkurwiony. W dodatku, że nie wiem czy pojadę z nią do rodziców. Obiecałem jej to, a przez twoją głupotę, pewnie złamię obietnicę. Wkurwiłeś mnie.. „Co? Kubuś się boi? Dziewczyna aż tak cię zmieniła? Mówi co możesz a co nie?” No kurwa. Co to miało być w ogóle, czy my mamy po 10 lat?
- Nie.. dobrze wiesz jak to jest, gdy wypiję za dużo.
- Idioto, zacząłeś na mnie jechać gdy stałem do ciebie tyłem. Co ty mi chciałeś zrobić? Ledwo co zdążyłem się odwrócić.
CO?! Przecież nie tak mi mówili…
- Sam nie wiem. Nie pamiętam… - powiedział Kamil.
- Bo kto normalny wjeżdża w osobę, która pomaga drugiej? Przez to twoje cudowne palenie Bartek ciągle rzygał.
- Było dobre! Za dużo się tego zjarał!
- Nie wymiotuje się po normalnym zielsku. Co ty tam dorzuciłeś?
- Nic…
- Dobrze wiesz, że mnie nie oszukasz, więc nie baw się i po prostu mi powiedz.
- Czytałem, że jak zmiesza trzy rodzaje to…
- TRZY RODZAJE?! – syknął Kuba. – CZY CIEBIE DO KOŃCA POJEBAŁO?
CO TO MA BYĆ DO CHOLERY? Okłamali mnie. W takiej sprawie. Stwierdziłam, że za dużo usłyszałam. Zaczęłam się delikatnie wiercić.
- Jeśli coś usłyszała… - syknął Kamil.
- Sam się w to wpakowałeś. Mogłeś jej powiedzieć prawdę, taki „odważny” jesteś.
- Kuźwa, stary ona jest zajebista. Nie chcę żeby wiedziała.. Jeszcze powie Patrycji, a Bartek z nią kręci.
- A co ci do tego, że jest „zajebista”? – zacytował Kuba.
- Wiesz… Głupio by było, gdyby dowiedziała się jakie rzeczy robimy. Bo chyba nie chcesz jej stracić.
- Ja tego nie robię od dawna, ok? A to, że ty nie chcesz zrezygnować, to twoja sprawa. – warknął Kuba.
- Dobrze wiesz, że jak on będzie chciał, to cię znajdzie i wciągnie w to z powrotem.
- Nie zrobi tego. Mamy umowę.
Co to kurwa jest? Mafia?
Stwierdziłam, że mam dosyć. „Budzę się”. Delikatnie otworzyłam oczy i uniosłam się na łokciach.
- Co on tu robi? – spytałam „zdziwiona”.
- Przyszedłem z potrzebnymi rzeczami. – uśmiechnął się.
Uśmiechnęłam się.
- To dobrze. – powiedziałam.
- Zaraz wrócę, pójdę po herbatę czy coś. – powiedział Kamil i wyszedł.
Od razu wstałam.
- Od kiedy nie śpisz? – spytał Kuba.
- Odkąd weszła pielęgniarka.
- Kurwa.
- Nie chcę wiedzieć. Ja stąd po prostu idę. Muszę wziąć prysznic i te sprawy. – powiedziałam.
- To nie jest tak jak myślisz..
- Jestem w telenoweli? – spytałam rozdrażniona.
- Nie. Po prostu nie denerwuj się zanim poznasz prawdę.
- Tak się składa, że powinnam ją znać już dawno.
- To przeszłość, nie chodzę i nie opowiadam o mojej przeszłości.
- Jednak to, że handlowałeś dragami mogłeś powiedzieć.
- Od razu dragami…
- Tylko miękką? – spytałam.
- Nie.
- Czyli dragami. Brałeś je?
- Tak.
- Nadal bierzesz?
- Nie. Już nie. Obiecałem ci.
- Czyli brałeś, gdy byłeś ze mną? Zanim obiecałeś?
- Tak.
Odwróciłam się i wyszłam. Minęłam Kamila, ale miałam go w dupie. Gdyby nie on… To nie poznałabym prawdy. Więc może powinnam być mu wdzięczna. Muszę wziąć prysznic. Ogarnąć się. Minęłam też lekarza.
- Proszę pani! – usłyszałam za sobą.
- Tak? – odwróciłam się.
- Pielęgniarki właśnie poszły badać pani bliskiego. Zaraz się dowiemy za ile wyjdzie. Niech pani do mnie przyjdzie, musimy porozmawiać.
- Dobrze. – powiedziałam i poszłam za nim do gabinetu.
- Nie będę owijał w bawełnę. – powiedział zamykając drzwi. – Proszę usiąść.
Spełniłam polecenie.
- Wykryliśmy w krwi pana Jakuba coś więcej niż sam alkohol.

Kurwa. Kurwa. Kurwa.