środa, 15 maja 2013

XIX

- Co ty tu robisz? - spytałam zaskoczona.
Kuba stał i wpatrywał się we mnie.
- Woww... dobrze wyglądasz. - powiedział lustrując mnie.
Spojrzałam na niego. Miał rozczochrane włosy i pomiętą koszulkę, ale nadal wyglądał seksownie. Jak on to robi?
- Ty też. - odpowiedziałam.
Roześmiał się.
- Serio? Dopiero wstałem z łóżka.
Spał?
- I przyszedłeś do mnie?
- Tak.. widzisz.. nie wszystko jest dla mnie jasne...
- Możemy porozmawiać o tym kiedy indziej? - przerwałam mu.
Spojrzałam na zegarek. Tim zaraz po mnie przyjedzie.
- Aaaa... jesteś umówiona. Całkiem szybko.
- Słucham?
- No cóż, wyjdziemy jutro na kawę, wpadnę po ciebie o 17. Pogadamy o tym i tamtym.
- Jest tylko mały problem, bo nie pijam kawy.
- To na herbatę. - warknął. - Pa.
Wyszedł. Co to było? Wszedł kazał mi iść z nim na kawę ( lub herbatę ) i wyszedł. To nawet nie wyglądało jak dialog. To było dziwne. Ktoś zadzwonił  do drzwi. Nie chcę myśleć o Kubie. Chcę zapomnieć, że mi na nim zależy. Znowu nabrać dystansu. Poszłam otworzyć drzwi. 
- Hej. - powiedział Tim.
- Cześć. - odpowiedziałam.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się. - Powiesz mi gdzie jedziemy?
- Hmm.. nie. - powiedział uśmiechając się.
- No ok.. a jeśli bym zrezygnowała? - spytałam.
- To byś żałowała.
- Tak mówisz?
- Mhmm..
- No dobra.
Wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy bez słowa. Co on planował? Nie mam pojęcia. Nic nie wpadło mi do głowy. 
- Powiedz, jakiej muzyki słuchasz? - wyrwał mnie z rozmyślań.
- Hmm.. mój gust muzyczny jest tak bardzo zróżnicowany... Zaczynając od Beyonce, przez One Direction do Rolling Stones'ów. A co?
- Rapu słuchasz?
- Oczywiście. Z Brytyjskich raperów przodujecie ty i Tinie Tempah. 
- Miło mi to słyszeć. 
- Nie powiesz gdzie jedziemy?
- Nie.
- Ughhhh....
Uśmiechnął się. Ja wyjrzałam przez okno. Wjeżdżaliśmy do centrum miasta. Gdzie on mnie zabieraa? Jestem jak małe dziecko. 
- Już. Wysiadamy.
Rozejrzałam się. Jakaś duża hala przed nami. Weszliśmy do środka. Korytarz. Długi korytarz.  Przeszliśmy cały i weszliśmy w drzwi po prawej stronie. Zobaczyłam ogromną salę. W oczy rzuciła mi się scena. A na niej Tinie Tempah. 
- Trzeba to powtórzyć. - powiedział do kogoś.
- O.MÓJ.BOŻE. - tyle udało mi się wydusić.
Lab się uśmiechnął.
- Ooo wreszcie jesteś! - krzyknął Tinie. - Musimy ćwiczyć na ten festiwal. A co to za młoda dama?
Roześmiałam się.
- Bez przesady, taka młoda to ja nie jestem. Monika, miło mi.
- Tinie..
- Wieeem! Uwielbiam cię! - przerwałam mu. - Przepraszam.. - zrobiło mi się głupio.
- Spoko, przywykłem. - uśmiechnął się.
- Gdzie reszta ludzi? - spytał Tim.
- Backstage. Rozgrzewają się. - odpowiedział Tim.
- Little Mix dopiero za pół godziny przyjedzie.
Little Mix? Perrie? I Jade? I Leigh Anne? I Jess? Super. 
- Ale one są przed nami.. ktoś musi zaśpiewać ich piosenkę.
- Ja mogę. - powiedziałam zanim zdążyłam pomyśleć. - To znaczy... znam ich wszystkie piosenki.
- Wystarczą tylko 3. DNA, Wings, How Ya Doin'? bo tylko te mają zaśpiewać. To będzie festiwal. Byłoby super jakbyś zaśpiewała. Musimy robić wszystko zgodnie z grafikiem. 
- Tylko, żeby nie było, nie jestem zawodową piosenkarką.
- Spokojnie, to tylko zabawa. - powiedział.
- No okok... - odpowiedziałam.
- Zaczniemy DNA, później Wings, a potem How Ya Doin'?
- Ok.
Wgramoliłam się na scenę, wzięłam mikrofon i usłyszałam pierwsze dźwięki DNA. W co ja się wpakowałam? No dobrze, zabawmy się. Zaczęłam śpiewać, wczułam się jak nigdy. Gdy piosenka się skończyła, otworzyłam oczy i usłyszałam ogromne brawa. Nawet nie wiedziałam, że są zamknięte. Zobaczyłam Beyonce, Jaya- Z, Ritę, Cher Lloyd, Example, Eda Sheerana, One Direction, B.o.B., Kaynego Westa i Little Mix.
- Bo nam jeszcze zgarniesz fuchę! - krzyknęła Perrie.
- No bez przesady... - powiedziałam. Myślałam, że jest tu tylko Lab i Tinie. - Już możecie śpiewać.
- Tak, laski idziemy. - powiedziała Jade.
Wszystkie weszły na scenę i zaczęły występ. Ja pogadałam sobie troszkę z chłopakami, poznałam Cher ( ona jest strasznie kochana ), porozmawiałam z Beyonce i Jayem, później z Kaynem i Ritą. Ogólnie ze wszystkimi. Wreszcie pogadałam z Labem po jego próbie.
- Nie wiedziałem, że ich wszystkich znasz. - powiedział.
- Aa... była kiedyś taka jedna domówka.. no i tak jakoś oni znali kogoś i ja też go znałam i tak wyszło.
- Jak ci się podoba? - spytał.
- Jest super, dziękuję. Nigdy bym się nie spodziewała, że zabierzesz mnie tutaj. Uwielbiam ich wszystkich. Uwielbiam muzykę.
 - A kto nie uwielbia?
- Nie wiem. Są tacy ludzie.
- CZAS NA BEYONCE! - krzyknął ktoś.
-Obejrzymy? - spytałam. - Uwielbiam ją.
- Jasne, też ją kocham.
Zaczęła Grown Woman, później Single Ladies, potem Diva... No właśnie... tak to wyglądało: https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=zCJRp5S25eQ każdy śmiał się tak głośno, a ona dalej kontynuowała. Podziwiam tą kobietę, ja bym stała i się śmiała sama z siebie. A ona dalej tańczyła, dokończyła piosenkę, zaśpiewała Halo i zeszła ze sceny. Kocham ją.
- Co to miało być? To był kompletny brak profesjonalizmu! - krzyknęła.
- Przepraszamy, ale człowiek od świateł źle się poczuł.  - ktoś do niej podszedł.
- Mam nadzieję, że nic mu nie jest. - powiedziała zmartwiona.
- Nie, już wszystko w porządku. 
- Świetnie.  - odpowiedziała.
- CZAS NA RITĘ! - znowu rozległ się głos mężczyzny.
Zrobiła świetny show. 
- Nie jesteś głodna? - spytał Lab po 30 minutach.
- Nie.. chociaż.. są tu może sałatki? - spytałam.
- Może być z kurczakiem? - spytał.
- No ba.
Poszliśmy do barku, dał mi sałatkę. Była pyszna. Wróciliśmy i obejrzeliśmy do końca.  Wyszliśmy ok. 22.
- Jak ci się podobało? - spytał, gdy wsiedliśmy do samochodu.
- Już mówiłam, że było świetnie. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję ci bardzo, nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. 
- To się cieszę. Tak wygląda większość mojego życia. - powiedział z uśmiechem.
- Zazdroszczę. - powiedziałam. - Chociaż nie mogę narzekać na moje życie. 
- No więc nie masz czego zazdrościć. Każde życie jest inne. - powiedział.
- Wiem i cieszę się z tego. Nie wytrzymałabym gdyby wszystko było takie same.
Dojechaliśmy pod mój dom w 15 minut, ciągle rozmawiając. Mogłabym się z nim przyjaźnić, jest przesłodki.
- Jesteśmy. Odprowadzić cię? - spytał.
- Nie trzeba, to tylko przejście przez ulicę.
- Ok.
- Dziękuję za wszystko. Świetnie się bawiłam i zapomniałam o wszystkim. - powiedziałam, przytuliłam go i wyszłam z samochodu. Weszłam do domu i zauważyłam telefon na stole. Jejku, nawet go nie wzięłam. Wzięłam go do ręki i odblokowałam. Dwa nieodebrane połączenia i sms. Od Kuby.
- Przyjdź do mnie, to nie może czekać do jutra.
Spojrzałam na zegarek. 23. Nie tak późno. Wyszłam z powrotem. Już byłam pod jego domem, gdy zauważyłam go. Nie był sam. Zmrużyłam oczy. Był z jakąś dziewczyną. Złapał ją za tyłek, a ona wybuchła śmiechem. CO TO KURWA MA BYĆ?! Zanim zdążyłam pomyśleć, podeszłam do niego i krzyknęłam:
- I TO NIBY JA JESTEM SZYBKA?
- O cześć Moniu. - powiedział. 
On jest wstawiony. Spojrzałam na tą głupią laskę. Ona tak samo.
- Lepiej idź do siebie, idiotko. - powiedziałam stanowczo.
- Ja nigdzie..
- JUŻ! - przerwałam jej.
 - Ok, nie drzyj się.. Co za baba... - powiedziała i odeszła.
- Co ty kurwa zrobiłaś? - warknął Kuba.
- Pytanie co ty chciałeś zrobić?!
- Poczytać książkę, a jak myślałaś. - roześmiał się.
- Ty dupku... i co chciałeś ze mną omówić? " To nie może czekać do jutra " - roześmiałam się. - Jak dobrze, że cię zostawiłam. Nie jesteś niczego wart.
Złapał mnie mocno za rękę. Cholera. 
- Co powiedziałaś? - warknął.
- Nie. Jesteś. Niczego. Wart. - podkreśliłam każde słowo.
Mocniej ścisnął uścisk. Podniósł rękę. Kurwa, on mnie uderzy.

sobota, 11 maja 2013

XVIII

Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Znowu w białej czystej sali. Znowu urządzenia popikywały, denerwując mnie. Nagle do pomieszczenia wparował Kuba.
- Mówiłem żebyś się schyliła... - powiedział starając się opanować.
- Dlaczego jesteś na mnie wściekły? - warknęłam. - Byłam tyłem do boiska nic nie widziałam.
- Jestem wściekły na siebie, nie ciebie.
- No to na mnie nie warcz. W ogóle dlaczego ja gdziekolwiek z tobą wyszłam?
- Bo chciałaś wyjść na spacer?
Jestem zdezorientowana. Miałam to wszystko zakończyć, a wyszłam z nim na spacer?
- Nie mów, że znowu straciłaś pamięć.
- Nie... Po prostu nie rozumiem dlaczego z otbą wyszłam.. po twojej furii.. rzucaniem wszystkim..
Kuba otworzył szerzej oczy.
- Co? - spytałam.
Nagle wszystkie wspomnienia przeleciały mi przed oczami. Wszystkie.
- JAK MOGŁEŚ?! - krzyknęłam. - Powiedziałeś, że spadłam ze schodów?! Do końca cię pojebało?!
- Nie zaczynaj tutaj.
- A gdzie?! Jak mogłeś...
- Posłuchaj.. Okłamałem cię.. bo nie chciałem żebyś odeszła. Zrozum.
- KURWA MAĆ DOSTAŁAM OD CIEBIE DONICZKĄ W GŁOWĘ!
- To przecież nie było zamierzone...
- No to co? Zrobiłeś mi krzywdę. Myślisz, że mogłabym być z kimś, kto może zrobić mi krzywdę? Nie obchodzi mnie, czy specjalnie, czy nie.
- Ale to tylko krzywda fizyczna... Pomyśl o tej psychicznej.... gdy odejdziesz.
- Potrwa tylko chwilę. Umiem się szybko pozbierać. A co gdybyś mnie wtedy zabił? Co z tego, że to nie specjalnie? Tylko "ból fizyczny". Jesteś niepoważny.
- Wiem... ale ja po prostu nie chcę...
- Wiesz, żeby coś wyszło, to raczej oboje byśmy musieli chcieć. - przerwałam mu. - Ja tak nie za bardzo mam ochotę wiesz? Pokazałeś mi już co potrafisz.. i szczerze, tak jakoś mi to wszystko obrzydziło.
- Wiem, że tego nie chcesz.
- Czyżby?
- Chcesz mnie ochronić od cierpienia. Od wspomnień mnie już nie ochronisz, ale odejściem zranisz mnie jeszcze bardziej.
Skąd on to wie? Musiałam gadać przez sen.
- Nie szantażuj mnie. Mam w sobie coś takiego, że chcę ochronić każdego... więc ten argument mnie nie przekonuje. Chciałabym ci ufać. Tylko tego tak naprawdę bym chciała... ale ty w każdej chwili możesz dostać furii i mi coś zrobić.. obiecałam, że spróbuję. Spróbowałam i nie wyszło, przykro mi, uwierz mi, bo mi też zależało... ale to widocznie nie jest nam dane. Znajdziesz sobie jeszcze kogoś. - na tą myśl zrobiło mi się smutno.
Cóż, takie życie.
- Nie rozumiesz, że ja nie chcę kogoś innego?
- Rozumiem, ale to przejdzie.
- Tego chcesz? - spytał z niedowierzaniem.
- Tak. I proszę cię, wyjdź już.
Popatrzył się na mnie.Widziałam gniew i smutek w jego oczach. Ughh.. nie utrutniaj mi tego. Po prostu wyjdź, tak będzie lepiej. Wstał, pochylił się, pocałował w czoło i wyszedł.
C O    T O    B Y Ł O?
Nie miałam zamiaru płakać. Ale łzy same napłynęły mi do oczu. Koniec. Zrobiłam to. Zachowałam się trochę jak zimna suka.. ale jak miałam to zakończyć? "Kocham cię, ale to koniec. Nie martw się nadal mi na tobie zależy i nie chcę tego robić, ale tak być nie może"? . NIE. Trzeba to było zakończyć szybko. Bez użalania się. Tak będzie lepiej. Przynajmniej mam taką nadzieję. Zadzwonił mój telefon.
- Halo? - odebrałam, starając się opanować.
- Możesz powiedzieć, jak ty to robisz, że już drugi raz w tym tygodniu jesteś w szpitalu? - Liam.
Super.Czas na wywiad.
- Hm... no tak to jest, gdy się idzie z głową w chmurach, a obok grają dzieci.
- Co? - nie zrozumiał. - A tak w ogóle, jesteś na głośnomówiącym. - dopowiedział.
- Zawsze jestem. - zaśmiałam się. - Szłam przez park, obok dzieci grały w piłkę no i dostałam piłką w głowę.
- Tylko? - spytał Niall. - To przecież nic takiego.
- Gdyby nie to, że była zaraz po uszkodzeniu idioto. - powiedział Zayn.
- Ale to były dzieci.. piłka kopnięta przez dzieci nie jest zazwyczaj bardzo szkodliwa. - bronił się Niall.
- Szkodliwa? - zaśmiał się Lou. - Chyba użyłeś nie tego słowa co trzeba.
- Niebezpieczna. - poprawił go Liam.
- Nie przeszkadzam? - spytałam.
- A,no tak, przepraszamy. - powiedział Liam. - Nic ci nie jest? Z pamięcią wszystko ok?
- Tak. Bardziej niż ok, bo wszystko sobie przypomniałam.
Cisza.
- Możecie mi powiedzieć, dlaczego nie powiedzieliście mi prawdy?
Cisza.
- Bo się wkurzę. - powiedziałam.
- Bo.. bo tobie tak na nim zależało.. ufałaś mu... stwierdziliśmy, że tak będzie lepiej. - powiedział Zayn.
- Dobrze wiecie, że sama o sobie decyduję. Jestem WŚCIEKŁA.
- Przepraszamy.- powiedzieli na raz.
- Dobra.. i tak nic się nie stało. Jest już tak jak powinno. - powiedziałam.
- Ty.. zrobiłaś to? - spytał Liam z niedowierzaniem.
- Co? - spytałam nie wiedząc o co chodzi.
- Skończyłaś z nim? - dopowiedział Harry.
To Harry w ogóle tam był?
- Taaak... Co w tym dziwnego? Miałam taki zamiar.
- No wiesz... Strasznie ci zależało, ciągle go broniłaś. - powiedział Zayn.
- Wiem.. ale to nie było ok. Wylądowałam przez niego w szpitalu. To nie jest normalne.
- Z jednej strony zrobiłaś dobrze.. - powiedział Lou.
- Ale z drugiej strony pamiętaj, że twoje uczucia są najważniejsze. - dodał Zayn.
- Ochh.. ty i te twoje złote myśli. - zakpił Harry.
- Nie mam zamiaru jej wmawiać, żeby robiła coś czego nie chce.
Czy ja tego nie chcę?
- Skoro to zrobiła, to raczej tego chce. - powiedział Niall.
- Ludzie często robią coś czego nie chcą, potem żałują i jest za późno by coś naprawić.
- No to jest już za późno dla niej. Zrobiła to. - powiedział Harry.
- Ty pierdolony egoisto pomyśl może o niej a nie tylko o tym jak dla ciebie będzie lepiej.
- Nie jestem egoistą, chcę dla niej dobrze, będzie jej trochę smutno, ale nie zrobi jej krzywdy!
- A MOŻE SAMA ZADECYDUJĘ, CO? - spytałam rozdrażniona.
- Przepraszamy. - powiedzieli znowu razem.
- Dobra chłopaki, muszę kończyć. - powiedziałam, gdy zauważyłam, że lekarz wchodzi do sali.
- Ok, paa. Kochamy cię.
- Tak, tak, ja was też. - rozłączyłam się.
Lekarz mnie zbadał, trochę pożartował. Zdziwiło go to, że znowu wylądowałam w szpitalu oraz to, że głowa mnie nie boli. Nie mam jakichś wielkich urazów, bo prostu zakręciło mi się w głowie - z czego się cieszę. Wypuścił mnie do domu i poprosił żebym tu nie wracała do końca tygodnia, bo głowa mi może nie wytrzymać. Wracając do domu moje myśli były nijakie. Miałam totalną pustkę w głowie. Nie wiedziałam co myśleć.  Nie chciałam o nim myśleć. Skończyłam to, czas rozpocząć nowy okres. Związek z nim był krótkim okresem, więc to trochę paranoja, że tak to przeżywam. Zmieniłabym coś. Nie wiem co. Może kupię sobie pieska.. zmienię garderobę? Może fryzurę? Chyba tak zrobię. Nie chcę wyrzucać mojej szafy, dużo na nią wydałam, zresztą podobają mi się moje rzeczy. Pies... piesek to dobry pomysł. Gdyby nie to, że od poniedziałku pracuję. Szlag. Piesek byłby dobrym wyjściem. Może kot? Nie, koty są nudne. Czyli nowa fryzura? Może je rozjaśnię. Tak. Rozjaśnię je. Zrobię sobie refleksy. Tak. Refleksy są świetne. No i już. Muszę tylko dodzwonić się do fryzjerki. Otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Nie lubię być sama. Dlatego lubię jak przyjaciele mnie odwiedzają. Teraz muszę znaleźć numer do Katy. Znalazłam.
- Halo? - usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
- Hej Katy. Tu Monika. Chciałam rozjaśnić sobie włosy.. i troszkę podciąć.
- Spoko. W tym tygodniu.
- Najlepiej jutro. Mam ochotę zmienić coś jak najszybciej.
- Mam czas jutro. Przed chwilą dziewczyna odwołała wizytę. Chcesz?
- Jasne. O której?
- Równo o 13.
- Ok, będę.
- To będę czekać.
Ciekawe co wymyśli. Uwielbiam zmieniać fryzury. KOCHAM TO. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Nikogo nie było. Spojrzałam w dół. Jakieś pudełko i róża. O co chodzi? Wzięłam wszystko do domu. Rozpakowałam pudełko. Była tam marynarka Eleanor i karteczka:
" Powinnaś jej to oddać. Jest bardzo ładna (ta marynarka). Róża, żeby nie było, że o Tobie nie pomyślę. : ) "
No tak. Zostawiła ją u niego. Oddam jej to. Ale różę mógł sobie darować. Chociaż nie. Miło mi się zrobiło. Która jest godzina? Dopiero 18. Rozległ się dzwonek telefonu.
- Haloo? - odebrałam.
- Hej.. tu Timothy.
OMG OMG OMG LABRINTH DO MNIE ZADZWONIŁ.
- Hej. - opanowałam się.
- Chciałabyś może wyjść gdzieś? Kręgle, pizza, kino, cokolwiek. - powiedział.
- Szczerze? To z chęcią. Nudzi mi się.
- Ooo to świetnie. To za godzinę po ciebie przyjadę.
- Ok. Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Odprowadzałem dziewczyny ostatnio. - powiedział.
- No tak. To do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - powiedział i rozłączył się.
Prysznic. Szybko pobiegłam na górę do łazienki. Wyszłam po 20 minutach. Wysuszyłam włosy, umalowałam się (cienka delikatne podkreślenie oczu i czerwone usta) i poszłam do siebie by wybrać ubranie. Zdecydowałam się na czarne rurki, błękitną koszulę, białą marynarkę, czarne szpilki i czarną małą torebeczkę. Spojrzałam na zegarek 18.55. Akurat. Nagle coś na dole spadło. No, cholera jasna, co to ma być? Może kuźwa następne włamanie. Odkąd pojawił się Kuba, ciągle mi się zdarzają takie wypadki. Ktoś zaczął wchodzić po schodach.
- Powinnaś zamykać drzwi. - usłyszałam głos za sobą.
Zamarłam.

czwartek, 9 maja 2013

XVII

Obudziłam się i od razu usiadłam. Byłam wystraszona, zszokowana i zdezorientowana. Ten sen był okropny. Nigdy w życiu nie miałam takiego koszmaru. NIGDY. Przesunęłam palcami po włosach. Jeżeli on miał takie dzieciństwo... Jezus.. Jeżeli tak wyglądało jego dzieciństwo, to ja nie wiem. Nie wiem jak on wytrzymał, jak on żyje z tą świadomością, jak wytrzymała jego psychika.. Żadne dziecko nie zasługuje na takie traktowanie. Obrazy ze snu przesunęły się szybko w mojej głowie. Wzdrygnęłam się. ŻADNE DZIECKO.
- Co się stało? - spytał zaspanym głosem Kuba.
- Nic... miałam koszmar.
Nie chcę mu mówić o czym. Od razu się rozbudził.
- Ej... nic ci nie jest. Wszystko jest dobrze, to tylko sen. - powiedział i mnie przytulił.
Łzy napłynęły mi do oczu. Tak zawsze szkoda mi było dzieci, które nie miały szczęścia... które po prostu trafiły do złej rodziny. To takie okropne. Dzieci są zupełnie bezbronne. Jak można położyć na nich rękę? Jak można w ogóle o czymś takim pomyśleć?
- Ciii... - powiedział. - Błagam, tylko nie płacz. Nie przez to.
Zaczął mną kołysać. Odgarnął moje włosy z twarzy i popatrzył prosto w oczy.
- To był TYLKO sen. Nic takiego się nie wydarzyło.
Ohh.. gdybyś wiedział. Rozkleiłam się na dobre. Nie wiedział co zrobić. Był bezradny. No bo co mógł zrobić? Skoro ja jestem strasznie wrażliwa.. a jeśli chodzi o dzieci to w ogóle. Przytulił mnie jeszcze mocniej i pocałował najpierw w jedno oko, potem w drugie.
- Przestań, błagam, nie znoszę jak płaczesz.
Próbowałam wziąć się w garść. Spojrzałam mu w oczy. Takie śliczne oczy. Musiały się tyle napłakać..Nie dałam rady i znowu zaczęły chlipać. Nagle wstał z łózka ze mną na rękach. Zaczął mną znowu kołysać. Poczułam się jak dziecko. Tak dawno nikt tego nie robił. Mój dziadek miał to w zwyczaju. Nawet gdy byłam nastolatką, on mnie podnosił i mówił: Monia, rośniesz, niedługo inny facet będzie cię nosił. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie dziadka. Tak bardzo go kocham. Tyle czasu z nim spędziłam.. Oglądaliśmy razem boks, uczył mnie samoobrony. Później jak w filmie ktoś się bił to się śmiałam. Mama myślała, że zwariowałam. Podniosłam wzrok. Kuba przyglądał mi się. Dotknęłam jego twarzy, a on zamknął oczy. Wychyliłam głowę i delikatnie musnęłam jego usta swoimi. Przytuliłam go mocno, a on zaczął się obracać wokół własnej osi. Pisnęłam ze śmiechem. Zawtórował mi. Kręcił się, śmialiśmy się, a ja poczułam się o wiele lepiej. On potrafi być naprawdę kochany.
- Better? - spytał głosem z reklamy snickersa.
Roześmiałam się.
- Better. - odpowiedziałam tym samym akcentem.
Uśmiechnął się.
- Dziękuję. To było słodkie. - powiedziałam.
Zrobił swój nieśmiały uśmiech. NIE UDAWAJ KORON, WIEM, ŻE NIE JESTEŚ NIEŚMIAŁY!
- Zawsze robiłem tak, gdy kuzynka płakała.
- Czy wyglądam ci na dziecko? - zaczęłam się przekomarzać.
- Tylko troszkę. - puścił oczko.
Zaśmiałam się. Przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę, skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam na niego lustrując od góry do dołu. (sth like dat: http://data.whicdn.com/images/60515256/large.jpg). Uśmiechnął się.
- Naprawdę? - zrobił to samo.
Znowu wybuchłam śmiechem. On tak samo. Dzisiaj jakiś będzie wesoły dzień, czy co?
- Dobra, co chcesz robić? - spytał.
- Ummm... nie mam pojęcia. Nic mi nie przychodzi do głowy.
- Może telewizor? - spytał.
- Może być.
Usiedliśmy na kanapie, włączyliśmy telewizor na MTV Live. Akurat leciał Labrinth - Live Vibrations.
- On jest na prawdę dobry. - powiedział Kuba.
- Wiem, też go lubię. - powiedziałam.
- Reklamy. - powiedział delikatnie rozdrażniony.
Zrobiłam z rąk serce i machnęłam w stronę telewizora. W tym samym momencie pojawiła się reklama BEYONCE na O2. Patrzyłam w telewizor jak zaczarowana.
- JA TAM CHCĘ! - krzyknęłam.
- Bilety już wyprzedane. Występuje za tydzień.
- Wiem, chciałam kupić jak weszły, ale wszystko wyprzedało się w godzinę.
W tym momencie rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Nick Grimshaw. Skąd on ma mój numer?
- Halo? - odebrałam.
- Hej, pogadałem już z zarządem i możesz zacząć pracę od poniedziałku. Wiem, że wtedy zaczynasz też rok akademicki, ale załatwiłem ci popołudniówki. - powiedział ucieszony.
- Nick.. nie wiem czy wiesz, ale miałam wypadek..
- O JEZU, NIC CI NIE JEST? - spytał szybko.
- Nie, nie... tylko straciłam pamięć i nic nie pamiętam.
- Aaa... już ci tłumaczę... - wszystko krótko wytłumaczył.
- Jejku, nie wierzę, że będę pracować w moim ulubionym radiu..
- To uwierz. - powiedział. - Będziesz na mojej zmianie, o 15.30 po ciebie przyjadę i pojedziemy do studia, gdzie wszystko ci wytłumaczę.
- Super. Nie mogę się doczekać.
- Wiem, Harry mówił, że o tym marzyłaś.
Nagle wspomnienia przedarły się w mojej głowie jak film. Przypomniałam sobie rozmowę z Nickiem w parku.
- Świetnie, do zobaczenia.
- Pa Niks.
Rozłączyłam się. Kuba patrzył i się uśmiechał.
- Nowa, dobrze płatna praca? - spytał z uśmieszkiem.
- Taaaak... I DARMOWE WEJŚCIÓWKI VIP NA KONCERTY!
- Nie.. - powiedział z niedowierzaniem.
- TAK! - krzyknęłam rozradowana.
- Przecież poznałaś Beyonce na imprezie, więc po co ci bilet?
- Przecież nie wejdę tam za darmo. Trzeba być fair. Mam nadzieję, że przeprowadzę z nią wywiad.
- Na pewno przeprowadzisz. Kto odważy ci się odmówić?
- Nie wiem. Chyba nikt.  - roześmiałam się.
W telewizji coś leciało, ale ja jakoś nie zwracałam na to uwagi. Bardzo bym chciała przeprowadzić z nią wywiad. Bardzo, bardzooo. Koncert za tydzień, może namówię szefów. Dam radę. Nie chce mi się już oglądać tego telewizora.
- Może już wystarczy? - spytałam Kuby. - Poszłabym na spacer.
- Możemy iść. - powiedział.
Wstaliśmy i wyszliśmy. Złapaliśmy się za ręce i szliśmy w ciszy. Zazwyczaj cisza jest krępująca.. ale tym razem nie była. Ta cisza była przyjemna. Tak sobie szliśmy i jakby rozkoszowaliśmy się chwilą. Jakieś dzieci grały sobie w piłkę. Dzieci.. może nie dzieci. Jakoś 14 - 16 lat. Przypomniałam sobie, jak koledzy w podstawówce zawsze grywali w nożną na boisku w szkole. Zawsze z dziewczynami to oglądałyśmy, jakby byli jakimiś super gwiazdami.
- Monika schyl się! - krzyknął nagle Kuba.
- Po co? - spytałam rozkojarzona.
Nagle coś trafiło mnie w głowę. Auć.
- Nic ci nie jest? - spytał szybko Kuba.
Złapałam się za głowę.
- Chyba nie...
- No cholera, mówiłem ci, żebyś się schyliła! - krzyknął. - Ughh.. gówniarze.
Podbiegł do nas jeden z chłopców.
- Przepraszamy.. to nie było zamierzone... - powiedział nieśmiało.
- Uważajcie następnym razem, ok ? - warknął Kuba. - Ona jest po wypadku!
- Przepraszam, proszę pana. - powiedział chłopiec. Miał jakieś 13 lat na oko.
- Nie przejmuj się nim. - uśmiechnęłam się ciepło. - Nic mi nie jest.
Chłopiec się uśmiechnął.
- Przepraszam. - powtórzył.
- Haloo? Nic mi nie jest. - roześmiałam się.
- Uff.. to dobrze.- powiedział. - Do widzenia. - Pobiegł z powrotem na boisko.
- Nie musisz się tak gorączkować. - warknęłam do Kuby.
- Mogło ci się coś stać!
- Ale nic mi nie jest!
Obraz zaczął się rozmazywać. Cholera. Mrugnęłam kilka razy. Nie pomogło.
- Ej, co jest? - spytał Kuba.
- Nic... możemy usiąść?
- Jasne, chodź.
Zaczęliśmy iść w stronę ławki. Zrobiło mi się słabo. Złapałam go mocniej za rękę.
- Monika.. wszystko dobrze?
- Tak, czuję się zajebiście. - powiedziałam sarkastycznie.
- Zaraz usiądziemy.
Nie doszłam. Upadłam. Zemdlałam. Usłyszałam tak siarczyste:
- No kurwa.
Po czym nie słyszałam już nic.

wtorek, 7 maja 2013

XVI

Nie chciałem żeby wyszła... żeby mnie zostawiła. Przy niej czułem się inaczej. Jakoś tak lepiej. Zobaczyłem trochę strachu w jej niebieskich oczach. Jej oczy to trochę dziwny temat... ich kolor zależał od jej humoru. Gdy była wesoła miały kolor morza. Takiego jasnego. Kiedy była smutna miały kolor deszczu.. takie szare. Kiedy była wściekła były bliskie zielonemu. Kiedy mnie całowała były ciemne... niemal granatowe. Najbardziej lubiłem te morskie. Razem z jej uśmiechem. Była odważniejsza niż się wydawała. Z wyglądu sprawiała raczej delikatnej, nieśmiałej... Duże, niebieskie oczy, jasno-różowe usta.. nie był duże.. ale małe też nie. Długie, bardzo proste włosy o koloru ciemny blond. Była troszkę niska. Jakieś 165 centymetrów. Była całkiem zaokrąglona... dodawało jej to troszkę seksapilu, nie powiem. Nie znosiłem wieszaków. Na widok modelek miałem ochotę rzygać. No więc była bardzo zadziorna. Nie wiedziałam, że taka będzie. Nigdy nawet nie pomyślałem, że będę z nią. Na początku zagadałem tylko dla jednego. A teraz.. teraz zależy mi na niej bardziej niż na mojej rodzinie.. nienawidzę mojej rodziny. To patologia... przez nich taki jestem.. Przez nich ona nie może ze mną wytrzymać.
- Wychodzę. - wstała.
Nie. Nie. Nie. Znowu. Nie dam jej wyjść. Złapałem ją za rękę.
- Chcę wyjść. - powiedziała zdenerwowana.
- Ale ja nie chcę. - powiedziałem.
Nie chcę żeby wychodziła. Przez to, że nie pamiętała mogłem wszystko naprawić. 
- Kim ty myślisz, że jesteś?! - krzyknęła. - Chcę wyjść, więc wyjdę! 
Wyrwała mi się i wzięło torebkę. Już była przy drzwiach. Złapałem ją za nadgarstek. 
- Ale wrócisz? - błagam powiedz "tak".
Oczy jej złagodniały.
- Nie wiem. - warknęła
Udajemy drapieżną? Złapałem ją i odwróciłem do siebie. Troszkę ją to zaskoczyło. 
- Hej. - powiedziałem. - Nie denerwuj się tak. Złość piękności szkodzi.
Co mogę powiedzieć? Uwielbiam się z nią kłócić. 
- Za późno. Lepiej cię zostawię, bo całkiem zbrzydnę. -powiedziała szorstko.
Uśmiechnąłem się. Lubię, jak ktoś mi się przeciwstawia. Mało osób to robi. Pocałowałem ją. Torebka wypadła z jej ręki. Uśmiechnąłem się. Oplotła rękoma moją szyję. Zawsze się to tak kończy. Ma wyjść, a tego nie robi.
- Muszę iść. - powiedziała, jakby czytała w moich myślach.
- Nie musisz. - powiedziałem. - Możesz zostać na noc.
- Która godzina? - spytała.
TAK!
- Wpół do jedenastej. - powiedziałem patrząc na zegarek. - Możemy obejrzeć film.
- Co proponujesz?
- Seria 007? - spytałem.
Oby lubiła Bonda.
- Najnowsza? - spytała z niedowierzaniem.
- Najnowsza. - uśmiechnąłem się dumnie.
- To ok. Daj mi tylko jakąś koszulkę, nie będę spała w ciuchach.
- Możesz spać nago. - powiedziałem z uśmiechem.
Położyła ręce na biodrach patrząc na mnie z pytającym wzrokiem.
- Żartowałem tylko. - uniosłem ręce w geście obrony.
Nadal się na mnie patrzyła.
- Już idę, idę.
Poszedłem na górę, wziąłem pierwszy lepszy T-Shirt i zszedłem na dół. Monika robiła popcorn.
- Proszę. - powiedziałem i dałem jej koszulkę. 
- Idę się umyć i przebrać. Naszykuj wszystko. - powiedziała tym swoim delikatnym głosikiem i poszła.
Znalazłem płytę. Włączyłem telewizor, wszystko nastawiłem. Usłyszałem tupot stóp.
- Już? - spytałem odwracając się.
- Co to jest?  - spytała akcentując każde słowo. W rękach trzymała damską marynarkę.
- Marynarka? - spytałem ironicznie. - Skarbie, czy to odpowiedni moment by robić mi sprawdzian z ubrań?
- Czyje to? - spytała.
- Nie twoje? - spytałem zaskoczony.
Pokręciła głową.
Zacząłem grzebać w pamięci. Było tu kilka dziewczyn oprócz niej, ale żadna nie wchodziła na górę. Nie miałyby jak zostawić tego w łazience. Przyszły na kawę i wychodziły. Nie miałem pojęcia czyje by to miało być. Nagle mnie olśniło.
- A czy to przypadkiem nie Eleanor zostawiła to, gdy tu była? - spytałem.
- O-ona tu była? - spytała zdziwiona.
- Taaak.. byłaś u mnie, gdy zrobiła ci niespodziankę i przyjechała. Kazałaś jej wtedy przyjść tu i tak ją poznałem.
- Nie kłamiesz? - spytała ostrożnie.
Coś we mnie zabuzowało.
- A po co miałbym to robić? - spytałem powoli.
- Mało facetów przyznaje się do zdrady...
- Naprawdę tak o mnie myślisz?
Powoli zaczynało mnie to denerwować.
- N-nie wiem.. - zaczęła niepewnie.- Nic nie pamiętam...
Spokojnie, wyluzuj.
- Nigdy nie myślałem nawet o tym,żeby cię zdradzić. A teraz idź się myć.
- Nie. - powiedziała szorstko.
Co znowu?
- Zadzwonię do niej i się spytam.
Ona mi nie ufa. Zrobiło mi się smutno i jednocześnie się wkurzyłem. Wszystko mnie wkurzało. Wszystko czego bym nie chciał.. wszystko na co nie mam wpływu mnie denerwuje.
- Dobrze. 
Zadzwoniła do niej i po krótkiej rozmowie się rozłączyła się.
- Przepraszam... -zaczęła.
- Idź się myć. - nie dałem jej dojść do słowa.
Zrobiła co powiedziałem. Wróciła po 10 minutach. 
- Fajną dałeś mi koszulkę. Mogę ją zatrzymać? - spytała z uśmiechem.
Spojrzałem na nią. Super Man. 
- Naturalnie. - powiedziałem. - Pierwsza z brzegu, nie patrz tak na mnie.
- Film gotowy? - spytała.
- Miałem sporo czasu, więc tak.
- Nadal jesteś zły? - spytała poważnie.
- Dlaczego miałbym być?
- Bo ci nie uwierzyłam. Nie ufałam.
- Nie jestem zły. W końcu niczego nie pamiętasz.
Chociaż trochę jestem, wkurza mnie to, że nic nie pamięta... ale na kogo mam być zły? No na siebie, ja nie potrafiłem się opanować. Przeraża mnie to ile ona dla mnie znaczy...
- Chodź tu. - powiedziałem.
Usiadła mi na kolana i przytuliła się mocno.
Ona jest taka drobniutka. Uwielbiam ją trzymać w ramionach. Jezu, pamiętam jak uwierzyłem Wiktorii, że jest lesbijką. Wtedy serce mi tak stanęło... Nigdy w życiu nie powiedziałbym, że mnie wkręciła... albo jest dobrą aktorką, albo nie wiem co. 
- Przepraszam. - wyszeptała.
- Ej... nic mi nie jest. - uśmiechnąłem się.
- To takie głupie.. niczego nie pamiętać. Chciałabym żeby wszystkie wspomnienia wróciły.
O nieee. Tylko żeby nie wracały.
- Nie muszą.. wiele by nie zmieniły. - powiedziałem kłamiąc.
Zmieniłyby cholernie dużo. 
- Ja czasami czuję... czuję, że pamięć zaraz mi wróci.. ale po kilku minutach wszystko przechodzi. - powiedziała smutno.
- Nie przejmuj się. - powiedziałem całując jej głowę. - Oglądamy?  - spytałem.
- Nie, chodźmy popływać. - powiedziała.
Nagle odsunęła się ode mnie, spojrzała w oczy i powiedziała:
- Przypomniałam sobie.
CHOLERA.
- I co z tym zrobisz? - spytałem się.
- Nic. Co mam z tym robić? Pojechaliśmy do pizzeri. Tyle.
- Pizza była dobra. - powiedziałem.
- Nie pamiętam. - powiedziała uśmiechając się przepraszająco.
- Obejrzymy to wreszcie? 
- Jasne, spokojnie. 
- Jestem spokojny. Po prostu skończymy na tym, że nie obejrzymy. - uśmiechnąłem się.
Przez cały film coś mówiła. Cały czas. To śmieszne. Naprawdę, jej pytanie typu "co się teraz stanie" czy " o Jezuuu on żyje czy nie? NIECH ŻYJE JEST ZA SEKSOWNY BY UMIERAĆ!" Próbowałem się nie śmiać. Serio. Ale nie dawałem rady.  Ona tylko patrzyła na mnie jak na idiotę leżąc na moich kolanach. W końcu przestała wszystko komentować. Dzięki Bogu. 
- Dlaczego nie komentujesz? - spytałem.
Cisza. Spojrzałem w dół. Zasnęła. Zasnęła mi na kolanach.  Wyglądała tak słodko i beztrosko. Jest zdecydowanie za piękna. Alicja byłaby dumna z tego jaką mam dziewczynę. Alicja... tęskniłem za nią. Z nią było lepiej. Zawsze mnie pocieszała... poprawiała humor. Dzięki niej nie zwracałem uwagi na to co się działo w domu. Później odeszła. Wszystko wróciło. Złość.. żal.. dlaczego ja musiałem się wychować w takiej rodzinie? Dlatego odszedłem. Nie chciałem tak żyć. Przeklinam ich za to, że pozostawili ślad w mojej psychice. Tak bardzo chciałbym się zmienić.. a to takie cholernie trudne. Monika się poruszyła.
- Zostaw.. zostaw go...
Ona mówi przez sen? No tak... mówiła mi, że mówi.
- Powiedziałam... masz zostawić go, idioto. Nie bije się dzieci! Nie tak...
Zaczęła kręcić głową.
- Chodź ze mną.. nic ci nie będzie. Chodź. Już jesteś bezpieczny.... Kuba.. no chodź tu.
Ona.. ona śni o małym mnie? Niedobrze. Łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Przytuliłem ją. Podniosłem i poszedłem do łóżka. Położyłem ją i odgarnąłem włosy z jej twarzy. Zdecydowanie jest za ładna. ZDECYDOWANIE. Położyłem się obok niej. Nie może sobie przypomnieć. Muszę zrobić coś.. żeby jej pokazać..zależy mi.. muszę.



____________________________________________________________________________]


rozdział inny niż zawsze, z punktu widzenia Kuby, bo ja wiem co on czuje, Wy nie do końca.. więc pokazałam Wam mniej więcej co czuje.

piątek, 3 maja 2013

XV

Obudziłam się i rozejrzałam. Wszędzie biało, jakieś urządzenia cicho pobrzękiwały. Jestem w szpitalu... Co jest? Dlaczego? Przez okno zobaczyłam  Wiktorię kłócącą się z jakimś chłopakiem. Strasznie przystojnym chłopakiem. Wydawał mi się znajomy ale nie wiedziałam skąd. Przyglądałam im się całkiem długo. W końcu chłopak zauważył i zaczął iść w stronę drzwi. Wiktoria go zatrzymała. On odtrącił jej ręce i zrobił to co zamierzał.
- Jak się czujesz skarbie? - spytał. - Nawet nie wiesz jak mi głupio..
- Yyyy.. - nie wiedziałam co powiedzieć. - Dlaczego jest ci głupio?
- No bo przecież.. Chwila. Nic nie pamiętasz?
Zrobiło mi się głupio.. 
- A powinnam? Pamiętam, że szłam do sklepu.. Tak, to jest ostatnia czynność, którą pamiętam.
- O kurwa... Przepraszam. - powiedział i wyszedł.
Powiedział coś Wiktorii z przerażeniem na twarzy. Cholera, głowa mnie boli i czuję się dziwnie, jakbym miała dziurę w pamięci. Czy ja straciłam pamięć? Mam nadzieję, że nic ważnego się nie wydarzyło. Do sali weszła Wiktoria.
- Niks, pamiętasz jak spotkałaś Kubę? - spytała.
Spojrzałam na chłopaka?
- Więc masz na imię Kuba.. pasuje ci. - powiedziałam do niego. - Tak nie za bardzo. - zwróciłam się do Wiki.
- To słabo... naprawdę. Sporo się zmieniło od czasu, gdy wyszłaś do sklepu. 
- Między innymi to, że jesteśmy razem. - wtrącił Kuba.
Spojrzałam  na niego oniemiała. Co? Kuba schylił się i szepnął Wiktorii coś na ucho. Ona spojrzała na niego z oburzeniem.
- Chyba nie sądzisz, że.. ! - zaczęła krzyczeć
- Błagam... to był jeden jedyny raz.
- Nie wiem, sami to załatwcie... ale to nie jest dobry pomysł.
- Mogę wiedzieć o co chodzi? - spytałam rozdrażniona.
- A to nie jest ważne. - powiedziała niepewnie Wiktoria.
- NIE WMAWIAJ MI GŁUPOT! - krzyknęłam.
- Wróciła. - powiedział Kuba z uśmiechem.
- Kurde.. to nie jest śmieszne. Ja ciebie nie pamiętam, to jest tak jakbym cię nie znała!
Otworzył szerzej oczy.
- Nie byłeś tego świadomy wcześniej? - spytałam zaskoczona jego głupotą.
- Tak nie za bardzo... widziałem to w troszkę innym świetle.
- Jakim? - spytałam zaciekawiona.
- Sam nie wiem. Innym. - powiedział niepewnie.
Ukrywają coś przede mną i nie chcę tego powiedzieć. Nie to nie. Nie mam zamiaru naciskać.
- Nie powinniście zawołać pielęgniarki czy coś? - spytałam.
- No tak.. Raczej powinniśmy. - powiedział Kuba i wyszedł.
- O co chodzi? - spytałam.
- Oj Monia.. to wszystko jest takie poplątane.. trudne.. on ma smutną przeszłość, jego  rodzina była biedna, jego ojciec był agresywny, siostra mu umarła.. on też jest troszkę agresywny, ale nigdy ci nic nie zrobił. Pokłóciliście się.. i jak wychodziłaś z domu spadłaś ze schodów.
- Jest agresywny? I ja z nim jestem? To trochę jak nie ja.
- Bo nie wydawał się być taki.. odkryłaś to później, ale zdążyłaś się zadurzyć.
- Jezuu.. nic nie pamiętam.. nawet nie wiesz jakie to wkurzające.
- Domyślam się. - powiedziała.
- Dzień dobry. - powiedział lekarz gdy wszedł. - Obudziła się pani. Baliśmy się, że zapadła pani w śpiączkę.
CO?
- Nie wiem jak to możliwe by spadając ze schodów mieć takie obrażenia głowy. - kontynuował.
Kuba się wzdrygnął.
- Cóż, musimy panią zbadać i wtedy ustalimy kiedy pani wyjdzie.
- Rozumiem. - powiedziałam.
- Więc proszę resztę o wyjście. - powiedział.
Wiktoria i Kuba wyszli z sali. Lekarz świecił mi w oczy i sprawdzał ogólnie czy kontaktuję.
- Ma pani bardzo silny organizm. Może pani wyjść za godzinę. - powiedział po wszystkim.
- Bardzo się cieszę. - odpowiedziałam z ulgą.
- Proszę tylko na siebie uważać, szczególnie na głowę. Dam pani leki, jeśli ból się nasili proszę od razu tu wrócić.
- Oczywiście. - odpowiedziałam.
***

- Szkoda, że musicie jutro już jechać. - powiedziałam. - Nic nie pamiętam z naszego spotkania, więc tak trochę nadal za wami tęsknie.
- Nawet nie wiesz jak nam przykro.. - powiedziała Dan.
Wszyscy opowiedzieli mi wszystko z dokładnymi szczegółami co się działo. Nie mogłam uwierzyć, że poznałam Beyonce, Jaya, Labrintha i resztę. To by było zbyt piękne. Nie wspominali nic o moim "chłopaku" ..
- A co z Kubą? - spytałam. - Bo to niemożliwe, żebym ani razu się z nim nie spotkała.
- Ohh.. spotykałaś się z nim codziennie, byłaś od niego uzależniona. Kochałaś go. - powiedział Harry. - Pomimo jego charakteru, który czasem się ujawniał. Uspokajałaś go. Tylko ty tak na niego działałaś.
- Wydawał się naprawdę w porządku, gdy go poznałam. - wtrąciła El.
- Ughh.. to takie głupie jak się nic nie pamięta.. - powiedziałam z irytacją.
- Masz nagrane kilka rzeczy, które robiłyśmy na laptopie. Możesz pooglądać. - powiedział Lou.
- Na pewno to zrobię. - powiedziałam.
Było już całkiem późno, a mnie okropnie bolała głowa, więc przeprosiłam wszystkich i poszłam spać. Jakoś dziwnie się czułam. Jakby czegoś brakowało... Jakby ktoś powinien spać obok. Nie mogłam zasnąć. Nagle do pokoju ktoś wszedł.
- Śpisz już? - spytał nieznany mi głos.
- Nie. - powiedziałam i zapaliłam lampkę. - Jakoś nie mogę. - To był Kuba.
- Nie dziwię ci się. Przyszedłem zobaczyć co u ciebie. - powiedział. - Mogę się położyć obok ciebie?
Chwilę się wahałam. 
- Myślałem, że mogę ci poopowiadać co się działo.
- No ok. - powiedziałam. - Kładź się.
Nawet przez chwilę się nie wahał. Od razu położył się obok mnie i zaczął opowiadać. Nie pominął chyba nic, opowiedział nawet nasze kłótnie. Miałam małe przebłyski obrazów, jakby starych urywanych filmów.  Odkąd się położył poczułam się lepiej. Jakby wszystko było na swoim miejscu. Od czasu do czasu się śmiałam z jego opowiadań. Wywalenie się podczas ucieczki to coś bardzo prawdopodobnego jak dla mnie. Zawsze wywalałam się w najmniej odpowiednich momentach. Niczym Demi Lovato na scenie, haha.
- Przypomniało ci się coś? - spytał gdy skończył.
- Miałam jakieś przebłyski wspomnień. Pamiętam to zamieszanie w nocy u ciebie w kuchni. Tak mi przebłysnęło jak deja vu. 
- Przynajmniej tyle. Dobra, już idę możesz iść spać. - powiedział delikatnie się podnosząc.
- Czekaj. - powiedziałam zaskakując samą siebie.
Spojrzał się na mnie równie zaskoczony.
- Może zostaniesz? - spytałam.
Rozszerzył oczy.
- Ok, jasne, jeśli chcesz. - powiedział.
On jest naprawdę przystojny. Zdjął spodnie i koszulkę i wszedł pod kołdrę. Taki przystojniak chciałby być ze mną? Trochę dziwne. Nadal czułam głupią pustkę. On mnie objął mocno od tyłu. Zaskoczył tym mnie. Musiał to zauważyć.
- Przepraszam.. zawsze tak robiłem. - rozluźnił uścisk.
- Nie, jest ok, naprawdę. Całkiem przyjemnie.
- No ja myślę. - powiedział śmiejąc się i przytulił mnie tak jak wcześniej.
I to całkiem zapełniło moją pustkę. Czyli wszystko wskazuje na to, że strasznie mi na nim zależało. I chyba nadal tak jest, skoro nie mogę zasnąć gdy nie ma go przy mnie.
- Dobranoc. - powiedział.
- Dobranoc. - odpowiedziałam i zamknęłam oczy. 


***

Od razu się obudziłam, gdy wyczułam, że nie ma go przy mnie. Miałam deja vu i zeszłam do kuchni. Tam go spotkałam z nożem.
- Będziesz jadł o tej godzinie? - spytałam zaspana.
Nagle znowu doszło do mnie co się dzieje.
- ZOSTAW TO! - krzyknęłam i nogą kopnęłam nóż tak, by nie zranić ani jego ani mnie.
- Co jest? - spytał zaspanym głosem.
Spojrzałam na niego zaskoczona. 
- Znowu? - spytał.
Kiwnęłam twierdząco głową.
- Cholera. - powiedział cicho.
- Chodź już. - pociągnęłam go za rękę w stronę schodów.
Poszedł za mną nie puszczając mojej ręki. Powoli moje uczucia zaczynały wracać, albo mi się tylko wydawało. Już byliśmy w pokoju, zamykałam drzwi, gdy on przyparł mnie do ściany i pocałował namiętnie i długo. Kurde. Dobry to on jest.
- Przepraszam. - powiedział niezbyt szczerze. - Stęskniłem się troszkę.
-Rzuciłam się na niego i też pocałowałam. Całkiem agresywnie. Poczułam jak się uśmiecha. Razem z tym przypomniało mi się kilka chwil gdy uśmiechał się przy pocałunku. Bogu dzięki, bałam się, że to trwały uraz.
- A teraz spać. - powiedziałam gdy skończyliśmy.
Położyliśmy się do łóżka i zasnęliśmy po kilku minutach.


***


Otworzyłam oczy pod wpływem gorąca. Kuba całkiem mnie oplótł. Nadal spał. Spojrzałam na zegarek. Już 9:40 . Cholera. Szybko podniosłam się z łóżka, on od razu się obudził. Zaczął się śmiać gdy szybko się przebrałam i zbiegłam na dół. 
Wszyscy czekali pod drzwiami.
- Już mieliśmy iść cię budzić. - powiedziała Wiktoria ze śmiechem.
- Kurde, nie chcę żebyście odjeżdżali. - powiedziałam smutno.
- Musimy kochanie. - powiedział Harry.
Ugh.. nienawidzę rozstań. Przytuliłam każdego po kolei.
- A buziak to co? - spytał Niall.
Zaczęłam się śmiać i dałam każdemu całusa w policzek. Pożegnaliśmy się i odjechali. Odwróciłam się. Kuba stał na schodach i przyglądał mi się bacznie. 
- Coś nie tak? - spytałam.
- Wszystko ok. - powiedział i uśmiechnął się.
Czułam się dziwnie. Jakbym go nie znała, ale jakbym spędziła z nim całe życie. To jest dziwne.
- Chcesz śniadanie? - spytałam, ale dobrze znałam odpowiedź
- Taaak.. Twoje omlety. - powiedział.
Jadł moje omlety? Kuźwa, na serio głupio jest nic nie pamiętać.
- Ok.
Po 10 minutach omlety były gotowe. Zawołałam go do mnie. Miał mokre włosy i tylko spodnie. Musiał być po prysznicu. Fajną miał klatę. Poczułam się jak nastolatka mówiąc coś takiego w myślach. Pamiętam w liceum komentowałam każdego przystojnego chłopaka, niczym jakaś łowczyni ciasteczek. Haha. Uśmiechnęłam się na samą myśl wspomnień ze szkoły średniej. Kochałam ją i zawdzięczałam jej bardzo przyjemny okres z mojego życia.
- Możesz dać mi mleko i polewę karmelową? - wyrwał mnie z rozważań Kuba.
- Sam sobie weź. - powiedziałam.
Uśmiechnął się.
- Pomimo twojego urazu, jesteś taka sama.
- A jaka miałabym być? - spytałam z ironią.
- Nie wiem. Cieszę się, że się nie zmieniłaś.
Uśmiechnęłam się. I niby on jest agresywny? On jest słodki, nie agresywny.
- Ja raczej też - powiedziałam i wróciłam do jedzenia.
Wziął sobie mleko, i dwie szklanki. Postawił mi szklankę i nalał, a potem nalał sobie. On jest uroczy. Śniadanie minęło na rozmowie, o wszystkim. Pytałam się ogólnie o wszystko, nic nie pamiętałam o nim. 
- Może pójdziemy do mnie? Żebyś wiedziała, gdzie mieszkam. - powiedział żartobliwie. 
- Możemy tak zrobić. - powiedziałam uśmiechając się.
Wyszliśmy i wziął mnie za rękę. Mieszkał jakieś 3 minuty ode mnie. Bardzo dobrze. To chyba plus. Będę mogła pójść do niego za każdym razem gdy będzie mi źle i vice versa. 
- Ładnie tu. - powiedziałam wchodząc do mieszkania.
- Wiem. To znaczy... Mówiłaś mi już to.
- Mhmm... - Spojrzałam na stojak z płytami. - Lubisz Beyo... - ale nie dokończyłam. Przypomniało mi się, że już o to pytałam. 
- Przypomniałaś sobie? - spytał, gdy zauważył, że zamarłam.
- Tak... - powiedziałam. 
Próbowałam sobie przypomnieć sobie coś jeszcze, ale nie mogłam. Pamiętałam tylko jak tu przyszłam, a potem dołączyła El. Nic poza tym.
- Przypominają mi się tylko krótkie chwile.. dzień, a nie tydzień. Rozumiesz...
- Tak, tak.

***

- Możesz zostać na noc. - powiedział, gdy zauważyłam, że już późno.
- Wiesz, nie mam ubrań i w ogóle. - powiedziałam gdy zadzwonił mi telefon.
- Halo? - odebrałam.
- Hej kochanie, jak się czujesz. - to Harry.
- A całkiem dobrze. - powiedziałam uśmiechając się. - Przypomniałam sobie kilka rzeczy.
- To dobrze. - wyczułam uśmiech. - Jak będziemy w Londynie to wpadniemy.
- Jak zawsze zresztą...
- I tym razem będę spał na najwygodniejszym łóżku.
- HARRY! - krzyknęłam rozbawiona. Moje było zawsze najwygodniejsze.
- No żartuję, żartuję.
Spojrzałam na Kubę i uśmiech momentalnie opuścił moją twarz. Patrzył się w bok i zaciskał pięści.
- Ej, muszę kończyć.. - powiedziałam.
- Jesteś z nim? - spytał smutno.
- Tak. - nie rozumiałam jego tonu.- Pozdrów wszystkich.
- Oczywiście. Pa piękna.
- Hej. - rozłączyłam się. 
- Co jest? - zwróciłam się do Kuby.
- Nic.
- Kuba.. nie zachowuj się jak gówniarz i powiedz mi co cię gnębi.
- POWIEDZIAŁEM, ŻE NIC! - krzyknął przeraźliwie głośno.
Otworzyłam szerzej oczy.
- Słucham? - zdziwiłam się.
- Czy ty naprawdę nie widzisz, że on cię podrywa? - spytał spokojniej.
- Nie. To są żarty. Zawsze tak robiliśmy. On jest raczej.. jak kuzyn..
- Z kuzynem też tak robisz? - spytał wściekle. - Bo nie sądzę.
- To cię zdziwię, bo tak.
Otworzył usta ze zdziwienia. I co teraz?
- Nie ważne. Nie chodzi o twojego brata, tylko o Harrego.
- Nie ufasz mi, prawda? - spytałam.
- Ufam. Nie ufam jemu. - powiedział z pogardą.
- Czy tego chcesz, czy nie, będę się z nim przyjaźnić.
Zmarszczył brwi. Był wkurzony. Nie bałam się go. Nigdy nie byłam strachliwa.
- Przepraszam, na chwilę. - Wstał, podszedł do ściany i uderzył w nią mocno.
Byłam zaskoczona. Przyszedł i usiadł.
- Lepiej? - spytałam.
- Nie.
Znowu mnie zaskoczył.
" Tylko ty potrafisz go uspokoić" Ale jak? Nie pamiętałam kompletnie. Instynkt. Wgramoliłam się na jego kolana i przytuliłam się do jego szyi. Odetchnął głęboko. 
- Myślałem, że nic nie pamiętasz.. że uciekniesz.
- Instynkt. Nie jestem taka. Powinieneś wiedzieć.
- Wiem..ale po ostatniej kłótni...
- Nie kończ. I tak tego nie pamiętam.
- Jak wolisz.
Jednak zaczęłam się zastanawiać o co chodzi. Powiedziałam, że nie chcę wiedzieć, więc nie chcę. Koniec.
- Błagam, ogranicz z nim kontakty. - powiedział Kuba.
- Znałam go wcześniej od ciebie. Pamiętam go. Ja go potrzebuję. - powiedziałam zdecydowanym głosem.
- Bardziej niż mnie? - spytał.
- Nie wiem... nic nie pamiętam.
- Jak to do cholery możliwe, że pamiętasz jego, a mnie nie?! - krzyknął rozdrażniony.
- Nie wiem... pamiętam wszystko do poznania ciebie. 
- No ale jak to jest możliwe?!
- Musiałam doświadczyć czegoś nieprzyjemnego związanego z tobą. Kłótnia wszystko wyjaśnia.
Poczułam jak się rozluźnia.
- Tylko przyjaciele? - spytał.
- Tak.
- Zawsze tak było?
Wahałam się.
- Nie. - sam dokończył. - Niks, on na ciebie leci.
- Nie. - odpowiedziałam. - On jest taki dla każdej dziewczyny. Dlatego ma powodzenie. Jest słodki.
- To ostatnie mogłaś sobie oszczędzić.
- Czy ty będziesz zazdrosny o każdego z kim zamienię zdanie? Bo jeśli tak..
- To co? - przerwał mi śmiejąc się.
- Skończę to. Nic nie pamiętam, trudne to dla mnie nie będzie.
Od razu się cały spiął. Znowu. Chyba nie myślał, że będę się zgadała ze wszystkim co powie. Nie mam zamiaru znosić jego humorków. Teraz jestem wesoły, ale zaraz będę wkurzony.
- Wychodzę. - chciałam wstać ale on mnie złapał i przytrzymał. - Chcę wyjść. - powiedziałam już wkurzona.
- Ale ja nie chcę. - powiedział szorstko.
- Kim ty myślisz, że jesteś?! - krzyknęłam. - Chcę wyjść, więc wyjdę! 
Jakoś mu się wyrwałam, wzięłam torebkę i już chciałam iść, kiedy on złapał mnie za nadgarstek.
- Ale wrócisz? - spytał cicho z nadzieją.
Teraz nowy humorek?
- Nie wiem. - warknęłam i wyrwałam rękę.
Ruszyłam w stronę wyjścia. On mnie złapał i odwrócił. Powoli zaczynałam się bać i wkurzać. W co ja się wplątałam?

środa, 1 maja 2013

XIV

komentujcie, proszę, lub piszcie na twitterze, że czytacie, chcę wiedzieć ile osób czyta. : )
_________________________________________________________________________________

- Spieprzyłem.
O tak.
- Przepraszam, naprawdę.. mogłem tego nie robić. - powiedział przepraszająco.
- Słuchaj... tu nie chodzi o to co tu zrobiłeś. To  znaczy trochę tak, bo dzięki temu zauważyłam, że za bardzo się w to wciągamy. Jeśli nie zachowałbyś się tak dzisiaj, to i tak bym to zauważyła prędzej czy później, i tak musiałabym odpocząć.
- Powiedziałaś, że spróbujesz...
- Owszem, ale nie uważasz, że to wszystko dzieje się za szybko? Twoje wyznania.. uczucia.. i moje uczucia... Muszę ochłonąć, pomyśleć o tym... zastanowić się. Znamy się tylko ponad tydzień.
- Nie wiedziałem, że miłość rodzi się dopiero po dłuższym czasie.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło. Musimy się lepiej poznać. Na początku wydawało mi się, że jesteś zupełnie inny... romantyczny, delikatny, słodki, nieśmiały.. a ty okazałeś się zupełnie inny. Potrzebujemy czasu.
- Jeśli to ci jest potrzebne, to ok, idź tak zrób. Tylko...
- Tylko co? - warknęłam.
- Pizza.
- Wykłóciłeś się o nią. Jest twoja.
- Nie chcesz jej? - spytał zdziwiony.
- Wyobraź sobie, że nie.
Wstałam i wyszłam. Wzięłam rower Już chciałam na niego usiąść, gdy on mnie złapał i odwrócił. Czego on chce? Ja chcę tylko wrócić do domu. Uśmiechnął  się do mnie, przytulił i pocałował w czubek głowy. Lekko mną kołysał w końcu rozluźnił uścisk i spojrzał mi w oczy.
- Ej.. - co? - pamiętaj...
Pocałował mnie. Całkiem chyba długo, bo powoli tlen mi się kończył.
- ... że cię kocham. - znowu się uśmiechnął.
Robi to specjalnie. Dobrze wie jak działać na dziewczyny. Nawet nie odwzajemniłam uśmiechu. Jak on śmie w ogóle stosować na mnie takie idiotyczne sztuczki?
- Skończyłeś zabawę? - spytałam lodowato.
Spojrzał na mnie zaskoczony i mnie puścił. Bez słowa. Wsiadłam na rower i odjechałam. Może i trochę bezdusznie, ale jak on mógł? Takie głupie coś.. Ciekawe czy na inne to działało? To zdecydowanie nie jest facet dla mnie. I przypomniała mi się jego twarz..a może jednak dla mnie? NIE! Nie mogę być taka. Powinnam to skończyć. Co ja mam zrobić? Dlaczego ja musiałam wpaść na tego idiotę? Nie mogła tego zrobić jakaś inna laska? Zabawiliby się, a ja bym nie miała problemów. To jest takie pokręcone. Na początku był taki słodki, wydawało mi się, że to będzie taka przesłodzona historia. A on okazał się być agresywny, miły dopiero gdy postawi na swoim. Dojechałam do domu. Odstawiłam rower i weszłam do środka. Poszłam spać, byłam przytłoczona.

***

- Chcesz coś zjeść? - Obudziła mnie Wiki siadając na moim łóżku. - Myślałam, że nie będzie cię dłużej.
- Nie mam ochoty na jedzenie, dzięki. Też tak myślałam.
- Co się stało? - spytała z troską.
- Ughh.. pokłóciliśmy się o to, kto ma zapłacić za pizzę.. i to nie byłoby takie złe, gdyby...
- Nie zrobił się znowu agresywny? - zgadła.
- Dokładnie. On się denerwuje za każdym razem, gdy kłócimy się o duperele. Co będzie przy poważnej kłótni? Dostanę krzesłem w twarz?
- Nie wiem.. Monika.. zostaw go. Ja wiem, że ci zależy.. sama ci to udowodniłam.. ale to przejdzie. Podoba ci się tylko jego pierwsze wrażenie. Starasz się nie zwracać uwagi na jego złe strony, ale długo tak nie pociągniesz. Nie sądzę, żeby się zmienił. To jest zakorzenione w jego psychice. Nauczył się  tym żyć, nauczył się to ukrywać. Będziesz myślała, że on się zmienił, zaczniecie się kłócić i znowu będzie to samo. Jeśli to skończysz to będziesz szczęśliwa. Owszem, pocierpisz trochę, ale później będziesz szczęśliwa.. znajdziesz kogoś innego. Dziewczyny też tak twierdzą. Ty zresztą też. Zawsze tak myślałaś.
- Ale... właśnie w tym jest problem. To jest jego psychika.. a z nią trudno jest walczyć. Z tego co mówi to mu zależy.
- Nie wiem Monia... mówię co widać z obiektywnego punktu widzenie.
- Wiem, wiem. Dziękuję.
- Przemyśl to jeszcze. - powiedziała, wstała i wyszła.
Ona ma rację. Trudno będzie mu się zmienić. Szczególnie, jeśli to wszystko sięga tak głęboko. Powinnam to skończyć. Zawsze radziłam tak przyjaciółkom, więc sama powinnam się dostosować. Pocierpię troszkę, ale potem będzie lepiej.
POSTANOWIONE.
Muszę mu to jak najszybciej powiedzieć, bo jeszcze się rozmyślę. Chwyciłam telefon i wybrałam numer.
- Halo? - odebrał po pierwszym sygnale.
- Hej. - powiedziałam ciepło. Mimo wszystko chcę być miła. - Już ochłonęłam, spotkamy się?
- Jasne. gdzie, kiedy?
- U ciebie, zaraz?
- Czekam. - wyczułam,  że się uśmiecha.
- Ok, zaraz będę. - rozłączyłam się.
Nie wierzę, że tak się to skoczy. Tak szybko.. Pamiętam jak na początku układam piękne scenariusze. Trudno. Okazał się być inny, a ja takiego zachowania, niestety, nie toleruję. Zeszłam na dół, życzyłam wszystkim smacznego i wyszłam. Po dwóch minutach wchodziłam do mieszkania Kuby. Stał z kwiatami... No nie.
- Przepraszam.. nawet nie wiesz jak mi głupio, że znowu się tak zachowałem.
- Dziękuję.. - głupio mi. - Są śliczne.. ale może lepiej wstaw je do wazonu.
- Masz rację. Jak zawsze z resztą.
Nie podlizuj mi się. Poszedł do kuchni, wyjął wazon. Znowu zauważyłam zdjęcie jego siostry. Chwila... Coś jest nie tak.
- W którym roku zginęła? - spytałam od razu.
- 2009.
Grzebałam w myślach... Żadnego wypadku w telewizji nie podawali.
- Mówiłeś, że twoja rodzina była biedna... Mieliście samochód? - spytałam podejrzliwie.
- Nie. - odparł szybko.
- Jak ona zginęła? - spytałam lodowatym tonem.
- Mówiłem ci, w domu, ktoś się włamał.
- Kłamiesz. - powiedziałam przerywając mu.
- Przysięgam... 
- Tyle są warte twoje przysięgi? Żadnego włamania nie było w 2009 roku. Byłoby o tym głośno w telewizji.
Spojrzał na mnie szeroko nieufnie.
- Wolałabyś nie wiedzieć...
- Jednak chcę.
- Mój tata... był dość agresywny... - ledwo co słyszałam.
Otworzyłam szerzej oczy.
- Nie... on.. on nie chciał jej..z..zabić. To był wypadek.
Cholera.. To dziedziczne? Czy po prostu dziecko żyjąc z agresywnym ojcem stało się takie samo? Chyba wziął po prostu przykład z ojca.
- Kuba... tak jak mówiłam, już ochłonęłam..
- I bardzo się z tego cieszę. - przerwał mi.
- I zdecydowałam, że to nie ma sensu. Musimy to skończyć. Ja nie potrafię tak żyć, nie umiem tego zaakceptować.
Stał w bezruchu przez kilka minut. Zaczęłam się bać. Podniósł wazon z kwiatkami.
- Weź je. - powiedział spokojnie.
O nie.. będzie furia. Muszę się stąd wynosić.
- Nie chcę ich. - powiedziałam.
- Nalegam.
- Nie. 
Nagle, rzucił nimi. W MOJĄ STRONĘ. Zdążyłam się schylić, a wazon z kwiatkami rozbiły się o ścianę za mną. Kurwa.
- WEŹ TE PIERDOLONE KWIATKI! - krzyknął przeraźliwie głośno.
Szybko wyjęłam telefon i wykręciłam numer Wiktorii. Zdążyła odebrać, ale on szybko do mnie podszedł, zabrał telefon i rozwalił o podłogę. Podszedł do stołu, rozrzucił krzesła, miskę z owocami. Zaczął rzucać ramkami, wszystkim co miał pod ręką. Wziął doniczkę i się zamachnął. Znowu spowolniony film. Widziałam jak doniczka leci prosto na mnie. Już się schylałam, ale nie zdążyłam, a doniczka uderzyła mnie w głowę. Upadłam, uderzając nią jeszcze raz o podłogę. Zaczęło się ściemniać. Cholera, ja tu zemdleję, a on mnie zabije. Do moich uszu doszły jakieś szmery.. to chyba jakieś głosy.
- CO TY JEJ KURWA ZROBIŁEŚ?! - to chyba Wiktoria.
To głosy. Coraz ciemniej. Czarno. Spokój.