środa, 22 maja 2013

XXI

 Pierścionek? Co? Spojrzałam na niego spanikowana.
- To taki mały prezent… chcę żebyś go nosiła dla mnie. To taka jakby obietnica… dopóki go nosisz wiem, że ci  zależy. – Był trochę niepewny gdy to mówił. Pewnie nie wie jak zareaguję.
Pierścionek był śliczny. Złoty z delikatnym diamentem. Prosty, ale piękny. Założyłam go na palec.
- Dobrze. – powiedziałam.
Uśmiechnął się.
- Cieszę się, że jednak postanowiłaś spróbować. Po raz setny.
- Chyba  też się cieszę. – powiedziałam.
- Jesteś głodna? – spytał zmieniając temat.
Ooo tak.  Jadłam dzisiaj tylko śniadanie.
- Raczej tak.
Wstał i poszedł do kuchni. Cudowny zapach rozniósł się po całym mieszkaniu.
- Ugotowałeś coś?! – krzyknęłam do niego.
- A jak myślisz?
Wstałam i udałam się do kuchni.
- Myślę, że coś zamówiłeś. – odparłam stojąc w drzwiach.
- Myślałem, że masz więcej wiary we mnie. – uśmiechnął się.
Spojrzałam na stół. Wymsknęło mi się ciche „wow” . Na samym środku stał indyk, obok miska z sałatką, obok puree ziemniaczane. Stały też butelki z winem i kieliszki. Były też tam jakieś przekąski.
- Nie uwierzę. – powiedziałam.
- Dzięki, też uważam, że jesteś osobą z wieloma talentami.
Spojrzałam na niego. Był rozbawiony.
-  To jest takie śmieszne? – spytałam. – SAM MOGŁEŚ SOBIE ZROBIĆ OMLETY I KAZAŁEŚ MI JE ROBIĆ!
- Ej… bo Wiktoria mówiła, że robisz najlepsze. Chciałem zobaczyć czy są lepsze od moich. Były. Możesz spać spokojnie.
- Czyli tak.. studiujesz prawo, dobrze gotujesz… Grasz może na gitarze?
- Nie… na perkusji. – powiedział.
Spojrzałam na niego zaskoczona.  Uśmiechnął się przepraszająco.
- A co? – spytał.
- Tak tylko sprawdzałam, czy jesteś idealny.
- Nie jestem. Nie gram na gitarze.
- Szkoda tylko, że perkusja jest lepsza. Jesteś okropny…
- Przepraszam? – zaśmiał się. – A teraz siadaj i jedz. – odsunął mi krzesło.
Usiadłam, a on napełnił mi kieliszek winem i usiadł naprzeciwko. Nałożył mi i sobie na talerz.
- Cóż za dżentelmen. – powiedziałam.
Ukłonił się.
- Może powinnam była założyć sukienkę…
- Nie… we wszystkim wyglądasz ślicznie, więc nie musiałaś.
- Dziękuję.  – uśmiechnęłam się. – Ale nie zaczynajmy tematu mojego wyglądu.
- Dlaczego?  W ogóle to dlaczego obcięłaś włosy?
Spuściłam wzrok. Co mu powiedzieć?
- Bo lubię je obcinać i zmieniać.
- Ja lubiłem tamte włosy.
- Te ci się nie podobają? – mam nadzieję, że tak, bo mi się podobają.
- Podobają.. tak jak mówiłem we wszystkim wyglądasz świetnie. Może teraz nie będą mi wchodziły do buzi jak będziemy spać. – zaśmiał się.
- Wchodziły ci do buzi? – spytałam zaskoczona.
- Tylko trochę… ale lubiłem się bawić twoimi długimi włosami.
- Tymi też będziesz mógł się bawić.
- Wiem, wiem. 
- Ty musisz obciąć swoje. – powiedziałam biorąc kawałek indyka do buzi.
- Czyżby?
- Tak. Zaraz będą ci wchodzić w oczy.
Też wziął kawałek mięsa.
- Masz rację. Nie chcę mieć grzyweczki. Jak Bieber.
- Ej… on nie jest taki zły.. i nie ma już grzyweczki.
- No wiem, wiem, poznaliśmy go i nie jest taki zły.
- No właśnie. Nie zachowujmy się jak nietolerancyjne dzieciaki. Każdemu należy się szacunek, nieważne jak wygląda i co lubi.
- Wiem.. ale chodziło mi bardziej o fryzurę. Nie chcę grzywki na całe czoło.
- Szczerze? Też nie chcę żebyś taką miał.
Kurde, ten indyk jest przepyszny. Nałożyłam trochę puree i sałatki. Kurde, to jest naprawdę dobre. Nie zrobiłabym czegoś takiego. Kuba powoli jadł i patrzył się na mnie. Calutki czas.
- Co? – spytałam w końcu.
- Co co?
- Dlaczego się tak patrzysz?
- A nie mogę? Jesteś piękna, więc się patrzę.
- Przestań. Nie lubię jak ktoś się na mnie patrzy.
- A to dlaczego? I nie przestanę.
- No bo nie ma na co patrzeć. Czuję się niezręcznie.
- Ale dlaczego? – spytał delikatnie.
- Bo jestem… nie jestem za ładna. I jak ludzie się patrzą  to widzą.
- Masz kompleksy?
Czy je mam? Są OGROMNE. Rzuciłam mu spojrzenie, które wszystko wynikało.
- Nie wyglądasz na osobę z kompleksami.
- Bo o nich nie myślę. Dopiero gdy ludzie się gapią, zaczynam myśleć. Wyobrażam sobie, że jestem idealna i jakoś idzie. W ludziach cenię głównie charakter, więc oczekuję tego samego.
- Nie wiem co powiedzieć… - zaciął się. – Przecież jesteś śliczna.
- Przestań… - spojrzałam na swoje dłonie.
- Nie. Jesteś   p i ę k n a. Dlaczego tego nie widzisz?
- Bo nie jestem. Możemy skończyć ten temat? – spytałam.
- Nie za bardzo. Bo ja tego nie rozumiem. Dlaczego dziewczyny zawsze sobie wmawiają, że są brzydkie i grube?
- Nie jestem gruba. Po prostu jestem brzydsza. Nie jestem jakaś okropna. Trochę poniżej normy.
- I myślisz, że zwróciłbym na ciebie uwagę pod sklepem, gdybyś była „poniżej normy” ?
- Wydawało mi się, że po prostu chciałeś wrócić do domu.
- Bo chciałem… ale przechodziło tam tyle osób.. a ja zwróciłem się do ciebie.
- Boski plan. – wzruszyłam ramionami. – Koniec tematu.
- Nie będzie końca dopóki mi nie uwierzysz. Ja powiem kiedy będzie koniec tematu. – warknął.
Spojrzałam na niego wściekła. Znowu zaczyna. Odruchowo wzrok powędrował na dłonie. Pierścionek. Zauważył na co się patrzę.
- Przepraszam. – powiedział.
Podniosłam wzrok. Jeszcze nigdy mnie tak szybko nie przeprosił. Nie musiałam wstawać, krzyczeć, odchodzić. Nic.
- Po prostu.. ja nie rozumiem dlaczego myślisz, że jesteś brzydka. Jesteś przepiękna. Jesteś  jedną z najpiękniejszych dziewczyn jakie znam.
- Proszę cię…
- Nie. – przerwał mi. – Nie możesz tak źle o sobie myśleć. Prawda jest całkiem inna. Udowodnię ci, że jesteś piękna.
- Niby jak? – spytałam zaskoczona.
Wstał.
- Chodź. – wyciągnął rękę.
Niepewnie wstałam. Wziął mnie za rękę i poprowadził przed wielkie lustro.
- Kuba, nie… - jęknęłam.
Złapał mnie od tyłu i przytrzymał. Cholera. Nienawidzę luster. Nie znoszę. Jego odbicie się do mnie uśmiechnęło. Słodko tak wyglądaliśmy. Uśmiechnęłam się na ten obraz, który zachowałam głęboko w pamięci.
- Patrz. – powiedział.
Wskazał na moje oczy.
- One są piękne. Duże i niebieskie jak ocean. Lubię wodę. Lubię pływać. Lubię widzieć w twoich oczach swoje odbicie. To tak jakby woda odbijała moją osobę. Patrzysz na wszystko z takim optymizmem i miłością. – Wskazał na włosy. – Mimo tego, że je obcięłaś, uwielbiam je. Są takie miękkie i puszyste. Mimo, że lubią włazić mi do buzi, nie smakują bardzo źle.
Uśmiechnęłam się.
- To kocham najbardziej. – wskazał na obraz mnie uśmiechniętej. – Uwielbiam widok, gdy jesteś szczęśliwa. Najbardziej, gdy ja jestem powodem… ale inne też mnie uszczęśliwiają. Lubię być szczęśliwy, a gdy ty jesteś, też jestem. – Wskazał na policzki. – Lubię je. Są słodkie. Szczególnie, gdy się rumienisz. To naprawdę słodkie. – Wskazał na czoło, a ja je zmarszczyłam w zdziwieniu. – O to właśnie. Lubię to, bo dzięki temu wiem, kiedy jesteś zdenerwowana lub zdziwiona. To pomaga, dobrze ukrywasz swoje emocje. – Wskazał na nos… którego najbardziej nienawidzę.  – On jest śliczny. Taki mały, prosty i zgrabny. Bez niego wyglądałabyś dziwnie. Lubię czuć go na policzku, albo na swoim nosie. – Wskazał uczy. – Nawet gdybyś ich nie miała, nie przeszkadzałoby mi to… ale wolę, żebyś mnie słyszała. To ważne. – Wskazał na szyję. – Ją też lubię. Bardzo wygodna.. zresztą jak ramiona. – uniósł palec na ich wysokość. Zjechał nim niżej, na piersi. – One też są fajne.. nie tak ważne, ale jednak, mam nadzieję, że będę mógł je kiedyś lepiej poznać.
Wybuchłam śmiechem.
Wskazał brzuch, który drgał od śmiechu. – On jest świetny. Dobrze wyrzeźbiony. Potrzebujesz go, żeby jeść moje jedzenie.  – Zjechał na pośladki. – One są bardzo fajne. Idealne wręcz. – Niżej, na nogi. – Lubię jak oplatają mnie w pasie. Wygodnie się też na nich leży. – Wskazał na stopy. – Dzięki nim chodzisz po tym świecie, więc trochę im zawdzięczasz. – Złapał moje dłonie. – One też są ważne. Muszą trzymać to i owo.
Nie ma to jak dwuznaczność. To było.. naprawdę… słodkie i kochane to za mało powiedziane. Wszystkie miłe słowa jakie znam, nie oddałyby tego co czułam. Przytulił mnie mocniej.
– Teraz widzisz to tak jak ja. – powiedział. – I zrozum, że jesteś piękna.
Odwróciłam się, zarzuciłam mu ręce na szyje i położyłam głowę na jego piersi. Staliśmy tak nie wiem ile… ale lubiłam się do niego przytulać.
- Wiesz, mógłbym tak stać cały dzień, ale jedzenie stygnie. – przerwał ciszę.
- Nie chce mi się.
Wziął mnie na ręce, a ja oplotłam go nogami. Tak oto poszliśmy do kuchni. Chciał posadzić mnie na moim krześle, ale nie puściłam go, więc usiedliśmy na jednym.
- Czego chcesz? – spytałam biorąc widelec.
- Hmm… ciebie?
Uśmiechnęłam się i pochyliłam się, musnęłam nosem o jego nos i pocałowałam. Gdy chciałam się odchylić nie pozwolił mi na to. Po jakichś dobrych pięciu minutach wreszcie odsunęliśmy się od siebie.
- A teraz? – spytałam.
- Może indyka.
Nałożyłam kawałek na widelec i przyłożyłam mu do ust. Gdy je otworzył szybko zabrałam.
- Tak się bawimy? – spytał rozbawiony.
Próbował złapać buzią mięso na widelcu, ale moja ręka była szybsza, za każdym razem wygrywałam ja. W końcu złapał moją rękę i zjadł.
- No i przez ciebie było zimne. Teraz moja kolej.
- Co? – spytałam rozbawiona.
- Chyba nie sądzisz, że tak się pobawiłaś, a ja się nie odwdzięczę.
Nabrał trochę puree na widelec. Chciał coś powiedzieć, a ja korzystając z okazji szybko zjadłam to co miał na widelcu.
- Co?! – krzyknął zdziwiony. – To nie jest fair.
- Jest. – wystawiłam język. – Gdzie się nauczyłeś gotować?
- Serio chcesz wiedzieć? – spytał zdziwiony.
- Nie, na żarty. Mów.
- No więc po pewnych wydarzeniach w życiu wyjechałem do wujka do Włoszech.. wujka od strony mamy oczywiście. No i on miał restaurację, no i tak jakoś wyszło..
- I dlaczego chcesz zostać prawnikiem, skoro możesz być kucharzem?
- Mmmm.. no bo o to chodzi, że przyjechałem tu do pracy… w restauracji.. i jednocześnie  chcę studiować prawo. Zawsze się tym interesowałem, więc..
- Rozumiem. Więc oboje mamy fajną pracę.
- Tak. Będę pewnie coś przynosił z pracy, to się najesz.
- Na pewno.  Inaczej byłoby z tobą źle.
- Od poniedziałku na uczelnię… nie chce mi się. – powiedział.
- A mi się chce? Od razu powiem: nie.
Uśmiechnął się.
- A są osoby, którym się chce? – spytał.
- Są… i pewnie je poznasz.
- Mam się czuć zaszczycony.
- No, a jakżeby inaczej. - powiedziałam.
- Ale mnie zaszczyt kopnął.
Uśmiechnęłam się. Rozległ się dzwonek mojego telefonu. Uśmiech Kuby zgasł.
- Halo? – odebrałam.
- Hej Monia. – mama do mnie zadzwoniła.
- Posłuchaj, ja przepraszam, że dzwonię tak późno, nie chodzi mi o godzinę, ale Łukasz się żeni w następnym tygodniu i kazał ci przekazać, a ja głupia zapomniałam.. i nie wiem co mu powiedzieć.
- Poczekaj chwileczkę. – powiedziałam i zakryłam słuchawkę ręką.
- Chcesz jechać na weselę w następną sobotę? – spytałam Kuby.
Wyglądał na zaskoczonego. Kiwnął głową a zgodę.
- Dwa miejsca. – powiedziałam mamie. – Pogadamy później, ok? – spytałam wyprzedzając jej pytanie.
- Jasne, jasne, zabezpieczajcie się tylko. – powiedziała.
- Mamo… muszę kończyć, pa. – powiedziałam.
- Pa. Kocham cię. – powiedziała szybko.
- Ja ciebie też. – powiedziałam i rozłączyłam się.
Kuba wyglądał na rozbawionego. Wiem czym.
- Ani słowa. – powiedziałam.
- Twoja mama sprawia wrażenie fajnej. – uśmiechnął się cwaniacko.
- Bo jest. – powiedziałam. – Będziesz miał okazję ją poznać. Współczuję ci…
- Czemu?
- Przejdziesz przesłuchanie taty i moich kochanych sióstr.
- Bardzo się z tego cieszę.
- Zobaczymy jak będziesz się cieszył. Umiesz tańczyć?
- Naprawdę wcale we mnie nie wierzysz.
- Wiem… Przykro mi, życie. – powiedziałam wzruszając ramionami.
- Możemy iść na imprezę jak chcesz.. pokażę ci jak się tańczy.
- Kiedy?
-Teraz.
- Dobra. – odpowiedziałam. – Daj mi pół godziny, przygotuję się.
- Ok.


***


- Jedziemy? – spytał.
- Płyniemy.. tak jedziemy. – roześmiałam się.
Samochód ruszył. Pojechaliśmy do jednego z najlepszych klubów w Londynie. Weszliśmy i od razu rozpoznałam bity płynące z głośników.
- To David Guetta! – krzyknęłam z niedowierzaniem do Kuby. – Uwielbiam go!
- To świetnie! – przekrzyknął muzykę. – Będziesz dobrze tańczyć!
Ja ci pokażę. Wyszliśmy na sam środek parkietu. Zaczął remiksować jedną z moich ulubionych piosenek: Rest Of My Life, którą nagrał z Usherem i Ludacrisem. Kuba złapał mnie i przycisnął do siebie. Zaczęliśmy tańczyć. Nie powiem, dobrze mu szło. Nie spodziewałam się tego po nim. Chociaż musiał mieć wyczucie rytmu, przecież gra na perkusji. Zaczęliśmy coraz odważniej tańczyć. Ludzie patrzyli na nas. Dziewczyny z zazdrością… to dziwne.. dlaczego miałyby być zazdrosne. Spojrzałam na ich chłopaków. Wszystko stało się jasne – nie potrafili tańczyć. Biedulki. W pewnym momencie piosenka zmieniła się na Play Hard . O tak, umiem tańczyć identycznie jak dziewczyna w teledysku.
- Pokaż co potrafisz. – powiedział Kuba i odsunął się, jakby czytał mi w myślach.
Zaczęłam się ruszać identycznie jak dziewczyna. Oczy wszystkich skierowały się na mnie. Ughh… dlaczego? Nie muszą się tak gapić. W końcu miałam dosyć i przyciągnęłam Kubę do siebie.
- Nieźle sobie radzisz. – powiedział i musnął swoimi ustami moje.
- KUBA?! – usłyszałam jakiś piskliwy głos za plecami.
- Kurwa… - powiedział cicho.



____________________________________________

Miło by było gdybyście komentowali. : )



INSPIRACJE:

Beyonce - Flaws And All
Beyonce - That's Why You're Beautiful
Paramore - Monster
Kings Of Leon - Closer

sobota, 18 maja 2013

XX

Przysięgam, że jeśli położy na mnie rękę, tak zmasakruję mu twarz, że nawet własna.. własny ojciec go nie pozna. Ale on wsadził mi rękę we włosy i mnie pocałował. 
DA FUCK?
Nie no ok, to jest bardzo normalne, wcale nie chciał przelecieć jakieś tępej laseczki, wcale nie jest pijany i wcale nie chcę go całować. Smakował whisky. Ciekawe ile wypił.
- Widzisz, jak chcesz to potrafisz być zazdrosna. - powiedział. - Monika jednak nie jest taka opanowana i zdystansowana. 
On ma racje miałam się zdystansować. Wyrwałam mu się i odwróciłam by odejść, ale on znowu złapał moją rękę i stanęłam z nim twarzą w twarz. No prawie, bo jak zwykle byłam niższa. 
- Przecież wiem, że tego chcesz. Odgoniłaś mi dziewczynę to teraz ją zastąp. - powiedział. - Będzie fajnie, będziesz miała co opowiadać.
- Czy ciebie pojebało już do reszty? - spytałam.
W K U R W I Ł   M N I E.
- Nie. Większość dziewczyn będzie ci zazdrościć.
Roześmiałam się.
- Już mi zazdroszczą... i ty nie jesteś mi w tym potrzebny.
Znowu się odwróciłam, a on pociągnął mnie za rękę.
- Mówię poważnie. Masz mi się suko odwdzięczyć, bo odgoniłaś tą dziwkę.
- Ja też mówię poważnie... ODPIERDOL SIĘ KURWA ODE MNIE!
Uderzyłam go w twarz. Od razu wytrzeźwiał. 
- I nie waż się nawet ze mną kontaktować. - syknęłam i poszłam szybkim krokiem w kierunku mojego domu.
- Monika! - krzyknął.
Podniosłam rękę, gestem, żeby się nie odzywał.  Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach. Więc taki był? Jezu, jaka ja byłam głupia, Jezu błagam wybacz mi i uchroń od wszelkich facetów na tej ziemi. Poczułam rękę na moim ramieniu.
- Zost.. - warknęłam.
- Przepraszam. - przerwał mi i mnie przytulił.
Próbowałam mu się wyrwać, ale był za silny. To jest jakaś paranoja. Łzy zaczęły szybciej spływać mi po policzku.
- Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. Kiedy jestem wstawiony i wkurzony... to lepiej się nie zbliżać.
- Kurwa mać, przychodzę do ciebie o 23, tylko dlatego, że do mnie dzwoniłeś, bo chcesz " o nas porozmawiać ", a ty zabawiasz się z jakimiś laskami? To nie jest normalne. a czegoś takiego nie toleruję i chcę żebyś mnie puścił.
- Nie.
- No kurwa.
- Nie przeklinaj tak.
- Ciekawe jak inaczej mam wyładować moją złość? Bo ja nikogo nie biję i z nikim się nie umawiam na jednorazowy seks.
Rozluźnił uścisk.
- Puść mnie. Zrozum, że z każdym dniem coraz bardziej mnie do siebie zniechęcasz.
- Zrozum, że jestem nieznośny, bo powiedziałaś, że nie chcesz ze mną być.
- Zrozum, że to nie ma nic do rzeczy, bo powinieneś żyć dalej, nie jestem jedyną dziewczyną na świecie.
- Zrozum, że jesteś jedyną, której chcę.
- Jakoś dziwnie to pokazujesz.
- Wiem... muszę nad sobą pracować...
- Mam nadzieję, że jakaś dziewczyna ci w tym pomoże. Bo ja nie daję rady. Psychicznie. Myślałam, że dam... ale nie daję rady. Nie umiem. Znajdziesz kogoś lepszego.
- Nie chcę nikogo innego. - warknął.
- Tylko tak ci się wydaje.. też miałam takie omamy, nie raz i nie dwa.
- Czy ty jesteś aż taka głupia, czy po prostu nie chcesz zrozumieć? JA CIĘ KOCHAM.
Niby tylko dwa słowa. Dwa głupie słowa, z ust nieznośnego faceta. A ile dają radości i niepewności zarazem. Ten idiota mnie kocha. Rzadko to słyszę od facetów. Wszystkim dawałam od razu do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana. Rzadko byłam zainteresowana. Bardzo rzadko. Wystarczył jeden dupek na mojej drodze by całkiem zdystansować się wobec miłości. Byłam szczęśliwa. Chociaż może nie byłam? Może to było tylko złudzenie? Szczęśliwa byłam wtedy, kiedy byłam z Kubą. Ten głupi idiota namieszał w moim życiu. Nie powinien był tego robić. On nie jest chłopakiem dla mnie. Mógł się w ogóle nie pojawiać. Nie musiałabym wtedy podejmować takich decyzji.
- Kuba... czy ty tego naprawdę nie widzisz? Nie zauważasz? Nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Co chwile staje nam coś na przeszkodzie. Ja nie chcę tak żyć. Nie mam zamiaru tak żyć. Właśnie się dowiedziałam, że jestem suką oraz że gdy jesteś zły lub rozczarowany znajdujesz sobie panienkę na jedną noc. Nie chcę takiego Kuby.
- To jest trudniejsze, niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Zmiana. Musiałbym przestać robić to, co zawsze robiłem. A to jest naprawdę trudne. - powiedział.
- Wiem. I dlatego nie chcę,  żebyś się zmieniał. Co to byłby za związek? Nie kochałabym wtedy prawdziwego ciebie, tylko osobę, którą byś był po zmianie. 
- Jesteś niemożliwa. Najpierw chcesz, żebym się zmienił, a teraz nie?
- Nigdy nie chciałam żebyś się zmieniał dla mnie. Mówię teraz, że nie mogę być z tobą. Głównie przez to jaki jesteś. Więc po prostu rozstańmy się, pójdźmy własną drogą i tyle.
- Zrozum durna kobieto, że takiego wyjścia nie chcę?!
- Myślisz, że ja chcę?! - wybuchłam. - Oczywiście, że nie! Ale życie zmusza nas do podejmowania działań, na które nie mamy ochoty. Po prostu. Odkąd się pojawiłeś mam same problemy. TY JESTEŚ PROBLEMEM. Nie wiem co mam robić, mówić, myśleć. Nie wiem czego chcę. Nigdy tak nie miałam, dlatego wolę wrócić do poprzedniego stylu życia. Bez mężczyzn. Spokojne, normalne, bezproblemowe życie.
- Nie chcesz tego.
- Czyżby?
- Gdybyś tego chciała, nie przyszłabyś do mnie, nie odgoniłabyś tej laski i nie rozmawiałabyś ze mną teraz.
- No tak się składa, że innego wyjścia nie mam, bo jesteś za silny.
Poczułam wibrację klatki piersiowej, gdy się śmiał.
- Naprawdę chcesz mnie zostawić? Zapomnieć o mnie? Równie dobrze mogłaś tego nie zaczynać.
- A skąd miałam wiedzieć jaki jesteś? Spróbowałam, nie wyszło, tak się dzieję. Już dawno zdecydowałam, że to koniec. Ale ty, postąpiłeś najgorzej jak mogłeś... Zamiast..
- Możemy do tego nie wracać? - przerwał mi. 
- Nie, nie możemy. Bo pogorszyłeś tym sprawę. Zachowałeś się beznadziejne. Obiecałam ci, że gdy coś mi się stanie...
- Ale nic ci nie jest. Powiedziałaś, że jak coś ci się stanie to zakończysz wszystko... ale ty to zrobiłaś zanim coś ci się stało.
- I lepiej! Bóg wie, co możesz mi zrobić...
Poczułam jak sztywnieje.
- Nic.Ci.Nie.Zrobię. - podkreślił każde słowo. - A na pewno nie dam ci odejść. Wy, baby, macie jakiś dziwny nawyk robienia rzeczy, których nie chcecie.
- Bo myślimy realistycznie. Pocierpię, ale potem będę szczęśliwa. Tak samo będzie z tobą.
- Nie sądzę. Przestań zaprzeczać własnemu sercu i po prostu ze mną bądź.
- KURWA, CHCIAŁEŚ PRZED CHWILĄ PÓJŚĆ DO ŁÓŻKA Z JAKĄŚ BYLE JAKĄ DZIEWCZYNĄ! NAZWAŁEŚ MNIE SUKĄ! PRAWIE ROZWALIŁEŚ MI GŁOWĘ! STRACIŁAM PAMIĘĆ, A TY MNIE OKŁAMAŁEŚ! Tyle rzeczy spieprzyłeś....
- Nie jestem idealny. Nie musisz mi mówić teraz.. zastanów się porządnie czy tego chcesz. 
- Kuba, mówiłam już...
- Zastanów się nad tym. Nie wiem czy chcesz rzucić mnie pod wpływem impulsu.
Chyba nie chcę... Pocałował mnie w czubek głowy i rozluźnił uścisk.
- Dostanę buziaka? Bo jak ma to być ten ostatni...
- Nie. - przerwałam mu, szybko wyplątałam z jego objęć i ruszyłam w stronę domu.
Czułam jego wzrok na sobie. Spadaj Koron. Nie mam pojęcia co mam zrobić. To był taki dobry wieczór, a on znowu zrobił mi mętlik w głowie. Która to godzina... Wpół do drugiej. No ok, mam jeszcze wolne. Dopiero czwartek.. to znaczy już piątek. O 13 do Kate. Idę spać.. nie mam zamiaru się z tym męczyć. Nie dzisiaj.




***


Obudziłam się w środku nocy. Nawet we śnie mnie prześladuje... " Zastanów się " . Ja nie wiem co zrobię. Nie mam pojęcia. Z jednej strony go potrzebuję...a z drugiej to nie chcę go znać. 
- Uggghhhhh. - stęknęłam i uderzyłam w poduszkę.
Chcę spać. Zamknęłam oczy. CHCĘ SPAĆ.



***


Obudziły mnie promienie słoneczne. Bolały mnie plecy i nie spałam za dobrze. Spojrzałam na zegarek. Po 11. super. Szybko wstałam, wzięłam prysznic, zjadłam coś i wyszłam do samochodu. Gdy dojechałam na miejsce była za pięć 13. Akurat.
- Jak tniemy? - spytała, gdy siadłam na fotelu.
- Krótko.
- Kocham to. - powiedziała i zabrała się do roboty.


***


- I jak? - spytała Kate.
- Jest zajebiście. - stwierdziłam z podziwem.
Z czegoś takiego:http://data.whicdn.com/images/61856398/large.jpg ( identyczne, nawet kolor) NA TO: http://data.whicdn.com/images/57412492/tumblr_mkpefyoMAt1rcd6bdo1_500_large.png ( kolor taki jak wcześniej był )
- Też mi się podoba - powiedziała. - Lubię, że mogę ci zawsze obciąć włosy na krótko.
- Też to lubię.
Zadzwonił mi telefon. Nie zdążyłam spojrzeć na wyświetlacz, od razu odebrałam.
- Halo?
- Hej... - zaczął niepewnie Kuba.- Nadal jesteś zła?
Nagle cała złość mi wróciła.
- Tak. - odpowiedziałam oschle.
- To źle... spotkaj się ze mną.
- A gdzie maniery?
- Proszę.. błagam, spotkaj się ze mną.
Kate słyszała wszystko. Patrzyła się na mnie jak na obrazek. Nic nie wiedziała.. o nim.. o kłótni... w ogóle o sytuacji. Powiedziała bezgłośnie "Zgódź się". Gdybyś tylko wiedziała...
- Dobrze.. - powiedziałam niechętnie. - Gdzie i kiedy?
- U mnie, za dwie godzinki? Przyjdę po ciebie.
- Nie trzeba.. nie będzie mnie wtedy w domu. Przyjadę samochodem.
- Będziesz z kimś? - spytał ostro.
- Tak, owszem. Przyjadę za dwie godziny, pa.
Nie dałam szansy mu odpowiedzieć i natychmiast się rozłączyłam.
- Kto to? Co jest grane?
Szybko streściłam jej wszystko. Ploteczki u fryzjerki, nie ma co. Przyjaźniłam się z nią, była niewiele starsza.
- Trochę poplątane.. ale nadal się stara... u mnie tylu facetów się poddało, gdy zaczęłam wymagać, gdy zaczęły się kłopoty. Znacie się tak krótko, a on naprawdę się stara. Chce ci pokazać, że mu zależy. Musicie trochę porozmawiać. Dużo rozmawiać. Nie możesz go winić za jego psychikę... to się kształtuje samo, wszystko wpływa na psychikę. Jednak on, nie może się ciągle nią usprawiedliwiać. Musi się zmienić... ale nie da się zmienić szybko. Musisz go wspierać.. wiesz.. on musi wiedzieć, że ma po co się zmienić. Dlatego, gdy go zostawiłaś, znowu zaczął imprezować, podrywać dupy. Mówił, że tak robił. Gdy z nim byłaś, nie robił tego.
- Masz rację. Nie powinnam się chyba tak wściekać.. chociaż z drugiej strony on mnie uderzył. Nie raz. To nie jet normalne.
- Monika, patologiczna rodzina ma ogromny wpływ na jego zachowanie. Założę się, że chciał uderzyć cię o wiele więcej razy niż to zrobił. Ty może tego nie widzisz, ale pewnie nie raz się powstrzymuje.
Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Ona mądrze mówi. Chociaż z drugiej strony.. to jest takie popieprzone. Nie ogarniam tego... i nikomu nie życzę takich rzeczy.. takich wydarzeń.. i takiej niepewności.
 - Dzięki za włosy i za radę. - powiedziałam uśmiechając się. - Dałaś mi do myślenia.. ale muszę już lecieć.
- Pa. - powiedziała z uśmiechem.
- Pa. - odwzajemniłam uśmiech.
Wsiadłam do samochodu i pojechałam do TESCO.


***


Dobra... zakupy zrobione, włosy zrobione, paznokcie też zrobione. Ile mi to zajęło? Półtorej godziny. Akurat. Pół godziny powrót i jestem w domu. Jechałam podśpiewując piosenki z radia. Nie miałam pojęcia co myśleć. Nie miałam pojęcia co robić. Jak zwykle wszystko pójdzie spontanicznie. Ughh... No i dojechałam. Ciche westchnienie wydało się z moich ust. Dam radę. Jestem silna. Zależy mu, więc nie spieprzy. Przynajmniej mam taką nadzieję. Wyszłam z samochodu. Nagle Kuba pojawił się przede mną.
- Z kim byłaś? - spytał od razu.
- Cześć, też miło cię widzieć, nie sądzisz, że mamy dziś świetną pogodę? - powiedziałam sarkastycznie.
- Lubisz mnie denerwować?
- Może.
Wypuścił głośno powietrze. Powinnam przestać.. ale nie mogłam. Nie umiałam.
- O czym chciałbyś porozmawiać?
- To chyba oczywiste...
- No dla mnie nie. Pamiętasz, co się wczoraj działo, prawda?
Przełknął głośno ślinę.
- Więc po co chcesz ze mną rozmawiać? Dałeś mi jasno do zrozumienia...
- Przestań do cholery mówić za mnie i wyobrażać sobie różne rzeczy. Nie wiesz co myślałem, chciałem zrobić.
- Powiedziałeś mi.. więc chyba wiem.
- Nie wiesz! Zrozum, że nie wiesz wszystkiego. Wymyśliłaś coś sobie i się tego trzymasz. I jednak wolałbym porozmawiać o tym bez świadków.
Rozejrzałam się. Osoby, które nas mijały, patrzyły się na nas.
- Też bym wolała.
Poszliśmy do jego mieszkania. Usiedliśmy na kanapie. Nastała cisza. Nie miałam zamiaru się pierwsza odzywać. Ma mi wszystko wytłumaczyć sam z siebie.Nie wiem ile tak siedzieliśmy. Ja oglądałam ptaki za oknem. 
- Wiem jak to wyglądało.. - zaczął. - I wiem jakby to się skończyło... jestem wdzięczny, że ją odgoniłaś... i przepraszam, że byłem taki.. byłem taki.. zachowałem się jak..
- Popierdolony dupek. - wtrąciłam.
- Tak. Staram się zmienić.. naprawdę. Dla ciebie.. bo mi zależy. Chcę żebyś to wiedziała. Dajesz mi motywację. Dla ciebie chcę być lepszy. Nikt nie miał wcześniej na mnie takiego wpływu. Chcę po prostu opanować agresję. Nie chcę być taki jak mój ojciec. Brzydzę się nim. To dlatego.. przez to, że nie chciałaś ze mną być.. przez to tak się zachowałem. Bez ciebie raczej się nie zmienię... nie wiem czy w ogóle się zmienię. Chciałbym.. ale chciałbym żebyś mnie kochała i tak... żeby ci na mnie zależało tak po prostu. Dwie osoby, które mnie kochały.. opuściły już ten świat... Teraz tylko ty pokazałaś, że potrafię być dobry. Po ich śmierci nikt mi nie pokazał, że coś znaczę. Nikt. Nie chcę cię bić.. nie chcę nikogo bić.. ale po prostu nie umiem tego nie robić... jeśli nikomu na mnie nie zależy. Ja po prostu...
Przerwałam mu. Podeszłam, usiadłam mu na kolanach i pocałowałam. On się tak przede mną otworzył.  Przytuliłam go. Położyłam moją głowę na jego klatce piersiowej. Mam w dupie co jest w stanie mi zrobić. Wiem, że umiem to powstrzymać.. a skoro w tak krótkim czasie zaczęło mi zależeć... to coś musi być na rzeczy. Chyba go kocham. To zdanie mnie przeraża... ale taka jest prawda.
- Czyli wszystko w porządku? - spytał.
- Nie, tak tylko ci siedzę na kolanach, zaraz wyjdę. - zaśmiałam się.
Odprężył się. Poczułam to.
- Bo wiesz... mam dla ciebie niespodziankę...
- Hmm? - odsunęłam się trochę.
Sięgnął do kieszeni. Wyjął pudełeczko i mi je podał. Otworzyłam. Pierścionek... PIERŚCIONEK?! CO?!



_________________________________________________________________________

Przepraszam: dużo pracy miałam i nadal mam. : )

INSPIRACJE:
Demi Lovato - In Case
Demi Lovato - Nightingale
Kings Of Leon - Sex On Fire
Kings Of Leon - Closer
Fya ft. Smujji - Must Be Love
Beyonce ft. Andre 3000 - Back To Black

środa, 15 maja 2013

XIX

- Co ty tu robisz? - spytałam zaskoczona.
Kuba stał i wpatrywał się we mnie.
- Woww... dobrze wyglądasz. - powiedział lustrując mnie.
Spojrzałam na niego. Miał rozczochrane włosy i pomiętą koszulkę, ale nadal wyglądał seksownie. Jak on to robi?
- Ty też. - odpowiedziałam.
Roześmiał się.
- Serio? Dopiero wstałem z łóżka.
Spał?
- I przyszedłeś do mnie?
- Tak.. widzisz.. nie wszystko jest dla mnie jasne...
- Możemy porozmawiać o tym kiedy indziej? - przerwałam mu.
Spojrzałam na zegarek. Tim zaraz po mnie przyjedzie.
- Aaaa... jesteś umówiona. Całkiem szybko.
- Słucham?
- No cóż, wyjdziemy jutro na kawę, wpadnę po ciebie o 17. Pogadamy o tym i tamtym.
- Jest tylko mały problem, bo nie pijam kawy.
- To na herbatę. - warknął. - Pa.
Wyszedł. Co to było? Wszedł kazał mi iść z nim na kawę ( lub herbatę ) i wyszedł. To nawet nie wyglądało jak dialog. To było dziwne. Ktoś zadzwonił  do drzwi. Nie chcę myśleć o Kubie. Chcę zapomnieć, że mi na nim zależy. Znowu nabrać dystansu. Poszłam otworzyć drzwi. 
- Hej. - powiedział Tim.
- Cześć. - odpowiedziałam.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się. - Powiesz mi gdzie jedziemy?
- Hmm.. nie. - powiedział uśmiechając się.
- No ok.. a jeśli bym zrezygnowała? - spytałam.
- To byś żałowała.
- Tak mówisz?
- Mhmm..
- No dobra.
Wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy bez słowa. Co on planował? Nie mam pojęcia. Nic nie wpadło mi do głowy. 
- Powiedz, jakiej muzyki słuchasz? - wyrwał mnie z rozmyślań.
- Hmm.. mój gust muzyczny jest tak bardzo zróżnicowany... Zaczynając od Beyonce, przez One Direction do Rolling Stones'ów. A co?
- Rapu słuchasz?
- Oczywiście. Z Brytyjskich raperów przodujecie ty i Tinie Tempah. 
- Miło mi to słyszeć. 
- Nie powiesz gdzie jedziemy?
- Nie.
- Ughhhh....
Uśmiechnął się. Ja wyjrzałam przez okno. Wjeżdżaliśmy do centrum miasta. Gdzie on mnie zabieraa? Jestem jak małe dziecko. 
- Już. Wysiadamy.
Rozejrzałam się. Jakaś duża hala przed nami. Weszliśmy do środka. Korytarz. Długi korytarz.  Przeszliśmy cały i weszliśmy w drzwi po prawej stronie. Zobaczyłam ogromną salę. W oczy rzuciła mi się scena. A na niej Tinie Tempah. 
- Trzeba to powtórzyć. - powiedział do kogoś.
- O.MÓJ.BOŻE. - tyle udało mi się wydusić.
Lab się uśmiechnął.
- Ooo wreszcie jesteś! - krzyknął Tinie. - Musimy ćwiczyć na ten festiwal. A co to za młoda dama?
Roześmiałam się.
- Bez przesady, taka młoda to ja nie jestem. Monika, miło mi.
- Tinie..
- Wieeem! Uwielbiam cię! - przerwałam mu. - Przepraszam.. - zrobiło mi się głupio.
- Spoko, przywykłem. - uśmiechnął się.
- Gdzie reszta ludzi? - spytał Tim.
- Backstage. Rozgrzewają się. - odpowiedział Tim.
- Little Mix dopiero za pół godziny przyjedzie.
Little Mix? Perrie? I Jade? I Leigh Anne? I Jess? Super. 
- Ale one są przed nami.. ktoś musi zaśpiewać ich piosenkę.
- Ja mogę. - powiedziałam zanim zdążyłam pomyśleć. - To znaczy... znam ich wszystkie piosenki.
- Wystarczą tylko 3. DNA, Wings, How Ya Doin'? bo tylko te mają zaśpiewać. To będzie festiwal. Byłoby super jakbyś zaśpiewała. Musimy robić wszystko zgodnie z grafikiem. 
- Tylko, żeby nie było, nie jestem zawodową piosenkarką.
- Spokojnie, to tylko zabawa. - powiedział.
- No okok... - odpowiedziałam.
- Zaczniemy DNA, później Wings, a potem How Ya Doin'?
- Ok.
Wgramoliłam się na scenę, wzięłam mikrofon i usłyszałam pierwsze dźwięki DNA. W co ja się wpakowałam? No dobrze, zabawmy się. Zaczęłam śpiewać, wczułam się jak nigdy. Gdy piosenka się skończyła, otworzyłam oczy i usłyszałam ogromne brawa. Nawet nie wiedziałam, że są zamknięte. Zobaczyłam Beyonce, Jaya- Z, Ritę, Cher Lloyd, Example, Eda Sheerana, One Direction, B.o.B., Kaynego Westa i Little Mix.
- Bo nam jeszcze zgarniesz fuchę! - krzyknęła Perrie.
- No bez przesady... - powiedziałam. Myślałam, że jest tu tylko Lab i Tinie. - Już możecie śpiewać.
- Tak, laski idziemy. - powiedziała Jade.
Wszystkie weszły na scenę i zaczęły występ. Ja pogadałam sobie troszkę z chłopakami, poznałam Cher ( ona jest strasznie kochana ), porozmawiałam z Beyonce i Jayem, później z Kaynem i Ritą. Ogólnie ze wszystkimi. Wreszcie pogadałam z Labem po jego próbie.
- Nie wiedziałem, że ich wszystkich znasz. - powiedział.
- Aa... była kiedyś taka jedna domówka.. no i tak jakoś oni znali kogoś i ja też go znałam i tak wyszło.
- Jak ci się podoba? - spytał.
- Jest super, dziękuję. Nigdy bym się nie spodziewała, że zabierzesz mnie tutaj. Uwielbiam ich wszystkich. Uwielbiam muzykę.
 - A kto nie uwielbia?
- Nie wiem. Są tacy ludzie.
- CZAS NA BEYONCE! - krzyknął ktoś.
-Obejrzymy? - spytałam. - Uwielbiam ją.
- Jasne, też ją kocham.
Zaczęła Grown Woman, później Single Ladies, potem Diva... No właśnie... tak to wyglądało: https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=zCJRp5S25eQ każdy śmiał się tak głośno, a ona dalej kontynuowała. Podziwiam tą kobietę, ja bym stała i się śmiała sama z siebie. A ona dalej tańczyła, dokończyła piosenkę, zaśpiewała Halo i zeszła ze sceny. Kocham ją.
- Co to miało być? To był kompletny brak profesjonalizmu! - krzyknęła.
- Przepraszamy, ale człowiek od świateł źle się poczuł.  - ktoś do niej podszedł.
- Mam nadzieję, że nic mu nie jest. - powiedziała zmartwiona.
- Nie, już wszystko w porządku. 
- Świetnie.  - odpowiedziała.
- CZAS NA RITĘ! - znowu rozległ się głos mężczyzny.
Zrobiła świetny show. 
- Nie jesteś głodna? - spytał Lab po 30 minutach.
- Nie.. chociaż.. są tu może sałatki? - spytałam.
- Może być z kurczakiem? - spytał.
- No ba.
Poszliśmy do barku, dał mi sałatkę. Była pyszna. Wróciliśmy i obejrzeliśmy do końca.  Wyszliśmy ok. 22.
- Jak ci się podobało? - spytał, gdy wsiedliśmy do samochodu.
- Już mówiłam, że było świetnie. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję ci bardzo, nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. 
- To się cieszę. Tak wygląda większość mojego życia. - powiedział z uśmiechem.
- Zazdroszczę. - powiedziałam. - Chociaż nie mogę narzekać na moje życie. 
- No więc nie masz czego zazdrościć. Każde życie jest inne. - powiedział.
- Wiem i cieszę się z tego. Nie wytrzymałabym gdyby wszystko było takie same.
Dojechaliśmy pod mój dom w 15 minut, ciągle rozmawiając. Mogłabym się z nim przyjaźnić, jest przesłodki.
- Jesteśmy. Odprowadzić cię? - spytał.
- Nie trzeba, to tylko przejście przez ulicę.
- Ok.
- Dziękuję za wszystko. Świetnie się bawiłam i zapomniałam o wszystkim. - powiedziałam, przytuliłam go i wyszłam z samochodu. Weszłam do domu i zauważyłam telefon na stole. Jejku, nawet go nie wzięłam. Wzięłam go do ręki i odblokowałam. Dwa nieodebrane połączenia i sms. Od Kuby.
- Przyjdź do mnie, to nie może czekać do jutra.
Spojrzałam na zegarek. 23. Nie tak późno. Wyszłam z powrotem. Już byłam pod jego domem, gdy zauważyłam go. Nie był sam. Zmrużyłam oczy. Był z jakąś dziewczyną. Złapał ją za tyłek, a ona wybuchła śmiechem. CO TO KURWA MA BYĆ?! Zanim zdążyłam pomyśleć, podeszłam do niego i krzyknęłam:
- I TO NIBY JA JESTEM SZYBKA?
- O cześć Moniu. - powiedział. 
On jest wstawiony. Spojrzałam na tą głupią laskę. Ona tak samo.
- Lepiej idź do siebie, idiotko. - powiedziałam stanowczo.
- Ja nigdzie..
- JUŻ! - przerwałam jej.
 - Ok, nie drzyj się.. Co za baba... - powiedziała i odeszła.
- Co ty kurwa zrobiłaś? - warknął Kuba.
- Pytanie co ty chciałeś zrobić?!
- Poczytać książkę, a jak myślałaś. - roześmiał się.
- Ty dupku... i co chciałeś ze mną omówić? " To nie może czekać do jutra " - roześmiałam się. - Jak dobrze, że cię zostawiłam. Nie jesteś niczego wart.
Złapał mnie mocno za rękę. Cholera. 
- Co powiedziałaś? - warknął.
- Nie. Jesteś. Niczego. Wart. - podkreśliłam każde słowo.
Mocniej ścisnął uścisk. Podniósł rękę. Kurwa, on mnie uderzy.

sobota, 11 maja 2013

XVIII

Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Znowu w białej czystej sali. Znowu urządzenia popikywały, denerwując mnie. Nagle do pomieszczenia wparował Kuba.
- Mówiłem żebyś się schyliła... - powiedział starając się opanować.
- Dlaczego jesteś na mnie wściekły? - warknęłam. - Byłam tyłem do boiska nic nie widziałam.
- Jestem wściekły na siebie, nie ciebie.
- No to na mnie nie warcz. W ogóle dlaczego ja gdziekolwiek z tobą wyszłam?
- Bo chciałaś wyjść na spacer?
Jestem zdezorientowana. Miałam to wszystko zakończyć, a wyszłam z nim na spacer?
- Nie mów, że znowu straciłaś pamięć.
- Nie... Po prostu nie rozumiem dlaczego z otbą wyszłam.. po twojej furii.. rzucaniem wszystkim..
Kuba otworzył szerzej oczy.
- Co? - spytałam.
Nagle wszystkie wspomnienia przeleciały mi przed oczami. Wszystkie.
- JAK MOGŁEŚ?! - krzyknęłam. - Powiedziałeś, że spadłam ze schodów?! Do końca cię pojebało?!
- Nie zaczynaj tutaj.
- A gdzie?! Jak mogłeś...
- Posłuchaj.. Okłamałem cię.. bo nie chciałem żebyś odeszła. Zrozum.
- KURWA MAĆ DOSTAŁAM OD CIEBIE DONICZKĄ W GŁOWĘ!
- To przecież nie było zamierzone...
- No to co? Zrobiłeś mi krzywdę. Myślisz, że mogłabym być z kimś, kto może zrobić mi krzywdę? Nie obchodzi mnie, czy specjalnie, czy nie.
- Ale to tylko krzywda fizyczna... Pomyśl o tej psychicznej.... gdy odejdziesz.
- Potrwa tylko chwilę. Umiem się szybko pozbierać. A co gdybyś mnie wtedy zabił? Co z tego, że to nie specjalnie? Tylko "ból fizyczny". Jesteś niepoważny.
- Wiem... ale ja po prostu nie chcę...
- Wiesz, żeby coś wyszło, to raczej oboje byśmy musieli chcieć. - przerwałam mu. - Ja tak nie za bardzo mam ochotę wiesz? Pokazałeś mi już co potrafisz.. i szczerze, tak jakoś mi to wszystko obrzydziło.
- Wiem, że tego nie chcesz.
- Czyżby?
- Chcesz mnie ochronić od cierpienia. Od wspomnień mnie już nie ochronisz, ale odejściem zranisz mnie jeszcze bardziej.
Skąd on to wie? Musiałam gadać przez sen.
- Nie szantażuj mnie. Mam w sobie coś takiego, że chcę ochronić każdego... więc ten argument mnie nie przekonuje. Chciałabym ci ufać. Tylko tego tak naprawdę bym chciała... ale ty w każdej chwili możesz dostać furii i mi coś zrobić.. obiecałam, że spróbuję. Spróbowałam i nie wyszło, przykro mi, uwierz mi, bo mi też zależało... ale to widocznie nie jest nam dane. Znajdziesz sobie jeszcze kogoś. - na tą myśl zrobiło mi się smutno.
Cóż, takie życie.
- Nie rozumiesz, że ja nie chcę kogoś innego?
- Rozumiem, ale to przejdzie.
- Tego chcesz? - spytał z niedowierzaniem.
- Tak. I proszę cię, wyjdź już.
Popatrzył się na mnie.Widziałam gniew i smutek w jego oczach. Ughh.. nie utrutniaj mi tego. Po prostu wyjdź, tak będzie lepiej. Wstał, pochylił się, pocałował w czoło i wyszedł.
C O    T O    B Y Ł O?
Nie miałam zamiaru płakać. Ale łzy same napłynęły mi do oczu. Koniec. Zrobiłam to. Zachowałam się trochę jak zimna suka.. ale jak miałam to zakończyć? "Kocham cię, ale to koniec. Nie martw się nadal mi na tobie zależy i nie chcę tego robić, ale tak być nie może"? . NIE. Trzeba to było zakończyć szybko. Bez użalania się. Tak będzie lepiej. Przynajmniej mam taką nadzieję. Zadzwonił mój telefon.
- Halo? - odebrałam, starając się opanować.
- Możesz powiedzieć, jak ty to robisz, że już drugi raz w tym tygodniu jesteś w szpitalu? - Liam.
Super.Czas na wywiad.
- Hm... no tak to jest, gdy się idzie z głową w chmurach, a obok grają dzieci.
- Co? - nie zrozumiał. - A tak w ogóle, jesteś na głośnomówiącym. - dopowiedział.
- Zawsze jestem. - zaśmiałam się. - Szłam przez park, obok dzieci grały w piłkę no i dostałam piłką w głowę.
- Tylko? - spytał Niall. - To przecież nic takiego.
- Gdyby nie to, że była zaraz po uszkodzeniu idioto. - powiedział Zayn.
- Ale to były dzieci.. piłka kopnięta przez dzieci nie jest zazwyczaj bardzo szkodliwa. - bronił się Niall.
- Szkodliwa? - zaśmiał się Lou. - Chyba użyłeś nie tego słowa co trzeba.
- Niebezpieczna. - poprawił go Liam.
- Nie przeszkadzam? - spytałam.
- A,no tak, przepraszamy. - powiedział Liam. - Nic ci nie jest? Z pamięcią wszystko ok?
- Tak. Bardziej niż ok, bo wszystko sobie przypomniałam.
Cisza.
- Możecie mi powiedzieć, dlaczego nie powiedzieliście mi prawdy?
Cisza.
- Bo się wkurzę. - powiedziałam.
- Bo.. bo tobie tak na nim zależało.. ufałaś mu... stwierdziliśmy, że tak będzie lepiej. - powiedział Zayn.
- Dobrze wiecie, że sama o sobie decyduję. Jestem WŚCIEKŁA.
- Przepraszamy.- powiedzieli na raz.
- Dobra.. i tak nic się nie stało. Jest już tak jak powinno. - powiedziałam.
- Ty.. zrobiłaś to? - spytał Liam z niedowierzaniem.
- Co? - spytałam nie wiedząc o co chodzi.
- Skończyłaś z nim? - dopowiedział Harry.
To Harry w ogóle tam był?
- Taaak... Co w tym dziwnego? Miałam taki zamiar.
- No wiesz... Strasznie ci zależało, ciągle go broniłaś. - powiedział Zayn.
- Wiem.. ale to nie było ok. Wylądowałam przez niego w szpitalu. To nie jest normalne.
- Z jednej strony zrobiłaś dobrze.. - powiedział Lou.
- Ale z drugiej strony pamiętaj, że twoje uczucia są najważniejsze. - dodał Zayn.
- Ochh.. ty i te twoje złote myśli. - zakpił Harry.
- Nie mam zamiaru jej wmawiać, żeby robiła coś czego nie chce.
Czy ja tego nie chcę?
- Skoro to zrobiła, to raczej tego chce. - powiedział Niall.
- Ludzie często robią coś czego nie chcą, potem żałują i jest za późno by coś naprawić.
- No to jest już za późno dla niej. Zrobiła to. - powiedział Harry.
- Ty pierdolony egoisto pomyśl może o niej a nie tylko o tym jak dla ciebie będzie lepiej.
- Nie jestem egoistą, chcę dla niej dobrze, będzie jej trochę smutno, ale nie zrobi jej krzywdy!
- A MOŻE SAMA ZADECYDUJĘ, CO? - spytałam rozdrażniona.
- Przepraszamy. - powiedzieli znowu razem.
- Dobra chłopaki, muszę kończyć. - powiedziałam, gdy zauważyłam, że lekarz wchodzi do sali.
- Ok, paa. Kochamy cię.
- Tak, tak, ja was też. - rozłączyłam się.
Lekarz mnie zbadał, trochę pożartował. Zdziwiło go to, że znowu wylądowałam w szpitalu oraz to, że głowa mnie nie boli. Nie mam jakichś wielkich urazów, bo prostu zakręciło mi się w głowie - z czego się cieszę. Wypuścił mnie do domu i poprosił żebym tu nie wracała do końca tygodnia, bo głowa mi może nie wytrzymać. Wracając do domu moje myśli były nijakie. Miałam totalną pustkę w głowie. Nie wiedziałam co myśleć.  Nie chciałam o nim myśleć. Skończyłam to, czas rozpocząć nowy okres. Związek z nim był krótkim okresem, więc to trochę paranoja, że tak to przeżywam. Zmieniłabym coś. Nie wiem co. Może kupię sobie pieska.. zmienię garderobę? Może fryzurę? Chyba tak zrobię. Nie chcę wyrzucać mojej szafy, dużo na nią wydałam, zresztą podobają mi się moje rzeczy. Pies... piesek to dobry pomysł. Gdyby nie to, że od poniedziałku pracuję. Szlag. Piesek byłby dobrym wyjściem. Może kot? Nie, koty są nudne. Czyli nowa fryzura? Może je rozjaśnię. Tak. Rozjaśnię je. Zrobię sobie refleksy. Tak. Refleksy są świetne. No i już. Muszę tylko dodzwonić się do fryzjerki. Otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Nie lubię być sama. Dlatego lubię jak przyjaciele mnie odwiedzają. Teraz muszę znaleźć numer do Katy. Znalazłam.
- Halo? - usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
- Hej Katy. Tu Monika. Chciałam rozjaśnić sobie włosy.. i troszkę podciąć.
- Spoko. W tym tygodniu.
- Najlepiej jutro. Mam ochotę zmienić coś jak najszybciej.
- Mam czas jutro. Przed chwilą dziewczyna odwołała wizytę. Chcesz?
- Jasne. O której?
- Równo o 13.
- Ok, będę.
- To będę czekać.
Ciekawe co wymyśli. Uwielbiam zmieniać fryzury. KOCHAM TO. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Nikogo nie było. Spojrzałam w dół. Jakieś pudełko i róża. O co chodzi? Wzięłam wszystko do domu. Rozpakowałam pudełko. Była tam marynarka Eleanor i karteczka:
" Powinnaś jej to oddać. Jest bardzo ładna (ta marynarka). Róża, żeby nie było, że o Tobie nie pomyślę. : ) "
No tak. Zostawiła ją u niego. Oddam jej to. Ale różę mógł sobie darować. Chociaż nie. Miło mi się zrobiło. Która jest godzina? Dopiero 18. Rozległ się dzwonek telefonu.
- Haloo? - odebrałam.
- Hej.. tu Timothy.
OMG OMG OMG LABRINTH DO MNIE ZADZWONIŁ.
- Hej. - opanowałam się.
- Chciałabyś może wyjść gdzieś? Kręgle, pizza, kino, cokolwiek. - powiedział.
- Szczerze? To z chęcią. Nudzi mi się.
- Ooo to świetnie. To za godzinę po ciebie przyjadę.
- Ok. Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Odprowadzałem dziewczyny ostatnio. - powiedział.
- No tak. To do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - powiedział i rozłączył się.
Prysznic. Szybko pobiegłam na górę do łazienki. Wyszłam po 20 minutach. Wysuszyłam włosy, umalowałam się (cienka delikatne podkreślenie oczu i czerwone usta) i poszłam do siebie by wybrać ubranie. Zdecydowałam się na czarne rurki, błękitną koszulę, białą marynarkę, czarne szpilki i czarną małą torebeczkę. Spojrzałam na zegarek 18.55. Akurat. Nagle coś na dole spadło. No, cholera jasna, co to ma być? Może kuźwa następne włamanie. Odkąd pojawił się Kuba, ciągle mi się zdarzają takie wypadki. Ktoś zaczął wchodzić po schodach.
- Powinnaś zamykać drzwi. - usłyszałam głos za sobą.
Zamarłam.

czwartek, 9 maja 2013

XVII

Obudziłam się i od razu usiadłam. Byłam wystraszona, zszokowana i zdezorientowana. Ten sen był okropny. Nigdy w życiu nie miałam takiego koszmaru. NIGDY. Przesunęłam palcami po włosach. Jeżeli on miał takie dzieciństwo... Jezus.. Jeżeli tak wyglądało jego dzieciństwo, to ja nie wiem. Nie wiem jak on wytrzymał, jak on żyje z tą świadomością, jak wytrzymała jego psychika.. Żadne dziecko nie zasługuje na takie traktowanie. Obrazy ze snu przesunęły się szybko w mojej głowie. Wzdrygnęłam się. ŻADNE DZIECKO.
- Co się stało? - spytał zaspanym głosem Kuba.
- Nic... miałam koszmar.
Nie chcę mu mówić o czym. Od razu się rozbudził.
- Ej... nic ci nie jest. Wszystko jest dobrze, to tylko sen. - powiedział i mnie przytulił.
Łzy napłynęły mi do oczu. Tak zawsze szkoda mi było dzieci, które nie miały szczęścia... które po prostu trafiły do złej rodziny. To takie okropne. Dzieci są zupełnie bezbronne. Jak można położyć na nich rękę? Jak można w ogóle o czymś takim pomyśleć?
- Ciii... - powiedział. - Błagam, tylko nie płacz. Nie przez to.
Zaczął mną kołysać. Odgarnął moje włosy z twarzy i popatrzył prosto w oczy.
- To był TYLKO sen. Nic takiego się nie wydarzyło.
Ohh.. gdybyś wiedział. Rozkleiłam się na dobre. Nie wiedział co zrobić. Był bezradny. No bo co mógł zrobić? Skoro ja jestem strasznie wrażliwa.. a jeśli chodzi o dzieci to w ogóle. Przytulił mnie jeszcze mocniej i pocałował najpierw w jedno oko, potem w drugie.
- Przestań, błagam, nie znoszę jak płaczesz.
Próbowałam wziąć się w garść. Spojrzałam mu w oczy. Takie śliczne oczy. Musiały się tyle napłakać..Nie dałam rady i znowu zaczęły chlipać. Nagle wstał z łózka ze mną na rękach. Zaczął mną znowu kołysać. Poczułam się jak dziecko. Tak dawno nikt tego nie robił. Mój dziadek miał to w zwyczaju. Nawet gdy byłam nastolatką, on mnie podnosił i mówił: Monia, rośniesz, niedługo inny facet będzie cię nosił. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie dziadka. Tak bardzo go kocham. Tyle czasu z nim spędziłam.. Oglądaliśmy razem boks, uczył mnie samoobrony. Później jak w filmie ktoś się bił to się śmiałam. Mama myślała, że zwariowałam. Podniosłam wzrok. Kuba przyglądał mi się. Dotknęłam jego twarzy, a on zamknął oczy. Wychyliłam głowę i delikatnie musnęłam jego usta swoimi. Przytuliłam go mocno, a on zaczął się obracać wokół własnej osi. Pisnęłam ze śmiechem. Zawtórował mi. Kręcił się, śmialiśmy się, a ja poczułam się o wiele lepiej. On potrafi być naprawdę kochany.
- Better? - spytał głosem z reklamy snickersa.
Roześmiałam się.
- Better. - odpowiedziałam tym samym akcentem.
Uśmiechnął się.
- Dziękuję. To było słodkie. - powiedziałam.
Zrobił swój nieśmiały uśmiech. NIE UDAWAJ KORON, WIEM, ŻE NIE JESTEŚ NIEŚMIAŁY!
- Zawsze robiłem tak, gdy kuzynka płakała.
- Czy wyglądam ci na dziecko? - zaczęłam się przekomarzać.
- Tylko troszkę. - puścił oczko.
Zaśmiałam się. Przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę, skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam na niego lustrując od góry do dołu. (sth like dat: http://data.whicdn.com/images/60515256/large.jpg). Uśmiechnął się.
- Naprawdę? - zrobił to samo.
Znowu wybuchłam śmiechem. On tak samo. Dzisiaj jakiś będzie wesoły dzień, czy co?
- Dobra, co chcesz robić? - spytał.
- Ummm... nie mam pojęcia. Nic mi nie przychodzi do głowy.
- Może telewizor? - spytał.
- Może być.
Usiedliśmy na kanapie, włączyliśmy telewizor na MTV Live. Akurat leciał Labrinth - Live Vibrations.
- On jest na prawdę dobry. - powiedział Kuba.
- Wiem, też go lubię. - powiedziałam.
- Reklamy. - powiedział delikatnie rozdrażniony.
Zrobiłam z rąk serce i machnęłam w stronę telewizora. W tym samym momencie pojawiła się reklama BEYONCE na O2. Patrzyłam w telewizor jak zaczarowana.
- JA TAM CHCĘ! - krzyknęłam.
- Bilety już wyprzedane. Występuje za tydzień.
- Wiem, chciałam kupić jak weszły, ale wszystko wyprzedało się w godzinę.
W tym momencie rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Nick Grimshaw. Skąd on ma mój numer?
- Halo? - odebrałam.
- Hej, pogadałem już z zarządem i możesz zacząć pracę od poniedziałku. Wiem, że wtedy zaczynasz też rok akademicki, ale załatwiłem ci popołudniówki. - powiedział ucieszony.
- Nick.. nie wiem czy wiesz, ale miałam wypadek..
- O JEZU, NIC CI NIE JEST? - spytał szybko.
- Nie, nie... tylko straciłam pamięć i nic nie pamiętam.
- Aaa... już ci tłumaczę... - wszystko krótko wytłumaczył.
- Jejku, nie wierzę, że będę pracować w moim ulubionym radiu..
- To uwierz. - powiedział. - Będziesz na mojej zmianie, o 15.30 po ciebie przyjadę i pojedziemy do studia, gdzie wszystko ci wytłumaczę.
- Super. Nie mogę się doczekać.
- Wiem, Harry mówił, że o tym marzyłaś.
Nagle wspomnienia przedarły się w mojej głowie jak film. Przypomniałam sobie rozmowę z Nickiem w parku.
- Świetnie, do zobaczenia.
- Pa Niks.
Rozłączyłam się. Kuba patrzył i się uśmiechał.
- Nowa, dobrze płatna praca? - spytał z uśmieszkiem.
- Taaaak... I DARMOWE WEJŚCIÓWKI VIP NA KONCERTY!
- Nie.. - powiedział z niedowierzaniem.
- TAK! - krzyknęłam rozradowana.
- Przecież poznałaś Beyonce na imprezie, więc po co ci bilet?
- Przecież nie wejdę tam za darmo. Trzeba być fair. Mam nadzieję, że przeprowadzę z nią wywiad.
- Na pewno przeprowadzisz. Kto odważy ci się odmówić?
- Nie wiem. Chyba nikt.  - roześmiałam się.
W telewizji coś leciało, ale ja jakoś nie zwracałam na to uwagi. Bardzo bym chciała przeprowadzić z nią wywiad. Bardzo, bardzooo. Koncert za tydzień, może namówię szefów. Dam radę. Nie chce mi się już oglądać tego telewizora.
- Może już wystarczy? - spytałam Kuby. - Poszłabym na spacer.
- Możemy iść. - powiedział.
Wstaliśmy i wyszliśmy. Złapaliśmy się za ręce i szliśmy w ciszy. Zazwyczaj cisza jest krępująca.. ale tym razem nie była. Ta cisza była przyjemna. Tak sobie szliśmy i jakby rozkoszowaliśmy się chwilą. Jakieś dzieci grały sobie w piłkę. Dzieci.. może nie dzieci. Jakoś 14 - 16 lat. Przypomniałam sobie, jak koledzy w podstawówce zawsze grywali w nożną na boisku w szkole. Zawsze z dziewczynami to oglądałyśmy, jakby byli jakimiś super gwiazdami.
- Monika schyl się! - krzyknął nagle Kuba.
- Po co? - spytałam rozkojarzona.
Nagle coś trafiło mnie w głowę. Auć.
- Nic ci nie jest? - spytał szybko Kuba.
Złapałam się za głowę.
- Chyba nie...
- No cholera, mówiłem ci, żebyś się schyliła! - krzyknął. - Ughh.. gówniarze.
Podbiegł do nas jeden z chłopców.
- Przepraszamy.. to nie było zamierzone... - powiedział nieśmiało.
- Uważajcie następnym razem, ok ? - warknął Kuba. - Ona jest po wypadku!
- Przepraszam, proszę pana. - powiedział chłopiec. Miał jakieś 13 lat na oko.
- Nie przejmuj się nim. - uśmiechnęłam się ciepło. - Nic mi nie jest.
Chłopiec się uśmiechnął.
- Przepraszam. - powtórzył.
- Haloo? Nic mi nie jest. - roześmiałam się.
- Uff.. to dobrze.- powiedział. - Do widzenia. - Pobiegł z powrotem na boisko.
- Nie musisz się tak gorączkować. - warknęłam do Kuby.
- Mogło ci się coś stać!
- Ale nic mi nie jest!
Obraz zaczął się rozmazywać. Cholera. Mrugnęłam kilka razy. Nie pomogło.
- Ej, co jest? - spytał Kuba.
- Nic... możemy usiąść?
- Jasne, chodź.
Zaczęliśmy iść w stronę ławki. Zrobiło mi się słabo. Złapałam go mocniej za rękę.
- Monika.. wszystko dobrze?
- Tak, czuję się zajebiście. - powiedziałam sarkastycznie.
- Zaraz usiądziemy.
Nie doszłam. Upadłam. Zemdlałam. Usłyszałam tak siarczyste:
- No kurwa.
Po czym nie słyszałam już nic.

wtorek, 7 maja 2013

XVI

Nie chciałem żeby wyszła... żeby mnie zostawiła. Przy niej czułem się inaczej. Jakoś tak lepiej. Zobaczyłem trochę strachu w jej niebieskich oczach. Jej oczy to trochę dziwny temat... ich kolor zależał od jej humoru. Gdy była wesoła miały kolor morza. Takiego jasnego. Kiedy była smutna miały kolor deszczu.. takie szare. Kiedy była wściekła były bliskie zielonemu. Kiedy mnie całowała były ciemne... niemal granatowe. Najbardziej lubiłem te morskie. Razem z jej uśmiechem. Była odważniejsza niż się wydawała. Z wyglądu sprawiała raczej delikatnej, nieśmiałej... Duże, niebieskie oczy, jasno-różowe usta.. nie był duże.. ale małe też nie. Długie, bardzo proste włosy o koloru ciemny blond. Była troszkę niska. Jakieś 165 centymetrów. Była całkiem zaokrąglona... dodawało jej to troszkę seksapilu, nie powiem. Nie znosiłem wieszaków. Na widok modelek miałem ochotę rzygać. No więc była bardzo zadziorna. Nie wiedziałam, że taka będzie. Nigdy nawet nie pomyślałem, że będę z nią. Na początku zagadałem tylko dla jednego. A teraz.. teraz zależy mi na niej bardziej niż na mojej rodzinie.. nienawidzę mojej rodziny. To patologia... przez nich taki jestem.. Przez nich ona nie może ze mną wytrzymać.
- Wychodzę. - wstała.
Nie. Nie. Nie. Znowu. Nie dam jej wyjść. Złapałem ją za rękę.
- Chcę wyjść. - powiedziała zdenerwowana.
- Ale ja nie chcę. - powiedziałem.
Nie chcę żeby wychodziła. Przez to, że nie pamiętała mogłem wszystko naprawić. 
- Kim ty myślisz, że jesteś?! - krzyknęła. - Chcę wyjść, więc wyjdę! 
Wyrwała mi się i wzięło torebkę. Już była przy drzwiach. Złapałem ją za nadgarstek. 
- Ale wrócisz? - błagam powiedz "tak".
Oczy jej złagodniały.
- Nie wiem. - warknęła
Udajemy drapieżną? Złapałem ją i odwróciłem do siebie. Troszkę ją to zaskoczyło. 
- Hej. - powiedziałem. - Nie denerwuj się tak. Złość piękności szkodzi.
Co mogę powiedzieć? Uwielbiam się z nią kłócić. 
- Za późno. Lepiej cię zostawię, bo całkiem zbrzydnę. -powiedziała szorstko.
Uśmiechnąłem się. Lubię, jak ktoś mi się przeciwstawia. Mało osób to robi. Pocałowałem ją. Torebka wypadła z jej ręki. Uśmiechnąłem się. Oplotła rękoma moją szyję. Zawsze się to tak kończy. Ma wyjść, a tego nie robi.
- Muszę iść. - powiedziała, jakby czytała w moich myślach.
- Nie musisz. - powiedziałem. - Możesz zostać na noc.
- Która godzina? - spytała.
TAK!
- Wpół do jedenastej. - powiedziałem patrząc na zegarek. - Możemy obejrzeć film.
- Co proponujesz?
- Seria 007? - spytałem.
Oby lubiła Bonda.
- Najnowsza? - spytała z niedowierzaniem.
- Najnowsza. - uśmiechnąłem się dumnie.
- To ok. Daj mi tylko jakąś koszulkę, nie będę spała w ciuchach.
- Możesz spać nago. - powiedziałem z uśmiechem.
Położyła ręce na biodrach patrząc na mnie z pytającym wzrokiem.
- Żartowałem tylko. - uniosłem ręce w geście obrony.
Nadal się na mnie patrzyła.
- Już idę, idę.
Poszedłem na górę, wziąłem pierwszy lepszy T-Shirt i zszedłem na dół. Monika robiła popcorn.
- Proszę. - powiedziałem i dałem jej koszulkę. 
- Idę się umyć i przebrać. Naszykuj wszystko. - powiedziała tym swoim delikatnym głosikiem i poszła.
Znalazłem płytę. Włączyłem telewizor, wszystko nastawiłem. Usłyszałem tupot stóp.
- Już? - spytałem odwracając się.
- Co to jest?  - spytała akcentując każde słowo. W rękach trzymała damską marynarkę.
- Marynarka? - spytałem ironicznie. - Skarbie, czy to odpowiedni moment by robić mi sprawdzian z ubrań?
- Czyje to? - spytała.
- Nie twoje? - spytałem zaskoczony.
Pokręciła głową.
Zacząłem grzebać w pamięci. Było tu kilka dziewczyn oprócz niej, ale żadna nie wchodziła na górę. Nie miałyby jak zostawić tego w łazience. Przyszły na kawę i wychodziły. Nie miałem pojęcia czyje by to miało być. Nagle mnie olśniło.
- A czy to przypadkiem nie Eleanor zostawiła to, gdy tu była? - spytałem.
- O-ona tu była? - spytała zdziwiona.
- Taaak.. byłaś u mnie, gdy zrobiła ci niespodziankę i przyjechała. Kazałaś jej wtedy przyjść tu i tak ją poznałem.
- Nie kłamiesz? - spytała ostrożnie.
Coś we mnie zabuzowało.
- A po co miałbym to robić? - spytałem powoli.
- Mało facetów przyznaje się do zdrady...
- Naprawdę tak o mnie myślisz?
Powoli zaczynało mnie to denerwować.
- N-nie wiem.. - zaczęła niepewnie.- Nic nie pamiętam...
Spokojnie, wyluzuj.
- Nigdy nie myślałem nawet o tym,żeby cię zdradzić. A teraz idź się myć.
- Nie. - powiedziała szorstko.
Co znowu?
- Zadzwonię do niej i się spytam.
Ona mi nie ufa. Zrobiło mi się smutno i jednocześnie się wkurzyłem. Wszystko mnie wkurzało. Wszystko czego bym nie chciał.. wszystko na co nie mam wpływu mnie denerwuje.
- Dobrze. 
Zadzwoniła do niej i po krótkiej rozmowie się rozłączyła się.
- Przepraszam... -zaczęła.
- Idź się myć. - nie dałem jej dojść do słowa.
Zrobiła co powiedziałem. Wróciła po 10 minutach. 
- Fajną dałeś mi koszulkę. Mogę ją zatrzymać? - spytała z uśmiechem.
Spojrzałem na nią. Super Man. 
- Naturalnie. - powiedziałem. - Pierwsza z brzegu, nie patrz tak na mnie.
- Film gotowy? - spytała.
- Miałem sporo czasu, więc tak.
- Nadal jesteś zły? - spytała poważnie.
- Dlaczego miałbym być?
- Bo ci nie uwierzyłam. Nie ufałam.
- Nie jestem zły. W końcu niczego nie pamiętasz.
Chociaż trochę jestem, wkurza mnie to, że nic nie pamięta... ale na kogo mam być zły? No na siebie, ja nie potrafiłem się opanować. Przeraża mnie to ile ona dla mnie znaczy...
- Chodź tu. - powiedziałem.
Usiadła mi na kolana i przytuliła się mocno.
Ona jest taka drobniutka. Uwielbiam ją trzymać w ramionach. Jezu, pamiętam jak uwierzyłem Wiktorii, że jest lesbijką. Wtedy serce mi tak stanęło... Nigdy w życiu nie powiedziałbym, że mnie wkręciła... albo jest dobrą aktorką, albo nie wiem co. 
- Przepraszam. - wyszeptała.
- Ej... nic mi nie jest. - uśmiechnąłem się.
- To takie głupie.. niczego nie pamiętać. Chciałabym żeby wszystkie wspomnienia wróciły.
O nieee. Tylko żeby nie wracały.
- Nie muszą.. wiele by nie zmieniły. - powiedziałem kłamiąc.
Zmieniłyby cholernie dużo. 
- Ja czasami czuję... czuję, że pamięć zaraz mi wróci.. ale po kilku minutach wszystko przechodzi. - powiedziała smutno.
- Nie przejmuj się. - powiedziałem całując jej głowę. - Oglądamy?  - spytałem.
- Nie, chodźmy popływać. - powiedziała.
Nagle odsunęła się ode mnie, spojrzała w oczy i powiedziała:
- Przypomniałam sobie.
CHOLERA.
- I co z tym zrobisz? - spytałem się.
- Nic. Co mam z tym robić? Pojechaliśmy do pizzeri. Tyle.
- Pizza była dobra. - powiedziałem.
- Nie pamiętam. - powiedziała uśmiechając się przepraszająco.
- Obejrzymy to wreszcie? 
- Jasne, spokojnie. 
- Jestem spokojny. Po prostu skończymy na tym, że nie obejrzymy. - uśmiechnąłem się.
Przez cały film coś mówiła. Cały czas. To śmieszne. Naprawdę, jej pytanie typu "co się teraz stanie" czy " o Jezuuu on żyje czy nie? NIECH ŻYJE JEST ZA SEKSOWNY BY UMIERAĆ!" Próbowałem się nie śmiać. Serio. Ale nie dawałem rady.  Ona tylko patrzyła na mnie jak na idiotę leżąc na moich kolanach. W końcu przestała wszystko komentować. Dzięki Bogu. 
- Dlaczego nie komentujesz? - spytałem.
Cisza. Spojrzałem w dół. Zasnęła. Zasnęła mi na kolanach.  Wyglądała tak słodko i beztrosko. Jest zdecydowanie za piękna. Alicja byłaby dumna z tego jaką mam dziewczynę. Alicja... tęskniłem za nią. Z nią było lepiej. Zawsze mnie pocieszała... poprawiała humor. Dzięki niej nie zwracałem uwagi na to co się działo w domu. Później odeszła. Wszystko wróciło. Złość.. żal.. dlaczego ja musiałem się wychować w takiej rodzinie? Dlatego odszedłem. Nie chciałem tak żyć. Przeklinam ich za to, że pozostawili ślad w mojej psychice. Tak bardzo chciałbym się zmienić.. a to takie cholernie trudne. Monika się poruszyła.
- Zostaw.. zostaw go...
Ona mówi przez sen? No tak... mówiła mi, że mówi.
- Powiedziałam... masz zostawić go, idioto. Nie bije się dzieci! Nie tak...
Zaczęła kręcić głową.
- Chodź ze mną.. nic ci nie będzie. Chodź. Już jesteś bezpieczny.... Kuba.. no chodź tu.
Ona.. ona śni o małym mnie? Niedobrze. Łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Przytuliłem ją. Podniosłem i poszedłem do łóżka. Położyłem ją i odgarnąłem włosy z jej twarzy. Zdecydowanie jest za ładna. ZDECYDOWANIE. Położyłem się obok niej. Nie może sobie przypomnieć. Muszę zrobić coś.. żeby jej pokazać..zależy mi.. muszę.



____________________________________________________________________________]


rozdział inny niż zawsze, z punktu widzenia Kuby, bo ja wiem co on czuje, Wy nie do końca.. więc pokazałam Wam mniej więcej co czuje.