sobota, 8 czerwca 2013

XXVII

Kuba uśmiechnął się jeszcze szerzej i odwrócił się w stronę, z którego docierał głos, nie puszczając mnie. Chciało mi się śmiać, więc ciągle się uśmiechałam. Zobaczyłam trzech chłopaków.
- Wiesz, mając do wyboru ją i was, wiesz co wybiorę. – powiedział Kuba.
Roześmiali się.
- To już nasze uczucie nic dla ciebie nie znaczy? – zaśmiał się jeden.
- Przykro mi stary. – Kuba mu zawtórował. – No więc to jest Monika, przywitajcie się idioci.
- Kamil. – powiedział wysoki brunet o brązowych oczach. Całkiem przystojny. Miał założoną czapkę, włosy mu spod niej wystawały, nie była to jednak grzywka.
- Bartek. – powiedział ciemny blondyn. Szopa na głowie, strasznie chudy, ale na swój sposób przystojny. Miał coś w sobie.
- Daniel. – też ciemny blondyn, ale krócej obcięty, miał okulary, nie był aż tak chudy. Miał strasznie obcisłe spodnie, niczym Harry. On nie był bardzo przystojny. Taki normalny.
- Dzisiaj Liga Mistrzów, pamiętajcie! Oglądamy, zwiedzamy jutro. – powiedział Bartek.
- Ooo tak Manchester z Realem gra. Dzięki za przypomnienie, zapomniałabym. – powiedziałam.
Wszyscy trzej spojrzeli na mnie jakbym była kosmitką.
- Spokojnie, będę oglądać ze znajomymi, będziecie sami.. – dodałam.
Otworzyli szerzej oczy.
- Dobra, chwaliłeś ją, ale nie dopiero teraz wierzę we wszystko co mówiłeś. – powiedział Bartek.
- O co wam chodzi? Powiedziałam tylko dwa zdania… nic nie znaczące zresztą. – spytałam.
- Oglądasz Ligę Mistrzów? – spytał Kamil.
- Taak.. coś w tym nie tak? – spytałam.
- Tak. Dziewczyny zazwyczaj nie lubią piłki nożnej. – powiedział Daniel.
- I tu ich nie rozumiem. One wszystkie są jakieś takie skomplikowane. Dobrze, że znacie takie, które otwarcie mówią, że nie lubią nożnej. Są takie, które tylko się podlizują. Spytam się, kto wygrał ostatnią Ligę Mistrzów lub ostatnie Euro lub Mundial to nie wiedzą fałszywe idiotki. Pod tym względem nie jestem dziewczyną.
- Wow. – szepnął Kamil.
Wyszłam na chłopczycę? Jejku, oby nie.
- Umm… ale muszę też pomalować sobie paznokcie, więc może szybciej wracajmy? – powiedziałam.
Kuba się uśmiechnął.
- Masz rację. – powiedział. – Jeśli chcemy zdążyć na ligę to musisz szybko je malować.
- Ale ja z wami przecież nie idę. – powiedziałam. – Zamówicie sobie pizzę, kupicie piwo czy coś jeszcze, a ja obejrzę mecz u Pati ( tak liebeGomez to o Tobie : * ).
- Skąd ty jesteś? – spytał Bartek. – Masz jakąś podobną przyjaciółkę?
- Dwie przyjaciółki? – dodał Kamil.
- Trzy? – wtrącił Daniel.
- No niestety wszystkie zajęte. – powiedziałam. – Chodźmy już, nie będziemy tu stać.
- Już. – Kuba złapał mnie za rękę i wyszliśmy wszyscy.
Szybko spakowali się do samochodu  odjechaliśmy. Po 30 minutach byliśmy pod moim domem.
- Masz mnie nie zdradzić i niczego nie palić. – powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
- Obiecuję. – powiedział.
Wyszłam.
- A ja? – spytał się Kamil.
- Może innym razem. – zaśmiałam się i odeszłam.
Weszłam do domu i uśmiechnęłam. Hahahha, co to było? Wyjęłam telefon i wybrałam numer Patrycji.
- Halo? – odebrała po drugim sygnale.
- U kogo mecz, kochanie? – spytałam od razu.
- U ciebie, masz lepszy telewizor.
- Wiesz, tak szczerze mówiąc, to mam nowy.
- NO TO TYM BARDZIEJ U CIEBIE! O 20.30 będę u ciebie. – powiedziała.
- Z jedzeniem! – podkreśliłam.
- Oczywiście. – roześmiała się.
- No. To do zobaczenia. – powiedziałam.
- Pa skarbie.
Jest posprzątane, więc nie muszę nic robić… A coś bym porobiła.. Rozległ się dzwonek mojego telefonu. Pewnie Pati coś chce.
- Co skarbie? – spytałam bez zastanowienia.
- Umm, hej Nikki.. – powiedział niepewnie Timothy. – Nie wiedziałem, że już tak do siebie mówimy. – roześmiał się.
- Przepraszam. – zaśmiałam się. – Myślałam, że to ktoś inny. Co tam?
- Słyszałem, że napisałaś piosenkę..
- O nie, nie zaczynajmy tego tematu… napisałam, ale nie miałam zamiaru jej nikomu pokazywać, miałam ją spalić, po prostu Rita…
- Spokojnie, wszystko wiem. Dobrze, że ci ją zabrała, jest dobra.
- Ty też ją już słyszałeś? – spytałam zdziwiona.
- Dobrze wiesz, że jak Rita nagra jakąś piosenkę, to…
-Tak wiem, wiem. A dzwonisz do mnie z konkretnego powodu? – spytałam.
- Tak… zastanawiałem się czy chcesz mi pomóc przy tworzeniu nowej płyty..
- No was wszystkich pogięło. NIE JESTEM ŻADNĄ PISARKĄ. – podkreśliłam każde słowo. – To było jednorazowe…
-Na Beyonce się zgodziłaś! Dla mnie się nie zgodzisz? – zarzucił mi.
- Ughh.. no dobra. Kiedy?
- Jutro o 19 po ciebie przyjadę i pojedziemy do studia, samej cię nie wpuszczą.
- Ok. – odpowiedziałam. Usłyszałam pukanie. – Przepraszam, muszę kończyć. Do jutra.
- Do jutra. – powiedział i rozłączył się.
W co ja się wpakowałam? Poszłam otworzyć. Pati stała przed drzwiami i machała popcornem.
- Pizza będzie za 10 minut. Idealnie na mecz.
- Ok. – odpowiedziałam i poszłam do kuchni po pepsi.
W tym czasie Patrycja włączyła telewizję na odpowiednim kanale. Leciały reklamy.
- Wreszcie, tyle czekałam na ten mecz. – powiedziała Patrycja.
- Ja też.. przykro mi, ale jestem za Manchesterem. – powiedziałam.
- REAL PRZEDE WSZYSTKIM! – krzyknęła.
- Spokojnie, spokojnie. – zaśmiałam się.
Rozległ się dzwonek do drzwi i w tym samym czasie odezwał się mój telefon.
- Idź po pizzę. – powiedziałam do Pati.
Kiwnęła głową i poszła, gdy je odebrałam telefon.
- Tak? – spytałam.
- Jest mała prośba… - usłyszałam głos Kuby.
- Co zrobiliście? – przeszłam do sedna sprawy.
- To jest mniej ważne, ważniejsze są skutki… nie mamy na czym obejrzeć meczu…
Jęknęłam.
- Możemy u ciebie, nie? – spytał.
- MAMY PIWO! – usłyszałam głos (chyba) Kamila.
- Jakie piwo? – spytałam.
- Perłę przywieźli.
- Możecie. – odpowiedziałam, a Kuba się rozłączył. W tym samym czasie Patrycja weszła do pokoju.
- Co jest? – spytała.
- Będziemy miały gości…
- POZNAM KUBĘ?! – pisnęła.
- Taak…. I jego kolegów.
- Super, przystojni?
- Szczerze? – kiwnęła głową. – BARDZO.
- No to zajebiście.
Usłyszałam kroki. Weszli.
- JEST PIWO! – usłyszałam Bartka.
- TUTAJ! – krzyknęła Pati.
Roześmiałam się. Weszli, a Patrycję na chwilkę zamurowało. Szybko jednak się ogarnęła i zapoznali się.
- Dziękuję. – powiedział Kuba podchodząc do mnie.- Jesteś kochana. – cmoknął mnie w policzek.
- Wiem… za często.
- Wcale nie za często. Idealnie. Jak dla mnie. – zaśmiał się.
- MECZ! – krzyknął Bartek.
Zaczęło się. Od razu usiedliśmy. Bartek koło Patrycji, ja po jej drugiej stronie, Kuba zaraz obok mnie, obok niego Kamil i Daniel.

***


- JEDEN GŁUPI PUNKT! – krzyknęłam.
- Mówiłam, że wygrają. – powiedziała Pati.
- Nie denerwuj.. – warknęłam śmiejąc się.
- Spokojnie, nie denerwujmy się. – zaśmiał się Kuba.
- Ojj.. Ty się nie odzywaj, nie jesteś fanem piłki nożnej. – zarzuciłam mu.
- Dobra, tylko nie bij. – zażartował.
- Mówiłem, że wygrają.. to nie wierzyliście.. – wtrącił Bartek.
- Ughhh… życie z fanami Realu. – jęknęłam.
- Przykro mi.. – dodał Daniel.
- Manchester powinien wygrać. – powiedział Kamil. – Sędzia był przekupiony, to było widać.
- Nie możecie się po prostu pogodzić z tym, że Real jest najlepszym klubem na świecie? – powiedziała Pati i przybiła piątkę z Bartkiem.
- NIGDY! – krzyknęliśmy z Kamilem.
On był fanem Arsenalu, ale przynajmniej nie Realu. Miałam z kim zaprzeczać „zajebistości” Realu.
- Dobra, czas iść panowie. – odezwał się Kuba. – Nie będziemy już zawracać Monice dupy.
- Nie było tak tragicznie. – zaśmiałam się.
- Dzięki skarbie. Zabiliby mnie, gdybyśmy nie obejrzeli tego meczu.
- Do usług. – uśmiechnęłam się.
Chłopaki zaczęli wychodzić, Pati ich odprowadziła do drzwi.
- Jesteś za dobra, będą chcieli mi cię zabrać. – powiedział i przytulił mnie od tyłu.
Zaśmiałam się.
- Kocham twoją wyobraźnię. – powiedziałam. – Niestety, tu, na Ziemi jest inaczej i nie wszystkim się podobam.
- Tak sobie wmawiaj. Kocham cię. – powiedział i mnie pocałował.
- NO RUSZAJ SIĘ! – usłyszałam Daniela.
Kuba się uśmiechnął.
- Pa.
- Dobranoc. – odpowiedziałam.
Gdy wyszli, przyszła do mnie Patrycja.
- Jejku, jakie dupy! Musisz częściej zapraszać swoich kolegów. – zaśmiała się.
- Masz nu..
- Mam. – przerwała mi z łobuzerskim uśmiechem.
- Brawo. Teraz tylko czekać.
- Ile obstawiasz?
- Jutro do 18.
- Tak krótko?
- Tak. – odpowiedziałam.
- Oby. – zaśmiała się. – Dobra, też już lecę, późno już. Pa. –pocałowała mnie w policzek i wyszła.
Byłam zmęczona więc poszłam spać od razu.

***

Obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na zegarek: 3.15 AM. Co jest?
- Halo? – odebrałam zaspanym głosem.
- Cześć skarbie. – usłyszałam Kubę.
- No hej. – odpowiedziałam ziewając.
- Spałaś?
- Nie, biegałam, a co?
 Roześmiał się.
- Dzwonię tylko, żeby ci powiedzieć, że cię kocham.
- Dużo wypiłeś?
- Nie… aż tak… - odpowiedział niewyraźnie.
Zachichotałam.
- Nie śmiej się, bo jeszcze do ciebie przyjdę..
- Zapraszam, zawsze otwarte.
- Ale tylko dla mnie, mam nadzieję?
-Tylko dla ciebie.
- I tak ma być. Co słychać?
- Kuba, jest po trzeciej rano, powiem ci… że jakoś tak bym chyba spać poszła, nie wiem dlaczego.
- No tak, tak. Zapomniałem. To słodkich snów o mnie.
Zaśmiałam się.
- Dzięki. – rozłączyłam się i poszłam spać.


***


Otworzyłam oczy i z przyzwyczajenia odwróciłam się na tą stronę, na której zawsze śpi Kuba. Nie było go. No tak, chłopaki są u niego. Na uczelnię. Muszę iść na zajęcia. Dopiero drugi dzień, a ja już chcę wakacje. Zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy. Coś zjadłam, umyłam zęby, umalowałam się i wyszłam. Po 15 minutach byłam już na miejscu. Weszłam do budynku i skierowałam się pod salę. Prawie wszyscy już tam stali. Przywitałam się z każdym i podeszłam do Emily.
- No hej laseczko, jak tam? – powiedziała całując mnie w policzek.
- Nie mam na co narzekać. – uśmiechnęłam się. – A tam?
- Tak sobie… Wiesz, nie przepadam za łaciną..
- Wiem, pamiętam. – roześmiałam się. – Ale trzeba.
- I w tym właśnie jest problem. – też zaczęła się śmiać. – Oho, witamy największą szmatę uni.
Obejrzałam się. Samantha. Boże, to jest największa dziwka wszechczasów. Spała już prawie z każdym chłopakiem z naszego roku. W dodatku była mega fałszywa. Zlustrowała nas od góry do dołu i uśmiechnęła pod nosem. Odwróciła wzrok i zatrzymała na jakimś punkcie. Cóż to za nieszczęsny chłopak wpadł jej w oko tym razem? Podążyłam za jej wzrokiem. Cholera, to Kuba. Chciałam go zawołać, ale ta picza zdążyła do niego podejść i zagadać. Niech gra się rozpocznie. Nie podchodziłam do niego, ufałam mu.
- Wow.. niezłe ciacho tym razem upatrzyła. – westchnęła Em. – Biedaczek. Jeśli nie będzie dobry w łóżku, to nie ma na co liczyć… więc oby był zły.
- I tu mamy problem. – powiedziałam.
- Jak to? – spytała zdziwiona.
- Jest dobry.
Spojrzała na mnie zaskoczona i się uśmiechnęła. Zaczęłyśmy się śmiać, nawet nie zauważyłam, gdy oplotły mnie czyjeś ramiona.
- No cześć. – powiedział.
- Witam pana, spodobała się panu Samantha? – spytałam z rozbawieniem.
- Gdyby tak jakoś dziwnie się nie ruszała, byłaby w miarę ok, ale to chyba charakter się liczy.
Roześmiałyśmy się.
- Co was tak bawi? – spytał zdezorientowany.
- I właśnie z jej charakterem jest problem. – zaśmiała się Emily. – W ogóle, to jestem Emily.
- Moja przyjaciółka. – wtrąciłam.
- Kuba. – podali sobie ręce.
- Mój chłopak. – uśmiechnęłam się.
Powstrzymała wybuch śmiechu i też się uśmiechnęła.
- Obiecaj, że nie zbliżysz się do niej za bardzo, ok? – spytałam go.
- Jeżeli o to prosisz… To obiecuję. – powiedział i cmoknął mnie w policzek.
- Wyspałeś się? – spytałam.
- Taa.. nie. – odpowiedział śmiejąc się.
Ktoś zawołał Emily i poszła do tej osoby.
- Pamiętasz coś może?
- Uhmm… byliśmy w klubie… i piliśmy.. i tańczyliśmy..uhm… dalej nie wiem.
Roześmiałam się.
- Nie paliłem nic i nie zdradziłem cię.
To ostatnie powiedział mało pewnie. Nie pamiętał, hahaha.
- Jakoś mało pewnie to mówisz. – zaczęłam się droczyć.
- Bo nie za bardzo pamiętam, ale wydaje mi się, że nie. Bo jakoś nie czuję się jak po seksie. – roześmiał się.
Też się zaśmiałam.
- Ok, fajnie wiedzieć. – powiedziałam przez śmiech.
- A tak serio, to nie byłbym do tego zdolny. – powiedział poważnie.
- Wierzę. Ufam ci. – powiedziałam.
- To dobrze. – znowu cmoknął mnie w policzek.
- Zresztą dzwoniłeś do mnie jakoś po trzeciej, więc raczej nie miałbyś za bardzo jak do mnie zadzwonić, gdybyś był zajęty. – zaśmiałam się.
- Czekaj, co?
Był naprawdę zaskoczony. Na serio nic nie pamiętał. Haha, co za idiota.
- Zadzwoniłeś do mnie, jakoś po trzeciej. Nie za bardzo rozumiałam co mówisz, ten biały płyn i w ogóle krzyki Kamila z tyłu, ja nie wiem, ale zostawmy to w spokoju.
- Żartujesz sobie ze mnie. – powiedział sztywniejąc.
- Nie… naprawdę nic nie pamiętasz?  - pograjmy sobie.
- O Boże, nie chciałem żebyś w ten sposób się dowiedziała…
- Czekaj, co? – teraz to ja byłam zdziwiona.
- No, że jestem gejem.

ŻE CO KURWA?!

_________________________________________________________

NIESPODZANKA PATI! ♥
pamiętaj : kocham Cię.

czwartek, 6 czerwca 2013

XXVI

- No widzę Kuba, że czekasz na nas z niecierpliwością. – usłyszałam męski głos.
Dziecko zaczęło go ciągnąć w stronę policji. Jeden z policjantów pomógł mu i wciągnęli go do samochodu. Wszystko zajęło 2 sekundy. Facet odwrócił się w moją stronę. Chciał załadować broń. Ogarnęła mnie wściekłość. Największa furia w moim życiu. Kopnęłam go w genitalia, on upuścił broń z bólu, wykopałam ją gdzieś daleko. Kopnęłam go jeszcze raz w to samo miejsce, uderzyłam z całej siły w twarz. Zachwiał się. Odsunęłam się od niego i jeszcze raz z mocnym zamachem kopnęłam go w policzek. Usłyszałam pyknięcie. Facet jęknął i wywrócił się. Nie powinno się kopać leżącego, ale nie mogłam… ogarnęła mnie taka furia. Kopnęłam go kilka razy i zaczęłam krzyczeć. Pochyliłam się, uderzyłam go parę razy w twarz i splunęłam na niego. Chciałam coś jeszcze zrobić, ale policja już była przy mnie i ciągnęli mnie z stronę wyjścia. Wyrywałam się, chciałam go zabić. Chciałam żeby trafił do piekła. Trzymało mnie trzech policjantów. Nie mogłam się uspokoić, chciałam się wyrwać i zrobić temu mężczyźnie coś o wiele gorszego. W końcu dociągnęli mnie jakoś do wyjścia. Odwróciłam się. Zobaczyłam Kubę trzymającego się za nogę, siedzącego pod samochodem.
- Nie obchodzi mnie ten pojebany idiota! Macie ją tu przyprowadzić! – krzyczał w furii.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Nic mu nie jest… Bogu dzięki, nic wielkiego mu się nie stało.. Stałam jak zamurowana. Patrzyłam jak kłócił się z policjantami i dziękowałam Bogu, że nic mu nie jest. Ten idiota… prawie mu coś zrobił… Kuba obejrzał się w moją stronę i mnie zauważył. Od razu przestał się kłócić. Wpatrywał się we mnie tak jak ja w niego. Podbiegłam do niego, usiadłam mu na nogach i pocałowałam. Wszystko wokół nas zniknęło. Tak się cieszyłam, że nic mu nie jest. Nigdy więcej nie chcę przeżywać czegoś takiego. Nigdy, nigdy, nigdy. Napawałam się tym pocałunkiem, dawało mi to ulgę, poczucie bezpieczeństwa. Kuba syknął.
- Przepraszam. – uśmiechnęłam się.
- Nic się nie stało.. ale lepiej już zejdź…
- Już, już.
Zeszłam z jego nóg.
- Co ci jest dokładnie? – spytałam.
- Idiota wpakował mi kulkę w udo. Na szczęście nie głęboko, stał trochę za daleko. Zaraz mi to wyjmą i zaszyją.
- Jezu…
- Dzięki. – powiedział. – Słyszałem, że nieźle go pobiłaś. Złamałaś mu nos i szczękę, plus ostro poobijałaś żebra i żołądek. Nie będzie mógł jeść.
- I dobrze mu tak. – odpowiedziałam. – Jeśli ten idiota myśli, że może sobie robić co zechce, to się pomylił.
- Moja dziewczyna. – powiedział Kuba uśmiechając się.
- Twoja.
Przyszedł lekarz. Wyjął kulę z  nogi, zaszył i powiedział, że musi uważać na tą nogę. Jakby się sam nie domyślił. Może normalnie chodzić, powinno się zagoić za jakieś dwa tygodnie. Wstał. Lekko kulał, gdy chodził, ale nie było źle.
- No i wypad na wesołe miasteczko zakończył się tak… nie ma to jak dobra passa. – powiedziałam.
- Gdyby nie on, byłoby ok. Było naprawdę fajnie.
- Wiem… często musi się coś popsuć.
- Życie. – odpowiedział. – Chodźmy do mnie.
- Ok, tylko pójdę po ubrania..
- Nie musisz, dam ci moje.
- Ok.
Weszliśmy do jego mieszkania i rozłożyliśmy się na kanapie.
- Ciekawe co z tą kobietą i jej dzieckiem. Musiał czuć się okropnie. – powiedziałam.
- Na pewno. Pewnie się nią zajęli.
- Chcę się upewnić, że z nią wszystko w porządku…
- To zadzwoń na policję i się spytaj. – odpowiedział.
- Tak zrobię. – powiedziałam i wstałam.
Zadzwoniłam i dowiedziałam się wszystkiego czego chciałam.
- No i co? – spytał.
- Żyje, wyciągnęli jej kulkę, ale straciła sporo krwi, leży w szpitalu, dziecko jest z tatą.
- To świetnie.
Dopiero zauważyłam, że ma rozciągnięte nogi na kanapie.
- Widzę, że panu wygodnie.. – powiedziałam uśmiechając się.
- Nie za bardzo właśnie… cholernie boli. – jęknął.
- Pomóc jakoś? – zaoferowałam się.
- Nie trzeba…
- Bo wiesz, że ja zawsze…
- Powiedziałem NIE TRZEBA. – warknął.
Zamurowało mnie. Czy on na mnie warknął, bo chcę mu pomóc?
- Może chcesz..
- NIE, NIC NIE CHCĘ! – przerwał mi.
- Jeść… - dokończyłam. – Widzę, że humor dopisuje jak zawsze.
- Tak. – odpowiedział krótko.
Włączył telewizję i patrzył na nią beznamiętnie. Ok, wszyscy jesteśmy bardzo normalni. Poszłam do kuchni, byłam trochę głodna. Zrobiłam sobie kanapki z chudą szynką i warzywami. Zjadłam i spojrzałam na zegarek – 23. Jutro o 10 rozpoczęcie roku, a o 14 do pracy. Chcę się wyspać.
- Idę spać. – mruknęłam do Kuby i poszłam do sypialni.
Wzięłam jakąś koszulkę, przebrałam się, umyłam się, ustawiłam sobie budzik, pomodliłam i położyłam się. Oj, Boże na jakie ty mnie emocje narażasz..Przepraszam, że tak źle myślałam o tym człowieku.. nie chcę żeby trafił do piekła… ale chyba nie jestem w stanie mu wybaczyć. Jeszcze nie teraz. Chciałabym to zrobić, ale to jest za trudne. Mam nadzieję, że będę teraz bezpieczna… że Kuba też będzie. Tyle już złego doświadczył. Znowu mogłam go stracić. Niehamowane łzy napłynęły mi do oczu. „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. W tym momencie Kuba wszedł do sypialni. Był w samym ręczniku na biodrach. Szybko się przebrał i położył obok… Czekałam.. Czekałam… ale nic. Nie objął mnie, nie pocałował, nic nie powiedział. Przybliżyłam się do niego i go objęłam, ale on coś tylko mruknął i odsunął się ode mnie.
- Kuba… - byłam trochę zmartwiona. Zazwyczaj szukał czułości.
- Nie dzisiaj.. Nie mam na to ochoty.
Nie ma ochoty na miłość? To można mieć na to ochotę?
- Co? – nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Nie denerwuj mnie.. nie dopytuj się.
W tym momencie się wkurzyłam. Wstałam, wzięłam poduszkę i jakiś koc i wyszłam. Kuba aż się podniósł z wrażenia. Mam to gdzieś, ma go gdzieś, mam wszystkiego dosyć. Tyle negatywnych emocji… ja jeszcze się staram, żeby było dobrze, żeby była miła atmosfera. Ughh… jak ja nienawidzę, gdy on zachowuje się jak rozwydrzone dziecko. Położyłam się na kanapie w salonie. Nie wiem dlaczego nie poszłam do siebie?  Chyba mi się nie chciało. Zamknęłam oczy i starałam się opanować. Usłyszałam kroki.
- Idź stąd. – powiedziałam.
- Nie. – powiedział. – To ja powinienem spać na kanapie jeśli już, idź do łóżka, ja się tu prześpię.
- Nie. Poszłam stamtąd, bo chciałam być daleko od ciebie. Nie liczyłam na to, że tu przyjdziesz, więc idź sobie. Chcę spać.
- Nie zachowuj się jak dzie..
- Nawet nie próbuj tego dokończyć. – przerwałam mu. – Jeżeli jest tu ktokolwiek, kto zachowuje się jak dziecko, to z całą pewnością nie jestem ja.
- Po prostu idź do tego jebanego łóżka. – powiedział.
- Nie. Po prostu nie. – warknęłam. – Nie będziesz mi mówił co mam robić. Jeśli chcę spać na kanapie, to będę tu spać.
- Nie, bo jest niewygodna! – krzyknął. – Dlaczego raz nie możesz być miła i…
- JA NIE JESTEM MIŁA?! – wybuchłam. – JA?! CAŁY CZAS STARAM SIĘ ROBIĆ WSZYSTKO ŻEBY BYŁO MIŁO, ŻEBYŚ SIĘ NIE OBRAŻAŁ JAK MAŁE DZIECKO! W TYM MOMENCIE CHCĘ PO PROSTU SPAĆ NA TEJ GŁUPIEJ KANAPIE, A TOBIE NIC DO TEGO, WIĘC STĄD IDŹ!
Odszedł zrezygnowany. Zamknęłam oczy i znowu spróbowałam zasnąć. Już powoli odpływałam gdy znowu usłyszałam kroki. Nawet nie chciało mi się otworzyć oczu. Usłyszałam upadającą poduszkę i kołdrę.
- Nie będziesz spała gorzej ode mnie. – szepnął i pocałował mnie w policzek.
Chyba myślał, że spałam.  Nie wiem, ale odpłynęłam.

***

Otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam to Kuba śpiący na podłodze. Wzięłam mój telefon do ręki i zrobiłam mu zdjęcie. Proszę do czego on jest zdolny, jeśli tylko chce. Trochę mi go szkoda, bo twarda podłoga i jeszcze jego noga… ale zasłużył sobie. Bo co to w ogóle było? Wybuchła, tak bez żadnego powodu. O co mu chodziło? To było naprawdę głupie. Chociaż.. może przypomniało mu się jego dzieciństwo? Troszczyłam się o tego małego chłopca, kiedy o niego nikt się nie troszczył? Jednak z drugiej strony tak słodko wyglądał, że nie mogłam się powstrzymać i pocałowałam go w policzek. Nagle chwycił mnie za biodra tak, że na nim usiadłam.
- Cześć. – uśmiechnął się.
- Nie zasłużyłeś sobie na takie powitanie.
- Nie bądź taka. Spałem na podłodze.
- Nikt ci nie kazał.
- Nie bądź na mnie zła.
- Mam to tego pełne prawo.
- Przepraszam.
- Samo przepraszam nie wystarczy. – powiedziałam.
Złapał mnie delikatnie za twarz i pocałował.
- Prze – pra – szam . – wyrecytował.
- Tak lepiej.
- Kocham cię. – powiedział.
- Więc zrób mi śniadanie.
Wstałam, a on nie zdążył mnie złapać. Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic w 5 minut. Wyszłam ubrana w jego koszulkę i moje spodenki. Weszłam to kuchni, gdzie pachniało cudownie. Przygotował  hot dogi, ale zamiast bułki – ciasto francuskie. Śniadanie będzie dobre.
- Może nie przebije twojego śniadania… ale będzie dobre. – powiedział.
- Taa. – mruknęłam.
- Nie bądź zła..
- Nie jestem… aż tak.
Podszedł i mnie objął.
-Ughh.. jesteś nieznośny! – uderzyłam go pięścią w klatkę piersiową.
- Wiem, wiem. Przepraszam, nie wiem co mi się wczoraj stało…
- Znowu cię potrzebowałam, a ty…
- Wiem…
- A ty mnie zostawiłeś. Po tym wszystkim, po tych okropnych wydarzeniach mnie zostawiłeś.
- Wiem, znowu zjebałem.
- Oo tak. ZNOWU. – podkreśliłam.
- Wiem, jestem beznadziejny w tych sprawach. Ale i tak mnie kochasz?
- Mam inny wybór?
- Teoretycznie tak, praktycznie nie.
- No właśnie. – odpowiedziałam.
Przytulił mnie mocniej żeby za chwilę poluzować uścisk i mnie pocałować. Długo i romantycznie. W jednej chwili jest taki kochany, a w drugiej zachowuje się jak dupek. Wkurza mnie to. Znowu mnie przytulił. Tym razem ja się odsunęłam i go pocałowałam, zakładając mu ręce na szyję. Nie chciałam przestawać. Zajęło nam to trochę czasu, gdy się od siebie odsunęliśmy, nam obojgu brakowało tchu.
- Widzę, że się spodobało.. – powiedział Kuba i jeszcze raz mnie pocałował.
- Bardzo. – odpowiedziałam tym samym.
Chciał mnie wziąć na ręce, ale powiedziałam:
- Musimy zjeść i iść na uczelnię.
- Nie ma innej opcji?
- Możemy nie jeść. – uśmiechnęłam się.
- Wolę pierwszą wersję. – powiedział i poszliśmy do stołu.
Szybko zjedliśmy, śpieszyliśmy się trochę, bo zaraz trzeba będzie wychodzić. Umyliśmy zęby, szybko się pomalowałam i wyszliśmy. Dotarliśmy idealnie na czas, o równej 10 weszliśmy do auli. Od razu obskoczyły mnie przyjaciółki. Pogadałyśmy trochę, przedstawiłam im Kubę, kilka dziewczyn już go znało z imprezy, dobrze, że wyszły wtedy wcześniej i nie widziały tamtej akcji, byłoby głupio. W końcu ceremonia się zaczęła. Trwała jak zwykle dwie godziny i miała nas zmotywować do nauki. Po dwóch godzinach siedzenia wyszliśmy na dwór.
- Chcesz gdzieś iść? – spytał mnie Kuba.
- Nie wiem, o 14 muszę jechać..
- No tak. Odebrać cię o 19?
- Tak. I do twoich kumpli?
- Tak. Teraz do domu?
- Czyjego? – spytałam.
- Twój jest bliżej.
- Ok. – powiedziałam.
Spacerkiem wróciliśmy do domu. Nie miałam pojęcia na co mam ochotę. Co robić. Dzisiejszy dzień będzie trochę dziwny. Cały najbliższy tydzień będzie dziwny, przyzwyczajanie się do roku akademickiego.
- Co robimy? – spytał Kuba.
- Nie wiem. – wzruszyłam ramionami. – Telewizja? – spytałam.
- Hmm.. ok. – powiedział.
Włączyłam telewizję i leciałam po kanałach. Nic ciekawego… w końcu poniedziałek. Nagle znany obraz mignął mi przed oczami. Cofnęłam. SINGLE LADIES! Kuba się roześmiał.
- Co może potańczymy? – spytał.
- Proszę bardzo. – odpowiedziałam i wstałam.
Tak – bardzo lubię tańczyć Beyonce… i w ogóle tańczyć, haha.
- Dobra. – powiedział i też wstał.
Zaczął machać pupą i ręką. Nie mogłam się powstrzymać i się roześmiałam.
- Nie śmiej się! – krzyknął rozbawiony. – Ty też mi zaraz zatańczysz.
- Hahahha, tak, zatańczę, ale najpierw ty skończ tańczyć to.
Gdyby nie to, że strasznie wszystko tańczył, byłoby całkiem ok. Przypominało mi to próby tańca Justina Timberlake’a. Hahaha. Nie no, jak na chłopaka nieźle. Buahhahaha, kabaret niczym filmiki Janoskians.
- Dobra. – odetchnął, gdy piosenka się skończyła. – Nie powiem, trochę męczące. – powiedział. – Teraz ty.
- Reklamy. – wzruszyłam ramionami.
- Oby ci dali jakiś fajny układ. Tancerka od siedmiu boleści. – wybuchnął śmiechem.
- Insynuujesz coś może? – spytałam.
- Nie, skądże, jakżebym śmiał?
- Zobaczymy.
Reklamy się skończyły.
- Ooo weekend z Beyonce, akurat. – powiedział i rozsiadł się na kanapie.
Rozpoczął się teledysk. Od razu rozpoznałam klimat i pobiegłam po krzesło. Kuba nie za bardzo wiedział o co chodzi, skapnął się dopiero, gdy usłyszał pierwsze takty Dance For You. Ten facet ma szczęście do piosenek… do wszystkiego. Nie, nie do wszystkiego. Przestałam o tym myśleć i skupiłam się na tym, żeby mu pokazać, że umiem tańczyć. Bo UMIEM. Chyba dobrze mi wyszło, bo patrzył się na mnie z podziwem. W momencie, gdy Beyonce zepchnęła kartki, ja usiadłam i przygryzłam jego wargę, a potem odchyliłam głowę i zrobiłam nią kółko. Następnie wstałam i dalej robiłam to co w teledysku. Gdy wideo się skończyło uśmiechnęłam się z samozadowolenia.
- Nie powinnaś była tego robić. – powiedział.
- Sam o to prosiłeś.
- Jesteś za piękna… Zdecydowanie za piękna i seksowna.
- Przestań..
Nigdy nie czułam się taka. Jestem pewna siebie, ale nie przez wygląd.
- Nie. Jesteś piękna. Seksowna.. ale słodka. Zabawna. Kochana. Inteligentna. Utalentowana. Idealna.
- Nie.. – jęknęłam.
- Dla mnie tak. – powiedział. – Chcę, żebyś wiedziała, że tak o tobie myślę.
Przyciągnął mnie do siebie i posadził sobie na kolana. Oparłam głowę na jego ramieniu. Złapał mnie za ręce i splótł nasze dłonie. Odchyliłam głowę i spojrzałam się na niego. On jest taki przystojny. Czym ja sobie na niego zasłużyłam? Owszem, był wkurwiającym, agresywnym dupkiem… ale to był tylko 0.1 % jego całego. Każdy ma jakieś wady, co nie? On ma, trudno. Kocham go razem z całym pakietem. Tak jak on mnie. Pochyliłam się i delikatnie musnęłam moimi ustami jego usta. Uśmiechnął się. Chyba moje włosy go łaskotały.
- Nie przestawaj. – szepnął.
Chyba nie chciał puścić moich rąk. Zrobiłam tak jak chciał i delikatnie muskałam jego usta moimi. Bez przerwy. W pewnym momencie lekko przygryzłam jego wargę. Znowu się uśmiechnął. Wychylił głowę i pogłębił pocałunek. Jezu, ale on dobrze całuje. Zjechał ustami na moją szyję. Znał już mój słaby punkt. Odchyliłam głowę, jednocześnie przerzucając włosy na plecy. Przygryzł mi lekko skórę. Cicho mruknęłam. Poczułam uśmiech na swojej skórze. Puściłam jego ręce i złapałam twarz, mocno wpijając się w jego usta. Złapał mnie za pośladki, objęłam rękami jego szyję. Złapał za skraw mojej koszulki. Chcę tego? O tak, chcę. Kiwnęłam głową, a on podniósł materiał. Szybko się przekręcił i teraz leżałam pod nim. Szybko zdjął koszulkę. Kątem oka zauważyłam, zegarek. Szybko go odepchnęłam i wstałam. Roześmiał się.
- Cholera, cholera, cholera, cholera. – powiedziałam ubierając koszulkę.
- Podwieźć cię? – spytał z uśmiechem.
- Tak. Szybko! – krzyknęłam, rzuciłam mu kluczyki i pobiegłam na górę umyć zęby.
Gdy wyszłam na dwór już czekał. Szybko podbiegłam do samochodu i wsiadłam.
- Ty draniu, wiedziałeś! – krzyknęłam.
- Miałem nadzieję, że jednak nie pójdziesz.
- Wiesz co… zależy mi na tej pracy.
- Wiem, miałem zamiar ci powiedzieć.
- O której, 14?
- Przepraszam. – uśmiechnął się.
- Dobra, nic się nie stało, Zaraz będziemy.
- Jakieś 10 minut.
- Ughh… będę na styk. – jęknęłam.
- Idealnie.
Spojrzałam na niego z wyrzutem. Uśmiechnął się.
- Nic im nie będzie. – powiedział.
Jęknęłam.
- Jesteś strasznie samolubny.
- Owszem. – przytaknął.  – Zaraz będziesz, spokojnie.
- Jestem spokojna. – odpowiedziałam.
Kilka minut później dotarliśmy pod studio. Już wysiadałam, gdy Kuba odkaszlnął. Wróciłam się i go pocałowałam. Już chciałam odejść, ale mnie przytrzymał.
- Kuba! – pisnęłam.
Uśmiechnął się w jego jedyny sposób.
-No już, już. – powiedział.
Weszłam do studia. Było ogromne. Nick czekał na mnie przy wejściu.
- Idealnie. – powiedział uśmiechając się. – Szybko cię oprowadzę, zapoznam z programem, nauczę obsługi urządzeń i przez tydzień będziesz ćwiczyć. Zobaczysz jak to wszystko wygląda.
- Super. Zapowiada się fajnie.

***


- No hej, jak było? – przywitał się Kuba.
- Hmm.. fajnie. Będę odpowiedzialna za top 20, wywiady i konkursy. Przez tydzień będę się przyglądać jak to wygląda, za tydzień zacznę prawdziwą pracę.
- Super. Nikt cię nie podrywał?
Wybuchłam śmiechem.
- Oczywiście, że tak. Każdy mnie przytulał, prawił komplementy i w ogóle. Przecież to było do przewidzenia.
- Ale odpowiadałaś tym samym? – spytał poważnie.
- Tak, z jednym prawie się całowałam, ale Nick nam przeszkodził, bo był zazdrosny, a co?
Dopiero teraz wyczuł sarkazm.
- Nie mogłaś normalnie odpowiedzieć? – spytał.
- No to chyba oczywiste było, to praca, a nie randka w ciemno!
- Dobra, spokojnie. Przygotuj się na spotkanie z tymi idiotami.
Nie powiem, denerwowałam się. Bałam się co o mnie pomyślą, mają sporo do powiedzenia, tak jak moje przyjaciółki.
- Pokochają cię. – powiedział znowu czytając w moich myślach.
- Mają inne wyjście?
- Nie.
Dlaczego się denerwuję? Muszę wyluzować, dlaczego mieliby mnie nie polubić? Powoli zbliżaliśmy się do lotniska. Po kilku minutach już parkowaliśmy.
- Chodź tu do mnie. – powiedział.
Szybko wgramoliłam się na jego kolana.
- Polubią cię. Nie masz o co się martwić.
- Taa.. – powiedziałam.
- Po prostu zachowuj się tak jak zawsze. I jest jeszcze jedno… mam kumpla też w Manchesterze… i właśnie też przyjechał tu, żebyśmy się wszyscy spotkali.
- To fajnie. Może zna Eleanor.
- O tym nie pomyślałem. Możliwe.
Uśmiechnęłam się.
 - Chodźmy. – powiedział i mnie szybko pocałował.
Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do lotniska. Ludzie akurat wychodzili z walizkami. Zdenerwowanie wróciło. Kuba ścisnął moją rękę. Nie patrzył  się w stronę ludzi, patrzył się na mnie.
- Nie szukasz ich? – spytałam się roześmiana.
- Sami, mnie znajdą. – uśmiechnął się w ten jego sposób i mnie przytulił.

Wybuchłam śmiechem.

wtorek, 4 czerwca 2013

XXV

Szybko się podniosłam. Łzy płynęły mi po policzkach, byłam cała przepocona. Próbowałam się uspokoić. To tylko sen, to tylko sen. Ale to nie pomagało. Przeżyłam to dwa dni temu. Byłam bliska śmierci. Spokojnie… Nie mogę być spokojna. Położyłam się. Próbowałam zasnąć, ale co chwile powracały wspomnienia z klubu. Te trzy dziewczyny na podłodze… Leżałam z godzinę, ale  byłam przerażona. Sięgnęłam po telefon.
- Halo? – usłyszałam zaspany głos po drugiej stronie słuchawki.
Nie mogłam opanować płaczu. On mnie uratował.
- Czemu płaczesz? – spytał już rozbudzony.
- Miałam sen… koszmar. Nie mogę spać, zasnąć, wspomnienia wracają. – wyszlochałam.
- Zaraz będę. – powiedział i się rozłączył.
On tu przyjdzie? Chciałam tylko, żeby mnie pocieszył przez telefon. Spojrzałam na zegarek: 3 rano. Chce mu się do mnie lecieć? Usłyszałam delikatne pukanie. Otarłam łzy i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi. Wszedł i zamknął je od środka. Od razu mnie przytulił. Gdyby nie zadzwonił… Gdyby nie przyjechał… Łzy znowu zaczęły płynąć.
- Już jest dobrze, nic ci nie jest. – próbował mnie uspokoić.
Scena ze snu krążyła po mojej głowie. Ten ból… był niewyobrażalny. Twarz tego faceta… obleśna twarz tego idioty. Dostałam drgawek. Próbowałam się opanować. Próbowałam. Nie lubiłam być rozhisteryzowana. Nie znosiłam taka być. Ale tak cholernie trudno było mi się opanować. Gdyby to był tylko sen… a te dwa dni temu patrzyłam się na tą twarz… twarz mężczyzny, który był odpowiedzialny o śmierć trzech kobiet.. może nawet więcej? Wziął mnie na ręce. Nawet nie miałam siły się pytać co robi. Minęliśmy lustro. Jezu… jak ja wyglądam. Zaraz się opanuję… zaraz… dam radę, przestanę wyć jak małe dziecko. To jest trudne.. zmaganie się z własną psychiką. Weszliśmy na górę, położył mnie na łóżku. Dlaczego nadal płaczę? Nie chcę już płakać… Zamknęłam oczy. OPANUJ SIĘ! TO ROZKAZ KURWA, MONIKA, OPANUJ SIĘ W TEJ CHWILI! Łzy przestały płynąć. WRESZCIE. Kuba położył się obok. Oparł głowę na ręce i patrzył się na mnie.
- Nie patrz tak na mnie… wyglądam teraz okropnie. – powiedziałam cicho.
- Wcale nie. Nadal wyglądasz ślicznie. – odpowiedział. – Lepiej już.
- Chyba tak. – odpowiedziałam.
Nie myśl o tym, nie myśl o tym, nie myśl o tym. Myśl o czymś innym. Tak, o czymś innym.
- Nie musiałeś przychodzić. – powiedziałam. – Chciałam tylko pogadać…
- No tak, tak. Pogadajmy sobie więc…
- Jest prawie czwarta. Powinieneś spać.
- Ty też. – odpowiedział.
- No tak… ale…
- Nie ma „ale” .
- Przepraszam tato… - powiedziałam cicho.
Uśmiechnął się.
- Nie masz za co.
Przybliżyłam się do niego, przytulił mnie.
- Dziękuję. – szepnęłam.
- Nie masz za co. – podkreślił. – Naprawdę.
Fajnie mi się tak leżało. Było mi ciepło i milutko. Nigdy nie rozumiałam dlaczego ludzie się tak jarali miłością, zakochanymi, randkami i tym wszystkim. Dopiero teraz zaczęłam rozumieć. Żadne z nas się nie odzywało. Delikatnie się odsunęłam i spojrzałam na niego. Zasnął. Zachciało mi się śmiać. Zaczęłam rysować szlaczki na jego klatce piersiowej. Uśmiechnął się przez sen. Nagle do mojej głowy wbiła się myśl.. Ja go kocham. KOCHAM GO. To takie trochę dziwne.. ale przyjemne. Patrzysz się na chłopaka, niby normalnego chłopaka, ale gdy tak na niego patrzysz robi ci się ciepło na sercu. Tak trochę teraz nie umiem wyobrazić sobie życia bez niego.. a to jest głupie, bo znam go tak krótko. Spojrzałam na zegarek:  4.45. Ciekawe jak jutro wstanę. Zamknęłam oczy i chciałam się przekręcić na drugą stronę, ale Kuba mnie przycisnął do siebie. Znowu zachciało mi się śmiać. Dobra, dobra, będzie po twojemu.


***


Otworzyłam oczy. Od razu spojrzałam na zegarek. Równa 11. Szturchnęłam Kubę.
- Hmm? – mruknął.
- Mieliśmy iść na 12 do Kościoła..
- Pójdziemy na później.
Już chciałam zaprotestować, ale przypomniałam sobie, że przybiegł tu, bo miałam głupi koszmar. Więc zostawiłam go w spokoju i wstałam. Poszłam pod prysznic i po kilkunastu minutach wyszłam już czysta i ubrana. Szybko wysuszyłam włosy, umalowałam się i zeszłam na dół. Co by tu zrobić na śniadanie? Zaszaleć czy nie zaszaleć? Sama nie wiem… Zaszaleję. Pokażę, że jestem lepsza. Wyjęłam zmrożone, długie bułki (nie mylić z bagietkami, bagietki są mniejsze). Przekroiłam na pół, wyżłobiłam wgłębienie. Wzięłam warzywa, Ser, jajko i kurczaka i zaczęłam je siekać w kostkę. Wszystko wsypałam do bułki, jeszcze raz posypałam serem i wsadziłam do piekarnika. Mam 10 minut żeby tu posprzątać. Szybko pochowałam naczynia i noże do zmywarki, wytarłam blaty, warzywa i resztę wsadziłam z powrotem do lodówki. Wstawiłam wodę na herbatę. Nie wiedziałam którą wybrać, ale w końcu zdecydowałam się na Earl Grey. Została minuta do końca pieczenia. Zajrzałam do piekarnika. Wszystko ok. Zalałam dwa kubki herbaty, piekarnik zaczął pikać, więc go wyłączyłam.  Nałożyłam bułki na talerze i położyłam je na stole. Idealnie wtedy Kuba wszedł do jadalni.
- To zdecydowanie nie jest fair. – powiedział uśmiechając się.
- Ale co? – udałam niewiniątko.
- Dobrze wiesz co.
- Serio nie mam pojęcia. Co tym razem zrobiłam?
Niech żyją umiejętności aktorskie!
- Nie gotuj tak dobrze…
- Nawet nie spróbowałeś…
- Już wiem, że będzie dobre.
- Jak wolisz tak myśleć… Chcesz ketchup albo majonez? – spytałam podchodząc do lodówki.
- Nie znoszę majonezu, ale ketchup poproszę.
- Jak można nie lubić majonezu?
- Normalnie. – odpowiedział krótko.
- Relax.. Take it easeeeh. – zaśpiewałam.
Uśmiechnął się.
- Postaram się. Posłuchaj, jakoś tak zapomniałem ci powiedzieć, ale przylatują moi kumple..
- Kiedy?
- Poczekaj, wszystko ci powiem… - powiedział lekko rozdrażniony. On się denerwuje? – Jutro…
Nie przerywałam mu.
- Koło 18 powinni być. Będą tu do piątku, więc moglibyśmy wrócić razem z nimi do Polski.
- Zależy gdzie będą lecieć. – powiedziałam.
- Do Świdnika. – powiedział.
- No to możemy. Rozumiem, że chcesz żebym was zostawiła, żebyście się dobrze bawili?
- Nie.. nie o to chodzi.. Będę cię pewnie rzadziej odwiedzał, tylko trochę, ale oni chcą cię poznać.
Przestałam jeść.
- Oni o mnie wiedzą? – spytałam zdziwiona.
- A dlaczego mieliby nie wiedzieć? – spytał zaskoczony moim pytaniem.
- Nie wiem…
- Wiesz.
- Myślałam, że im nie powiedziałeś. Po prostu. Nie jesteśmy jakoś długo ze sobą.. Ile to? Jakieś dwa tygodnie? Trzy tygodnie. – powiedziałam analizując dni w myślach.
- Za tydzień miesiąc. – powiedział. – Równo za tydzień.
Zrobiło mi się głupio… On to wie, a ja nie. Dobra, zapamiętam sobie.. 6 wrzesień – rocznica. Odnotowałam to w myślach.
- Dokładnie. – powiedziałam. – Więc.. zazwyczaj..
- To są moi najlepsi przyjaciele. Więc wiedzieli już dawno, wiedzieli o wszystkim.
- Wszystkim wszystkim? – spytałam zdziwiona.
- No bez przesady… chodziło mi raczej o to co myślałem o tobie.
- Rozumiem. No to fajnie, że przyjeżdżają. – powiedziałam i wzięłam gryza.
- No i przez to nie będziemy razem spali, bo oni będą spali u mnie, wiesz, muszę się nimi zająć, bo mi wszystko rozwalą… Uwierz, są do tego zdolni.
- No dobrze. Przecież nic nie mówię. – roześmiałam się. – Nie rozumiem po co mi się tak tłumaczysz. Przyjeżdżają twoi przyjaciele. Rozumiem. Cieszę się z tego, na serio nie musisz się tłumaczyć.
- Kiedy chcesz ich poznać? W poniedziałek czy kiedy indziej?
- Zależy od godziny o której kończę.. Nick powinien mi już wysłać moją rozpiskę, więc zaraz sprawdzę.
Dokończyliśmy jeść i wzięłam laptopa. Włączyłam pocztę i już miałam kliknąć na rozkład w radiu, ale wyświetliło mi się połączenie od Rity. Odebrałam.
- Heeej bejbeee. – powiedziała. – Nie zgadniesz co dla ciebie mam..
- Ciasto karmelowe? – szybko spytałam.
Roześmiała się.
- Niee… ale coś równie dobrego.
Kuba wszedł do pokoju.
- Cóż to? – spytałam ze śmiechem.
- TWOJA PIOSENKA! – krzyknęła uradowana. – Nagrałam ją wczoraj i powiem ci, że jest świetna!
Kuba spojrzał na mnie zaskoczony.
- Właśnie ci ją wysłałam na pocztę. Wyląduje na „Ora Deluxe” – powiedziała.
- Jejku, nie przesadzaj, nie sądzę żeby nadawała się na płytę..
- Błagam cię, nawet nie zaczynaj tej nieśmiałej gadki, jest świetna! Idealna na tą płytę!
Kuba podszedł bliżej, ale nadal się nie odzywał.
- Ooo hej Kuba. – przywitała się Rita.
- Hej. – odpowiedział.
- Musisz usłyszeć tą piosenkę. – powiedziała od razu. – Jest świetna! Możesz być dumny z Moniki. Powinna zająć się pisaniem tekstów.
- Rita.. – jęknęłam.
- Cicho. – powiedziała. – To nie wszystko. Nagrywałam ją pod okiem Beyonce i ona chce żebyś pomogła jej napisać nową piosenkę! Na jej nowy album! Czujesz to?
- Rita… zabiję cię, jak mogłaś…
- Nie żeby coś, ale powinnaś się cieszyć i mi dziękować. – powiedziała.
- Dzięki, serio, ale nie sądzisz, że to przesada? Napisałam to pod wpływem impulsu.. nie umiem usiąść i napisać piosenki.
- Dasz radę. Bey już ma połowę tej piosenki. Nie ma pomysłu na resztę, twierdzi że czegoś jej brakuje.. więc stwierdziła, że spróbować nie zaszkodzi, w szczególności, że już cię poznała. Powiedz mi kiedy byś mogła zawitać do studia.
- Nie wiem, czekaj. – powiedziałam i ją zminimalizowałam.
Ogarnęłam mój plan. Całkiem niezły. Taki układ mi pasuje…
- Hmm… środa o 20? – spytałam.
- Ok. Przekażę. Teraz lecę nagrywać resztę, paa. – wysłała mi buziaka i się rozłączyła.
Czas się zmierzyć z Kubą.
- Piosenka mówisz? – spytał.
- Ona ją po prostu wzięła. Coś nabazgrałam na kartce, ona to zobaczyła i wzięła. – powiedziałam broniąc się.
- Co nie zmienia faktu, że ją napisałaś. Czemu nic mi nie powiedziałaś?
- Bo.. bo.. No jakoś tak wyszło.. napisałam ją w 5 minut, później wyszłyśmy do klubu i wyleciało mi to z głowy..
- Napisałaś to po naszej sprzeczce? – spytał zdziwiony.
- Tak.. ale to nie jest nic złego…
- Czyli jest o mnie? – uśmiechnął się.
- Tak trochę..
Uśmiechnął się w jego jedyny i niepowtarzalny sposób.
- Włączysz ją?
- Nie wiem…
- Włącz ją… proszę, - powiedział.
- Ughh.. no dobra, ale mówię od razu, że mogła coś zmienić i też słyszę ją po raz pierwszy.
Włączyłam. Raz się żyje. (  ) Zamknęłam oczy. To jest całkiem dobre.. jej wokal jest świetny. To jest dobre. Udało jej się zrobić dobrą piosenkę z mojego tekstu. Nie patrzyłam na Kubę. Bałam się jego reakcji… tekst tej piosenki nie jest zbyt pozytywny.
- To są twoje myśli? Tak o mnie myślisz?
- Nie do końca…
- Rozwiń to. – powiedział. – Chcę cię zrozumieć i wiedzieć czy dobrze rozumiem tą piosenkę.
- Myślę tak tylko wtedy, gdy się uprę… gdy zaczynam się zastanawiać… nigdy nie chciałam się zakochiwać.. twierdziłam, że to strata czasu. Więc z jednej strony chcę żebyś odszedł, żebyś zostawił mnie w spokoju, żeby miłość mnie zostawiła. Z drugiej strony, nie chcę.. bo nie wytrzymałabym… i ta piosenka jest o tej pierwszej części mnie. O tej jakby wcześniejszej mnie. Kiedyś myślałam inaczej, nie dopuszczałam do siebie głębszych uczuć związanych z facetami. Umiałam się zdystansować. No i przelałam myśli na papier… i mi ulżyło. Ona nie miała tego zobaczyć. Miałam to spalić.
- Źle byś zrobiła. Ona miała rację, to było dobre. Powinnaś pisać. Mam cię wkurzać, żebyś dobrze napisała piosenkę? – zaśmiał się.
- Nie radzę. – uśmiechnęłam się. – Dobra, może być w poniedziałek bo mam do 19. Mogę z tobą po nich pojechać.
- Ok. To o 19 pod studiem BBC Radio 1.
- Tak. A teraz do Kościoła. – powiedziałam patrząc na zegarek.
- Dobra..
Założyliśmy buty i wyszliśmy. Było ciepło… jak zawsze tutaj. Trzymając się za ręce weszliśmy na teren Kościoła. Nie wchodziliśmy do środka, bo zawsze jest tam większy tłok. Na dworze jest ciepło i spokojnie. Spotkałam trochę znajomych, nie rozmawialiśmy jednak, bo wiadomo: Kościół. Nie wypada. Po 40 minutach msza się skończyła, a my wyszliśmy.
- Było szybko – powiedział Kuba.
- Jak zawsze. – powiedziałam. – Tu nie wydłużają. Szybko i konkretnie.
- Dobra, co teraz? – spytał.
- Nie wiem… a co chcesz robić?
- Cokolwiek. Coś ciekawego…
- Co ty na wesołe miasteczko?
- Z chęcią. – odpowiedział.

***


- Nie musiałeś. – powiedziałam, gdy wychodziliśmy z wesołego miasteczka.
- Musiałem. – uśmiechnął się.
Szłam z wielkim misiem i watą cukrową. Było fajnie. Godzina 21 i wracamy sobie do domu. Jutro rozpoczęcie roku i pierwszy dzień w pracy. Coś czuję, że będzie fajnie.
- Chyba będziemy tu często przychodzić. – powiedział przerywając moje przemyślania.
- Ok, ja chętnie. Było fajnie.
- O tak. – roześmiał się. – Szczególnie gdy bałaś się wejść na rollercoaster.
W pewnym momencie coś mi mignęło. Czyjaś twarz… jakaś znajoma twarz, ale negatywnie kojarzona przez mój umysł. Obejrzałam się. Jakiś facet się do mnie okropnie uśmiechnął. Moje serce stanęło. To facet, o którym chciałaby, zapomnieć… jak najszybciej. Kiwnął do kogoś. Spojrzałam w stronę kiwnięcia. Facet z kapturem na głowie, trzymał ręce w kieszeni i szedł w naszym kierunku. Zauważyłam coś czarnego w jego ręce. PISTOLET KURWA. Dlaczego? Dlaczego ja?
- Kuba.. – szturchnęłam go.
- Co? – spytał.
- Ten facet.. w kapturze..
- No..
- Ma broń. – powiedziałam szybko. – Nie patrz się tak na niego.
- Skąd wiesz? – Kuba pociągnął mnie delikatnie w inną stronę, w stronę tłumu.
- Widziałam… on rozmawiał z.. – słowo nie chciało mi przejść przez gardło. – Facetem z klubu.
- Co? – warknął cicho.
- To co powiedziałam. Widziałam go..
- Telefon do policji. Już. – powiedział. – Ale go przypilnowali…
Wyciągnęłam telefon trzęsącą się ręką. Opanuj się. Wybrałam numer policji. Szybko streściłam sytuację. Mieliśmy iść w stronę ochrony przy wyjściu numer 3. Tam zaraz przyjadą. Zaczęliśmy iść szybszym krokiem. Momentalnie zrobiło mi się gorąco, ale miałam zimne ręce.
- Spokojnie.. – powiedział Kuba. – Zaraz będziemy.
- Jest ok, ważne żeby…
W tym momencie rozległ się pisk kobiety i strzał.
- Kurwa. – syknęłam.
Jakieś dziecko stało jak wryte i patrzyło się w punkt za nami. Do oczu naszły mu łzy.
- Mamo! – pisnął.
Szybko złapałam go za rękę. Miał jakieś 6 lat.
- Kim jesteś?! – pisnął zapłakany.
- Ciii… nie bój się, nic ci nie zrobię, idziemy do policji. – powiedziałam. – Kuba, weź go, będzie szybciej. – skierowałam się do Kuby.
Chłopczyk był przerażony. Obejrzałam się. Kobieta leżała, ale żyła. Dostała w ramię. Nie będzie jej nic wielkiego, niech się nie rusza. Facet cały czas szedł za nami.
- Bieg. – powiedziałam.
- Już. – syknął Kuba i zaczęliśmy biec. Jak większość ludzi z resztą.
Już zobaczyłam wyjście. Wóz policji. Nagle ktoś mnie pociągnął za rękę. Próbowałam ją wyrwać, ale mi się nie udało. Odwróciłam się. Ten sam facet stał i się do mnie uśmiechał. Kuba się zatrzymał.
- Biegnij z dzieckiem! – krzyknęłam.
- Jak szlachetnie… - roześmiał się facet. – Tym razem ślicznotko nie uciekniesz. – powiedział.
Co robić? Ma broń, więc jak mam go uderzyć to wystarczająco porządnie..
- Ostatnio bolała mnie przez ciebie głowa. Zadbamy, żebyś teraz ty poczuła to samo.
Broń ma w prawej ręce. Nie podniósł jej jeszcze. Coś muszę zrobić… ale co?
- Ale najpierw.. załatwię tego, który mi przeszkodził.. – syknął.
Kuba był już dwa kroki od wyjścia. Mężczyzna podniósł broń.
- Nie! – pisnęłam głośno.

Kuba się odwrócił, a facet wystrzelił. Trafił go. Nie wiem gdzie, Kuba się wywrócił.

____________________________________________________

tak, tak wiem, jestem bardzo twórcza, haha. 
polecajcie znajomym, jeśli się podoba. c: