poniedziałek, 11 marca 2013

IV

Spojrzał mi w oczy, jakby szukając pozwolenia. Uśmiechnęłam się. No i wreszcie mogłam skosztować jego ust. Nagle rozległ się dzwonek telefonu.  Poczułam jak się uśmiecha. Też się uśmiechnęłam, ale nie mam zamiaru nic przerywać. Dobrze mi tak jak jest.
- Może odbierzesz? – spytał gdy telefon dzwonił trzeci raz.
- Chyba tak zrobię… - powiedziałam i odebrałam telefon.
- NIKS NIGDY WIĘCEJ TEGO NIE RÓB! – usłyszałam głos Liama w słuchawce. – MY TU UMIERAMY ZE STRACHU A TY NAWET TELEFONU NIE RACZYSZ ODEBRAĆ!
-Spokojnie, o co Ci chodzi? Dlaczego się martwisz?
- Widzieliśmy w wiadomości… Mówili o włamywaczu i o Tobie. Nic Ci nie jest? Nie uderzył cię? Coś ci ukradł? Rozwalił? Potrzebujesz pieniędzy? Wsparcia? Schronienia? Adwokata? – hahhahahahahah ohh daddy, jak ja cię kocham.
- Nic mi nie jest! – przerwałam gdy chciał powiedzieć coś jeszcze. – Potrzebuje prawnika, chcę odszkodowanie, bo rozwalił mi plazmę.. Oh jak dobrze, że nie było mnie wtedy w domu.. Był uzbrojony.
- JAK TO UZBROJONY?!
- Spokojnie, nic mi nie jest. Odwoziłam El na lotnisko.
- ELLL?! – usłyszałam głos Lou. – Daj mi tą słuchawkę! NIC JEJ NIE JEST? GDZIE JESTEŚCIE?! Zabiję tego dupka, przysięgam..
- SPOKOJNIEEE!!! Nic jej nie jest w trakcie włamania, ona wsiadała do samolotu. Jest w domu.
- Oh , jak dobrze.. załatwimy ci prawnika, nie bój się.
- Lou! Już późno, rozłącz się, Niks chce pewnie spać. – usłyszałam Liama.
Taa… spać…
- A która godzina? – spytał Lou.
- 20. – Liam
- Aaa to nie tak późno. Co tam Mona? Co tam robisz? – i zaczęło się. Celowe denerwowanie mnie. Wie już, że nie jestem sama.
- Aaa nic siedzę i oglądam TV.
- Mówisz?
- Nie, śpiewam.
- Lubię jak śpiewasz.
- Powiem ci coś bardzo fascynującego… ostatnio El mówiła, że byliście w restauracji i…
- KONIEC. PAAA. DOBRANOC! – powiedział Lou od razu. Znam jego słaby punkt.
- Chwila, ale cooo..?! – usłyszałam Harrego. Zawsze wszyscy muszą słuchać.
- Dobranoc. – odpowiedziałam słodkim głosem.
- Ughh.. spadaj Niks. – powiedział Lou rozłączając się.
Tak.. z kim ja żyję.
- Czy to był? Oni? – powiedział z niedowierzaniem Kuba
- Hm? – nie rozumiem o co chodzi.
- Skąd Ty masz takie znajomości? Może znasz jeszcze wszystkich na okładkach gazet..
- No nie wszystkich.. No, przyjaźniłam się  z El, zanim była z Lou. Jak związała się z Lou to poznałam ich wszystkich, a że ona się z nimi przyjaźniła to i ja musiałam, bo się z nią przyjaźniłam. A, że często flirtują i przyjaźnią się z różnymi znanymi osobami, to poznałam niektórych. Proste.
- O Boże… Fajnie masz.
- Zwykły fart. – powiedziałam uśmiechając się.
- Oglądamy coś? Horror?
- Nieeee, błagam nie horror.. niee..
- Proszęęęę.. uwielbiam horrory…. – powiedział robiąc minę smutnego pieska.
- Ja bym wolała… - spojrzałam na niego. Jebany, ma tą urodę.. – No ok.
-Yay! – krzyknął jak uradowane dziecko.
Lubię oglądać horrory.. Gorzej jest potem. Gdy trzeba iść spać.
***

Jest godzina 2.00 . Boję się i leżę sama. Strasznie się boję… Pójdę po mleko, to zawsze pomaga. Schodząc zobaczyłam, że światło w kuchni jest zapalone. Moje serce stanęło. Tylko nie to.. tylko nie to.. nie chcę włamywacza.. Zobaczyłam, że to Kuba.. uff.. co on trzyma w ręce? Nóż? Będzie robił kanapki tak późno? Nagle do mnie dotarło. Pobiegłam do niego i kopnęłam nóż tak, że wypadł nikogo nie raniąc. Pamiętam słowa dziadka „nigdy nie wyrywaj ludziom noża ręką. Możesz skaleczyć siebie lub osobę w twoim otoczeniu” .
- CO TY ROBISZ DO KURWY NĘDZY?!
 Otworzył szeroko oczy.
- Czemu jesteśmy w kuchni? – zaczął się rozglądać. Zobaczył nóż. – czemu ten nóż tutaj leży?
Otworzyłam szeroko oczy. On.. on… nic nie pamięta? Co?
- Ty.. ty.. ty nic nie pamiętasz?
- Nie.. śniło mi się , że… - zamarł. – O nie…
- co?
- Ja lunatykuję i wtedy.. – zauważyłam, że drży.
- Nie musisz mówić. – powiedziałam uśmiechając się.
Jego ciało ogarnął spokój. Uśmiechnął się.
- A ty co tu robisz? – spytał lustrując mnie wzrokiem.
- Wieszz… mówiłam, że nie lubię horrorów. – zrobiło mi się głupio.. jestem dorosła..
- Boisz się?
Pokiwałam głową.
- Nigdy nie śpię sama po horrorach. Zawsze z przyjaciółką. Dlatego nie oglądam ich jak jestem sama. – powiedziałam wzruszając ramionami.
- Mogę z tobą spać… jeśli chcesz, oczywiście. – zarumienił się.
- Jasne, na pewno będzie mi lepiej. – powiedziałam uśmiechając się.
„ NIGDY NIE BĘDZIESZ NOCOWAĆ U CHŁOPAKA! TWOJA DUMA NIE POWINNA CI NA TO POZWOLIĆ!” –przypomniały mi się słowa mamy. Przykro mi mamusiu.
- To w którym pokoju chcesz spać?
- Może lepiej tam, gdzie jest większe łóżko?
- To w moim. Chodź. – powiedział, złapał mnie za rękę i zaprowadził.
Położyliśmy się. On zasnął od razu. Ja nie mogę… nie mogę.. rozprasza mnie.. marzę sobie.. myślę o nim.. męczące.. to jeden z powodów, dlaczego unikam miłości. Nagle przytulił mnie mocno.
- Monikaa… - powiedział błagalnym tonem głosu.. O MÓJ BOŻE ON MÓWI PRZEZ SEN! – posłuchaj.. – jejku, co on powie.. – bo ja.. ja..



mam nadzieję, że się podoba. ten trochę nudniejszy, mam nadzieję, że następny będzie lepszy. : )
KOMENTOWAĆ, BO TO MNIE MOTYWUJE!

sobota, 9 marca 2013

III

będę pisać po polsku, bo większość tak zagłosowała. : )


Odwróciłam się. To był Kuba. Zakrył usta palcem, każąc mi być cicho. No raczej idiotką nie jestem, nie będę krzyczeć kiedy jakiś złodziej jest w domu. Co by tu zrobić… wyjść i zadzwonić po policję… a może użyć paralizatora…? Muszę zdecydowanie dostać pozwolenie na broń, będę czuła się bezpieczna. Nagle zobaczyłam jak Kuba zaczyna iść na górę. NIE! Złapałam go szybko za rękaw kręcąc głową. On pokiwał i pokazał mi drzwi. Założyłam ręce na biodra z miną „ no chyba raczej nie” . Uśmiechnął się
- Idź. – powiedział nie wydając dźwięku.
Przewróciłam oczami i wyszłam. Wyjęłam telefon, wybrałam numer i kliknęłam zieloną słuchawkę
- Policja.
- Ktoś włamał mi się do domu.
- Adres?
- Main Street 30, Londyn.
- Zaraz będziemy.
I rozłączyła się. Nagle usłyszałam rozbijane szkło i krzyk. Błagam, tylko nie plazma, tylko nie plazma. Złożyłam ręce jak do modlitwy. Oby nie plazma… JEZU KUBA JEST W ŚRODKU A JA SIĘ O PLAZMĘ MARTWIĘ! Szybko wbiegłam do mieszkania, wzięłam paralizator i pobiegłam na górę. Sprawca leżał na ziemi, a Kuba patrzył na rozbitą plazmę.  NIEEEEE!!!
- Nosz kurwa…
- Przykro mi… poważnie..
- Dobra, nic się nie stało. Kupię inny telewizor, ważne, że Tobie nic nie jest. – powiedziałam. Nagle strach ogarnął moje ciało. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że gdybym nie odwiozła El, to coś mogłoby mi się stać. Dostałam drgawek. Rzadko je miewam, zazwyczaj jestem twarda.
- Ej.. nic się nie stało, nic Ci nie jest, mi też… - powiedział Kuba i mnie przytulił.
- Ughh.. wiem, wiem.. – odpowiedziałam. Przez ramię zobaczyłam jak złodziej się podnosi i sięga do kieszenie po.. broń.. cholera! On ma BROŃ! Odepchnęłam Kubę, trochę niespodziewanie i chyba za mocno, bo się przewrócił.  Złodziej zdążył już wstać i celował we mnie. Zobaczyłam jak jego palec się rusza. Szybko kucnęłam i kopnęłam go w kolano. Kulka trafiła w lustro, a on się wywrócił. Zanim zdążył załadować pistolet wycelowałam w niego paralizator i strzeliłam. Momentalnie stracił przytomność, a pod dom akurat podjechała policja. Super, jeszcze rozwalone lustro.
- To… Ty.. To.. Skąd.. To wyglądało.. jak.. jak… jakaś  akcja z filmu. – powiedział Kuba ze zdziwieniem.
- Ej, skąd to zdziwienie? Że niby jestem kobietą i nie umiem się bronić? – powiedziałam śmiejąc się.
- Nie.. nie chodzi o to… Tata? – spytał
- Co tata?
- Nauczył Cię tego?
- Nie. Dziadek. – powiedziałam z powagą.
-Dziadek? Niezłego masz dziadka. – powiedział i zaczął się śmiać. Do pokoju wtargnęła policja.
- Tu leży.- powiedziałam pokazując ręką na niego. – Może uda mi się dostać jakieś odszkodowanie… - powiedziałam kierując się do Kuby.
- Raczej tak… możesz wyciągnąć od niego sporo kasy, jeśli dostaniesz dobrego prawnika.
- Wiem. Na to liczę. Dam radę załatwić kogoś dobrego. – powiedziałam. Mam nadzieję, że chłopaki, El, Cara lub Rita znają dobrych prawników. Mi nigdy nie był potrzebny. Jay pewnie ma dobrego, poproszę Ritę, żeby się go spytała.. nie lubię wykorzystywać jej znajomości, ale muszę. Rozwalił mi plazmę, debil.
- Szukamy tego gościa od dłuższego czasu. Będziemy musieli rozejrzeć się tu. Lepiej niech pani przenocuję dzisiaj gdzie indziej. – powiedział policjant.
- Co ? Za co go szukacie? Co zrobił?
- Nie możemy za dużo powiedzieć. Włamał się do wielu domów, zabił parę osób.
ZABIŁ? CO?! Spojrzałam na Kubę. Nic nie było po nim widać, ale czuję, że go to poruszyło. Policjant mówił coś jeszcze, ale jakoś nie mogłam się za bardzo skupić na tym co mówi.. Gdyby mnie.. o Boże.. nie chcę nawet o tym myśleć.
- Zajmę się nią. – powiedział Kuba.
Spojrzałam na niego pytająco.
- Ok. Twój adres?
- Main Street 36.
- Ok. Weź najważniejsze rzeczy I idź.
- CO?! To mój dom!
- Wiemy, ale musimy zbadać miejsce włamania.
- Ughhhh OK!
Poszłam po walizkę, spakowałam potrzebne rzeczy. Zajęło mi to 15 minut.
- Jeśli coś zepsujecie... – powiedziałam do policjanta
- Nie zepsujemy. – odpowiedział. 
Oby.
-  Chodź. – powiedział Kuba.
- Idę, idę..
- Daj. – powiedział pokazując na walizkę.
- Przecież to tylko 5 minut drogi..
- No daj. – wyciągnął rękę. Podałam mu torbę.
- Jest lekka. – powiedziałam uśmiechając się.
- Owszem. Ale dziwnie się czuję jak dziewczyna coś niesie, a ja sobie idę i się obijam.
- przesadzasz.
- Możliwe. – powiedział z tym jego uśmiechem..
Ja się tylko uśmiechnęłam. Rozbraja mnie jego uroda. Nigdy tak nie miałam, żaden chłopak nie był aż tak przystojny. 
- Rozgość się. - powiedział wchodząc do jego mieszkania.
- Dzięki... nie musiałeś, mogłam przenocować u kogoś innego.
- Ale chciałem. - powiedział znowu się uśmiechając. no zaraz chyba zemdleję. - No, chyba że nie chcesz.
- Zależy.
Jego mina zrzedła.
- Masz deser karmelowy? - powiedziałam z powagą.
- Nie...
- To będzie źle.
- Możemy kupić.
- I tak zrobimy. - powiedziałam śmiejąc się.
Dopiero teraz domyślił się, że nie mówiłam wszystkiego poważnie. 

***


Jest godzina 17. Nie potrzebnie kupowaliśmy alkohol, bo zaczyna na mnie oddziaływać. Co wtedy się dzieje? Coż... tracę nad sobą kontrolę, wszędzie jest mnie pełno, jestem o wiele bardziej pewniejsza siebie.
- ..dlatego właśnie nie powinien on być premierem. - dokończył swoją długą wypowiedz Kuba.
- Och panie Koron, pan jest taki idealny, niech pan idzie na premiera.
- Coż proszę pani, byłoby to możliwe, gdybym mógł się skupić. Ale przez panią nie mogę.
- Może zerwę z panem kontakt, a wtedy podbije pan świat?
- Niee.. gdyby zerwała pani ze mną kontakt, nie potrafiłbym zrobić niczego.
- Och czyżby? Więc i tak jest źle i tak jest źle? Więc co mam zrobić, panie idealny?
- Najlepiej to...- powiedział i przybliżył swoją twarz do mojej. Dzieliły nas już milimetry...

piątek, 8 marca 2013

II


PYTANIE: Czy mogę pisać po nagielsku, czy mam pisać wszystko po polsku?
odpowiadać w sondzie (po prawej stronie pod moim zdjęciem) !




Obudził mnie dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek.. 6.45!! El powinna już się szykować, a my śpimy sobie.. Szybko ją obudziłam i pobiegłam otworzyć drzwi.
- Hello, Mrs. Monika? – spytał listonosz
- Yes…
- That’s for you. – powiedział dając mi bukiet kwiatów. BUKIET. DLA MNIE.
- Ohh.. thanks.. – powiedziałam odbierając kwiaty
- Welcomes. Have a nice Day. – powiedział i wyszedł.
W tym czasie Eleanor szybko wybiegła z łazienki. Na widok bukietu w moich rękach zatrzymała się.
- What is that? – powiedziała otwierając szerzej oczy.
- Flowers.. for me, Lol.
- They’re beautifull. – spojrzała na zegarek. – But i have no timee… - powiedziała śmiesznie panikując i pobiegła po walizkę. – Who’ve sent them?! – usłyszałam jak krzyczy zakładając buty. Spojrzałam na karteczkę.
- Jacob! He thanks for showing him way to his house.
- Oh yeess.. i know, i know.
Szybko założyłam buty i odwiozłam ją na lotnisko Na szczęście zdążyła na samolot. Dlaczego wysłał mi kwiaty? Przecież ja mu tylko pokazałam drogę.. Nic więcej. To nie było nic trudnego, nic za co można by było dostać kwiaty. Te myśli męczyły mnie przez całą drogę powrotną. Wychodząc z mojego kochanego Range Rovera zaczęłam szukać kluczy do mieszkania… ale nie było ich nigdzie. Podeszłam pod drzwi i były one otwarte. Musiałam zapomnieć ich zamknąć, spiesząc się, by El zdążyła na lotnisko… Weszłam do domu, ale było coś nie tak.. Bukiet kwiatów był przestawiony, a po telewizorze nie zostało ani śladu. KURWA KTOŚ MNIE OKRADŁ! Nagle usłyszałam trzask i głośne „FUCK!” „Nadal okrada…” powiedziała moja podświadomość. Zrobiłam krok w tył i poczułam kogoś za mną….

Dzisiaj taki krótszy, kontynuacja niedługo. : )

czwartek, 7 marca 2013

I


najpierw INFORMACJA tego bloga nie prowadzi już Kasia, oddała mi go. : )
ten rozdział będzie dłuższy, zachęcam do komentowania, bo to mnie bardzo motywuje. : )
jeśli nie masz tu konta pisz na twitterze do @Real_NikkiB . xx



- Shit! – krzyknęłam. Nie znoszę takich akcji.
- I’m so sorry.. – usłyszałam męski głos. – I didn’t..
- It’s okay, i’m fine. – odpowiedziałam
- Nosz kurwa za każdym razem coś muszę zrobić – usłyszałam jak cicho mówi pod nosem. – Really… - już głośniej.
- Spoko, nic mi nie jest, poważnie.
- Polka? Jak dobrze.. – zdziwiłam się na entuzjazm chłopaka. – Jestem tu pierwszy raz i nic nie ogarniam.. Wyszedłem do sklepu i teraz nie mogę trafić do mieszkania.
- Chwilę, kupię kilka rzeczy i Ci pomogę. – powiedziałam.
- Jasne, poczekam. – Uśmiechnął się. Jejku jakie urocze kości policzkowe.
Kupiłam to co chciałam i po 5 minutach wyszłam ze sklepu. Chłopak siedział na ławce. Ciemne blond włosy, niebieskie oczy, ciemniejsza karnacja, szersze barki, 175 cm (na oko), dobra stylówa..” MONIKA OPANUJ SIĘ!” – krzyknęła moja podświadomość. „spokojnie…” – pomyślałam.
- Dobrze, więc gdzie mieszkasz? – spytałam.
- Main Hall Street 36.
- To jakieś 5 minutek ode mnie. – powiedziałam uśmiechając się.
- Ooo świetnie, jesteś pierwszą i jedyną osobą, którą znam. – powiedział ciesząc się.
- Przyjechałeś tu nie znając nikogo? – spytałam zaskoczona.
- No cóż…  - zaróżowiły mu się policzki. Jejku on jest naprawdę słodki!
- Ok, chodź. – powiedziałam uśmiechając się.
- Nigdy bym nie powiedział, że jesteś Polką… - spojrzałam na niego pytająco.. chodzi mu o.. – nie, jesteś piękna – znowu policzki – to znaczy.. chodzi mi.. no masz po prostu świetny akcent.
- Dziękuję – powiedziałam rozbawiona. Czyżby był nieśmiały? – A gdzie studiujesz?
- UCL.. – zobaczył mój uśmiech. – Ty też?
- Tak. Drugi rok dziennikarstwa.
- Ja pierwszy.. Prawo. Ale mam 21 lat.. musiałem opuścić jedną klasę… - zrobiło mi się głupio.
- Ja poszłam rok wcześniej do szkoły.. – powiedziałam chcąc zmienić temat.
- Jak to? – spytał zaskoczony.
- Ojj długa historia.. Mój tata jest wojskowym, wyjechaliśmy za granicę gdy miałam 6 lat. Była polska szkołą, ale nie było polskiego przedszkola, więc poszłam od razu do szkoły.
- Fajnie Ci.. Ja całe życie spędziłem w Polsce, dobrze się ucząc, żebym mógł wyjechać.
- Ja mieszkałam tam tylko 3 lata.. to była tak jaby służba.. Wróciliśmy do Polski i też się dobrze uczyłam, żeby zrobić karierę.
- To mamy coś wspólnego.
Nie powiem mu, że zwiedziłam trochę tego świata. Nie lubię się chwalić. Szliśmy rozmawiając o życiu, tak ogólnie. Cieszę się, że nie narzekał.. nie lubię ludzi, którzy narzekają na swoje „problemy” . Ludzie nie mają rodziny, nie mają co jeść , gdzie mieszkać.. Popadają w uzależnienia, więc to, że „szef nie chciał dać mi podwyżki” nie jestem powodem by być obrażonym na cały świat i wyklinać wszystkich po kolei.
- Może wejdziesz na herbatę? – spytał gdy staliśmy pod jego wieżowcem.
- No nie wiem.. nie będę się narzucać…
- No chodź… wykłady zaczynają się dopiero za tydzień, nie musisz nic pisać. Jesteś jedyną osobą, którą znam, nie chce mi się siedzieć samemu.
Zaczęłam się zastanawiać. W sumie, ma rację. Spojrzałam na VOGUE z Carą na okładce. Smieszne.. ją też znam. Coż, Cara Delevinge musi poczekać.
- No ok. – powiedziałam uśmiechając się.
Ma ładnie urządzone. Kolory stonowane, wszystko poukładane. Rozglądałam się po całym apartamencie. Ale skoro jest tu pierwszy dzień, to zdążyłby się rozpakować?
- Przyleciałem o 10:00 i do wieczora się rozpakowywałem. – powiedział odgadując moje myśli. – Później poszedłem do sklepu, próbowałem wrócić, ale robiłem kółka i wpadłem na Ciebie. Dalej wiesz co było.
Zobaczyłam pudełko z płytami. Zaczęłam się mu przyglądać.
- Możesz pooglądać. – powiedzał znowu czytając mi w myślach.
Podeszłam do pudełka i zaczęłam przeglądać. Jay- Z, Drake, Beyonce, Eminem, Rihanna, Rita Ora, Calvin Harris, System Of a Down, Green Day, Rolling Stones... podniosłam Bey.
- Bey? – spytałam z rozbawieniem.
- Możesz się ze mnie śmiać, ale jestem bey. Kocham tą kobietę, wszystko co robi i tworzy, jest w 100 % divą.  – powiedział przeczesując włosy. Muszę przestać się nim zachwycać.
- Zgadzam się co do słowa. – powiedziałam zakładając włosy za ucho. Uśmiechnął się do mnie. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Halo? – odebrałam.
- Hey Niks! – to Eleanor – Where are you? I’m in front of your house and you’re not in there.
- Oh hey.. You know I’m in my friend house.. wait a minute. – zakryłam słuchawkę i skierowałam się w stronę chłopaka.. – Może przyjść moja przyjaciółka?
- Jasne.- odpowiedział.
- It’s Main Street 36, 12 apartment  – powiedziałam kierując się do El.
- Oh it’s near your house!
- Yes, come here, we’ll be waiting.
- Ok., i’ll be there in  mins. Bye lovely.
- See ya gorgeous. – powiedziałam i odłożyłam słuchawkę
I nagle zdałam sobie sprawę, że nawet nie znam jego imienia.
- A tak w ogóle, to Monika jestem. – powiedziałam podając mu rękę.
- Kuba. – powiedział i podał mi dłoń.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Pobiegł i kliknął odpowiedni przycisk. Za dosłownie 2 minuty weszła do pokoju El.
- Hello beautifull! – krzyknęła radośnie rozkładając ramiona
- Heeyy! – pobiegłam ją uściskać. – Why you didn’t tell me you’ll be In London?
- I wanted to make you suprise... SUPRISE!! – krzyknęła unosząc ręce.
Kuba przyglądał nam się z zaciekawieniem.
- Oh, it’s Jacob. – powiedziałam. – Jacob, it’s Eleanor.
- Eleanor Calder. – powiedziała podając mu rękę. On otworzył szerzej oczy.
- Ohh nice to meet you, i’m Jacob Koron.
Było fajnie, posiedzieliśmy parę godzin, El jak zawsze rozśmieszała, a ja jak zwykle jej w tym pomagałam.  Posiedziałyśmy do 23.30 i wyszłyśmy. El  u mnie zanocowała. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego mam wokół siebie tylu wartościowych ludzi… jakim cudem sobie na nich zasłużyłam. Chłopaki wracają niedługo. Coś czuję, że nasza paczka zrobi sobie przyjęcie. Jeszcze Wiktoria niedługo do mnie przyjedzie z Polski.. dopiero kończy liceum i nadal jest w Polsce. Strasznie za nią tęsknie. I chłopaki i El i Dani i Pers mi jej nie zastąpią. Oni to moi znajomi z Anglii. A Wiki to moja przyjaciółka od gimnazjum, nikt jej nie zastąpi. Strasznie za nią tęsknie. Nagle usłyszałam płacz Eleanor. Szybko pobiegłam do salonu i zastałam El przeglądającą twistera.
- What happener honey? – spytałam siadając przy niej.
- Look! Why are they so hateful? They don’t know me! I did nothing to them! – krzyczała smutna.
- Don’t care bout them. They’re jelly. You’re beautiful, Young and smart. They just have inferiority complexes. That’s all.
- But why do they think that i’m with him for his fame Or Money? We started Dating when they weren’t so popular! And my family is rich! He doesn’t buy me everything! – była zbulwersowana. Nie dziwię się jej.
- Look. All this girls are pitting on their butt only hating. You’re studiyng, living your life. You are happy, they’re not. Don’t care bout them. – powiedziałam mocno ją przytulając.
- You’re right. – powiedziała uśmiechając się.
- That’s better. Now come, we have to go to bed. You have to flight to Mancheaster AT 8 am.
- Yes, I have to. Come.
I poszłyśmy spać rozmawiając o wszystkim co nas otacza.

środa, 6 marca 2013

PROLOG.


Zwykły wieczór. Jak zawsze siedzę słuchając  idealnej Beyonce, zajadając się pysznym, karmelowym deserem, marząc o miłości.. Od 3 lat jestem singielką. Z jednej strony to dobrze, z drugiej źle. Nie mam kogo przytulić od tak, nie mam kogo pocałować, nie mam z kim leżeć i nic nie mówić. Czemu tak jest? „BO JESTEŚ GRUBA!” – krzyknęła moja podświadomość.  „Wcale nie jestem” – pomyślałam nadal zajadając się serkiem. Mmmm kocham karmel. Ważę tylko 58 kilo przy moich 162 cm wzrostu. Może dlatego, że jestem niska? Nie… Prawda jest taka, że jestem bardzo wymagająca. Co ja sobie myślę? Nie wpadnie mi tu jakiś Mario Cassas, Gerard Pique czy Johny Depp. Wzięłam następną łyżeczkę deseru i zaczęłam przeglądać newsy. „ PIOSENKA I KNEW YOU WERE TROUBLE JEST O HARRYM!” Ughh… wszędzie to samo. Idioci, ta piosenka jest z albumu, który ukazał się zanim byli razem. „ BIEBER IDZIE NA ODWYK!” Wszędzie to samo.. Bieber, One Direction, Taylor Swift, Selena Gomez.. koniec z internetem..idę kupić jakąś pożądną gazetę, nie będę czytała o idolach nastolatek.. Jestem za stara. Nie, nie jestem. Poznałam One Direction dzięki Eleanor – mojej przyjaciółce . Są na prawde w porządku. Przez przyjaźń z nimi poznałam też sporo innych osób. Chwila…. Co ja miałam zrobić? Aaa no tak. Wyszłam do sklepu, który był zaraz naprzeciwko mojego mieszkania. Fajnie jest mieszkać w centrum Londynu. Nie wiem czym sobie zasłużyłam.. Dobre wyniki w nauce, pieniądze rodziców, spowodowały, że studiuję dziennikarstwo na UCL. Ktoś na mnie wpadł.
- Shit! – krzyknęłam. Nie znoszę takich akcji.
- I’m so sorry.. – usłyszałam męski głos. – I didn’t..


chcę wiedzieć czy będzie ktoś czytał, więc proszę komentować. Nie będzie to opowiadanie ani o One Direction ani o Bieberze ani o Codym Simpsonie. Normalne opowiadanie o normalnej dziewczynie. 

JEŚLI ZAINTERESOWAŁ CIĘ PROLOG KOMENTUJ LUB PISZ NA TWITTERZE DO @Real_NikkiB . xx